Wszystko, co dobre musi kiedyś dobiec końca. Tylko, że ten koniec wcale nie musi być tak nieprzyjemny jak zazwyczaj w pewnym stopniu się tego spodziewamy. Teraz, przyszła pora by sprawdzić, czy ostatnia odsłona oryginalnej serii filmów o inteligentnych małpach, Bitwa o planetę małp, jest godnym finałem tamtej części franczyzy.
Film z 1973 roku przenosi nas kilkanaście lat po wielkiej wojnie nuklearnej, która zniszczyła większość cywilizacji ludzkiej. Małpy pod wodzą Cezara żyją w prowizorycznej wiosce w lesie, próbując zbudować nowe społeczeństwo oparte na pokojowej koegzystencji małp i resztek ludzi. Nie wszyscy popierają jednak jego zdanie, a na horyzoncie maluje się bunt części z nich.
Bitwa o planetę małp z jednej strony skupia się na wewnętrznym konflikcie w społeczności małp wywołanym przez fanatycznego generała Aldo. Dowodzący gorylami nie chce równości. Pragnie totalnej dominacji i powrotu do hasła „małpy ponad wszystko!”. Z drugiej strony, ciekawość i bardzo ludzka strona głównego bohatera sprowadza na jego pobratymców zagrożenie ze strony zmutowanych, zdeformowanych ludzi, którzy przeżyli wojnę atomową i pałają żądzą zemsty. Te dwa wątki przeplatają się, prowadząc do wielkiego finału.
Oglądając film w oczy rzuciła mi się jego mniejsza skala i widowiskowość. Czuć już pewną wtórność i jakby zmęczenie materiału. Choć scenarzystom wciąż udaje się przemycić za historią głębokie tematy takie jak konflikt integracji z segregacją, całość jest o wiele prostsza i skromniejsza niż w poprzednich odsłonach. Jest też bardziej przewidywalna, choć tak jak pozostałe części cyklu, ma mocne zakończenie.

Wszystkiego mamy tutaj mniej. Mniej małp, ludzi, akcji i niespodzianek. Nawet rola Cezara wydaje się być skromniejsza, aczkolwiek nadal istotna. Bitwa o planetę małp jest jedyną częścią serii, która kończy się pozytywnym akcentem, co jest sporym zaskoczeniem. Twórcy sugerują nam, że pomimo wydarzeń z poprzednich odsłon, doprowadzenie do pokoju między ludźmi i małpami jest jednak możliwe, a nowa ścieżka czasu jest w stanie zaistnieć, a scenariusz z oryginału nie musi się ziścić. Zabrakło mi tu jednak głębi dotychczasowych produkcji, przez co to przesłanie wybrzmiewa słabiej niż powinno.
W zasadzie, niewiele więcej można powiedzieć o tym tytule. Aktorsko jest w porządku, ale też odniosłem wrażenie, że obsada miała tu mniej do zagrania. Nie dziwię się, że tak długo musieliśmy czekać na kolejne filmy, wchodzące w skład franczyzy, po takim jej pierwotnym zakończeniu. Jest to najsłabsza część franczyzy, ale wydaje się, że decydują o tym nie ambicja i kreatywność twórców, lecz kwestie finansowe. Warto zobaczyć, choćby dla samego finału i podsumowania sagi.
Ocena: 5,5/10
Zdjęcia: 20th Century Fox
