Nieraz przekonałem się, że najzabawniejsze i najbardziej oryginalne komedie romantyczne wywodzą się z japońskich komiksów. Nie wiem jak to jest, ale to właśnie Japończycy nie boją się fantazjować na temat miłości i związków, czasem posuwając się nawet do absurdalnych sytuacji, bardzo często trafiając jednak w sedno problematyki jaką w tych komiksach poruszają. Najnowszym tego przykładem jest manga Nisekoi – miłość na niby.
Na czym opiera się zabawny i oryginalny punkt wyjścia mangi? Sugeruje go nam już sam tytuł, Nisekoi – miłość na niby. W mandze poznajemy dwójkę głównych bohaterów, których perypetie napędzają jej akcję. Raku Ichijō – syn szefa yakuzy, który marzy o normalnym życiu i licealnej miłości poznaje głośną i agresywną Chitoge Kirisaki – córkę szefa rywalizującej organizacji przestępczej. Ich ojcowie, chcąc zapobiec wojnie gangów, zmuszają ich do udawania pary. Tak oto otrzymujemy przezabawną komedię romantyczną pełną nieporozumień.
Z mangą miałem już do czynienia przed laty i przyznam wam, że bardzo miło było wrócić do tej historii. Zwłaszcza, że Waneko wydało ją w naszym kraju w wersji 2w1 i od takiego solidnego tomiku (14 rozdziałów i ponad 300 stron lektury!), gdy wsiąkniemy w historię, naprawdę ciężko się oderwać. Na szczęście, po latach od pierwszej styczności z komiksem, moje wrażenia nie uległy zmianie i są one jak najbardziej pozytywne.

Zacznijmy od tego, że podchodząc do takiej historii, musimy zrobić to z dystansem i przymrużeniem oka. Jak już się przekonaliście, punkt wyjścia fabuły jest w pewnym stopniu absurdalny, a podobnych szaleństw z czasem mamy coraz więcej. Dzieją się tu rzeczy, w które za nich byśmy nie uwierzyli, ale nie dotyczy to kwestii związanych z emocjami, miłością i relacjami damsko-męskimi. Co innego jeśli chodzi o elementy komediowe, ale sprawia to tylko, że manga staje się jeszcze zabawniejsza i wyróżnia się na tle wielu tytułów z tego gatunku.
Nisekoi – miłość na niby koncentruje się na dwóch głównych wątkach. Pierwszym jest udawanie pary przez nieprzepadających za sobą Raku i Chitoge. Z kolei drugi dotyczy obietnicy, którą bohater złożył jako kilkulatek. Wtedy to obiecał bowiem pewnej dziewczynce, że w przyszłości się z nią ożeni. Pozostał z pamiątką jaką jest wisiorek. Ona z kolei posiada kluczyk. Sęk w tym, że Raku nie pamięta kim ona jest, ani szczegółów dotyczących ich spotkania i znajomości. Teraz, zaczyna jednak podejrzewać, że jedna ze szkolnych koleżanek, w których zresztą się podkochuje, może być właśnie tajemniczą dziewczynką sprzed lat.

Co przykuwa nas do tego tytułu tak, że nie możemy się od niego oderwać? Jest w sposobie narracji jaki narzuca Naoshi Komi pewna lekkość i naturalność. Akcja rusza z kopyta naprawdę szybko. Nigdy nie mamy wrażenia, że fabuła stoi w miejscu. Choć kolejne rozdziały opierają się na pewnym schemacie, gdyż każdy z nich wrzuca Raku i Chitoge w kolejne związkowe sytuacje, z których muszą wybrnąć obronną ręką, cały czas udając jednak parę, to cały czas w tle wybrzmiewa wątek obietnicy chłopaka, która zaprząta mu głowę. Ta schematyczność nie oznacza tutaj nudy, bo czasami nawet ciężko złapać oddech od następujących po sobie żartów.
Z jakiego rodzaju zabawnymi zdarzeniami mamy tutaj do czynienia? Na przykład udawana randka, na której nic nie może pójść źle, gdyż dwójkę bohaterów śledzą członkowie gangów ich ojców. Choć Chitoge zachowuje się jakby nienawidziła Raku, za tą maską dostrzegamy jednak delikatnie kiełkujące uczucie, gdy dziewczyna stara się konkurować z koleżankami i upiec dla niego ciasto, co niemal kończy się eksplozją w kuchni. Jakby tego było mało, zazwyczaj te sytuacje przeplatane są kreatywnymi wyzwiskami i kłótniami naszej pary, w której Raku jest chuderlakiem, a Chitoge gorylicą.

Strona wizualna i ilustracje w pierwszym tomie, to jeden z największych atutów mangi. Kreska jest dynamiczna i precyzyjna. Jest w niej pewna miękkość, dzięki której bardzo przyjemnie patrzy się na bohaterów. Świetnie wypadają ich ekspresje, a tych zdecydowanie tutaj nie brakuje. Co rusz mamy do czynienia z wybuchami emocji Chitoge, czy Raku. Komi genialnie operuje mimiką, od komediowych min, po zazdrosne, czy zaskoczone spojrzenia. Tło jest zazwyczaj przedstawione dosyć szczegółowo, ale to postaci są zawsze na pierwszym planie i nasza uwaga skupia się na nich.
Nisekoi – miłość na niby to kawał świetnej i zabawnej lektury. Pierwszy tom stanowi bardzo fajne wprowadzenie do historii, budując jej lekki i zabawny ton, jednocześnie podrzucając elementy romantyczne i serwując nam kolejne zwroty akcji, sugerujące, że wkrótce będziemy świadkami szalonego trójkąta miłosnego i ciężko przewidzieć jak może się to skończyć tak by nikt nie ucierpiał. Co najważniejsze na tym etapie, każdy rozdział kończymy z uśmiechem na twarzy i ciekawością, co wydarzy się dalej. Warto zatem sprawdzić, co manga ma do zaoferowania.
Ocena: 8/10
Za możliwość przeczytania i zrecenzowania mangi chciałbym podziękować wydawnictwu Waneko.
We własny egzemplarz możecie zaopatrzyć się pod poniższym linkiem: https://sklepwaneko.pl/mangi/waneko/nisekoi/16748-nisekoi-01-9788383893082.html?search_query=nisekoi&results=15

