Ponyo – recenzja filmu

Piękne historie, w których można wręcz się zakochać, nie zawsze muszą w sobie mieć 100% sensu. Czasami odrobina absurdu i magii jest wręcz niezbędna by z prostej opowiastki stworzyć coś, co długo nie ucieknie nam z głowy. Filmem, który robi to wręcz doskonale jest Ponyo.

Ponyo to jedna z wielu czarujących opowieści studia Ghibli. Za scenariusz i reżyserię odpowiada sam Hayao Miyazaki, ale jest to bodaj najlżejsza i najradośniejsza animacja spośród wszystkich, które stworzył. Czeka was tutaj dużo ciepła, humoru i magii, a ta, tym razem wkrada się do naszego świata z oceanu.

Film opowiada historię chłopca, który odnajduje złotą rybkę i nazywa ją właśnie Ponyo. Cóż z tego, że do złotego koloru jej bardzo daleko, no i ma twarz bardzo przypominającą ludzką. Nie to jest tu istotne. Okazuje się bowiem, że nie jest to wcale zwykła rybka, tylko córeczka czarnoksiężnika i morskiej bogini. Ponyo zakochuje się w Sōsuke i świecie ludzi, i postanawia stać się człowiekiem. Nie wie jednak, że jej magiczne działania mogą doprowadzić do katastrofy, wywołują olbrzymie tsunami i zaburzają równowagę między morzem, a lądem, czemu trzeba jakoś zapobiec.

Nie jest to skomplikowany film. Wręcz przeciwnie. Zrozumieją go najmłodsi widzowie, a także ich rodzice, dziadkowie, itd. Jest to tego rodzaju historia, w której dziecięca fantazja ożywa na naszych oczach. Mamy tu mnóstwo radości, humoru i absurdalnych sytuacji, a w gruncie rzeczy jest to opowieść o miłości opartej dziecięcej przyjaźni i zaufaniu.

Ponyo to przepiękna historia, nie tylko pod względem uroczej fabuły, ale przede wszystkim w kwestii stylu animacji. Jeśli mieliście już do czynienia z produkcjami studia Ghibli, to mniej więcej wiecie czego się spodziewać. Jeśli nie, to oglądając film naprawdę poczujecie się częścią innego, bajkowego świata. W Ponyo mamy okazję podziwiać zwłaszcza morską faunę i florę pod różnymi postaciami, i można wręcz się w nich zakochać. Kolory są intensywne, ale cała animacja wydaje się poruszać bardzo lekko, jakby bez żadnego wysiłku. Niemal nie uświadczycie tu CGI, a całość rysowana jest ręcznie, a ten wysiłek zdecydowanie się opłacił, bo powstał dzięki niemu naprawdę magiczny kawałek świata.

Nie byłoby wspomnianej przeze mnie magii bez barwnych postaci. Czy dotyczy to energicznej i ciekawskiej Ponyo, bardzo empatycznego i nad wyraz dojrzałego Sōsuke, jego mamy, Lisy, która jest ekspertką w wielozadaniowości i nieraz daje ponieść się emocjom, czy poważnego, mającego obsesję na punkcie ochrony oceanu ojca Ponyo, Fujimoto. Wszyscy wnoszą do historii pokłady charakterystycznej energii i sprawiają, że jest ona jeszcze przyjemniejsza w odbiorze.

Choć jest to prosta i dość przewidywalna opowiastka, bardzo luźno oparta na Małej syrence, widzowie znajdą w niej nie tylko humor, ale także wartościowe treści. Miyazaki subtelnie przypomina nam o ludzkim wpływie na morskie środowisko i jego konsekwencjach. Opowiada o pewnej naturalnej harmonii, do której powinniśmy dążyć, a w samym sercu fabuły umieszcza czystą, niczym nieskalaną miłość, którą można wyrażać na różne sposoby i która ostatecznie, może nas wszystkich ocalić.

Ponyo, to kolejna, przepiękna pozycja z katalogu studia Ghibli. Nawet w tak prostej i przezabawnej historii można się zakochać. Od bohaterów, przez grafikę, na absurdach i psikusach kończąc. To idealny tytuł na rodzinny seans i opowieść, która równie mocno rozbawi jej najmłodszych członków jak i tych najbardziej doświadczonych przez życie.

Ocena: 7/10

Zdjęcia: Studio Ghibli

Leave a Reply