Szept serca – recenzja filmu

Choć Hayao Miyazaki i studio Ghibli przyzwyczaili większość swoich fanów do pięknych, często baśniowych światów, to nieraz udowodnili, że niemal bajkowe opowieści mogą toczyć się także w rzeczywistym świecie, bez udziału demonów, potworów, czy nadprzyrodzonych mocy. Doskonałym tego przykładem jest film z 1995 roku, zatytułowany Szept serca.

Fani country z całą pewnością znają utwór Take Me Home, Country Roads Johna Denvera, ale dlaczego o tym piszę? Dlatego, że tym niespodziewanym akcentem rozpoczyna się animowany film Yoshifumiego Kondo, napisany przez Hayao Miyazakiego na podstawie mangi Aoi Hiragii. Sama piosenka i jej treść stanowi istotny, ale nie jedyny punkt tej historii, a jest to opowieść o dojrzewaniu, poszukiwaniu własnej ścieżki w życiu oraz o miłości. Zaciekawieni?

Film zaczyna się oryginalnie, bo od wspomnianej przeze mnie piosenki, którą jak się wkrótce okazuje, główna bohaterka tłumaczy na język japoński. Jest nią 14-letnia Shizuku Tsukishima, zaczytana uczennica gimnazjum, która, jak sama mówi, żyje z dnia na dzień. Nie ma jasno określonego celu, ale poszukiwania pewnego chłopaka, który przeczytał te same książki co ona, zaprowadzą ją w zaskakującą podróż ku samopoznaniu i odnalezieniu własnej drogi.

Historia przedstawiona w filmie Szept serca może i jest prosta, skromna i bardzo przyziemna, ale za to chwyta za serce, potrafimy się z nią utożsamić i angażujemy się w perypetie głównej bohaterki. Myślę, że każdy z nas w pewnym momencie nie miał zielonego pojęcia, co zrobi ze swoim życiem, a animacja doskonale uświadamia nam, że wszystko jest w naszych rękach i jeśli tylko włożymy w to odpowiednio dużo wysiłku, znajdziemy swoje życiowe powołanie, czy może raczej, podążając za słowami Miyazakiego, znajdziemy w sobie ten diament, który później musimy już tylko szlifować.

Miyazaki, tym razem jedynie jako scenarzysta, ponownie przemawia do młodych widzów głosem, który jest w pełni zrozumiały, a zarazem niezwykle poetycki. Opowiada o znajdywaniu własnej pasji, pracy nad sobą, strachu przed pełnym zaangażowaniem się, ale również o pierwszej miłości. Japończyk jest dla nas niczym mędrzec i „przypominacz” o tym, co powinno dla większości z nas być oczywiste, a o czym nieraz zapominamy i to z negatywnym efektem dla nas samych.

Choć wszystko dzieje się w bardzo realnym i pozbawionym nadprzyrodzonych elementów świecie lat 90., Szept serca ma w sobie pewien element baśniowości i jest trochę niczym sen, który wielu widzów chciałoby sobie wymarzyć. Pod względem wizualnym jest to kolejna, niezwykle dopracowana, imponująca najdrobniejszymi detalami – od ciasnych i zatłoczonych uliczek, przez bałagan w pokoju bohaterki, aż po mgłę unoszącą się nad miastem i wschód słońca – animacja, która ma w sobie ten unikalny klimat produkcji studia Ghibli.

Mamy tutaj pewne dobrze znane schematy jak choćby chłopiec zachowujący się oschle i nie uprzejmie wobec dziewczynki, gdyż ta mu się podoba, ale wcale one nas nie nudzą. Angażujemy się na całego, bo wielu z nas walczyła o swoje marzenia, czy przeżywała pierwszą miłość, a Szept serca wydaje się trafiać w sedno tych zagadnień w 100%. Dodatkowo, świetna jak przystało na studio Ghibli warstwa wizualna pozwala nam wierzyć, że wszystko jest możliwe, jeśli tylko porządnie się przyłożymy.

To po prostu piękny i trafiający do serca film. Fabuła w końcu nie zawsze musi być złożona i skomplikowana by w pełni do nas przemówić i właśnie takim przypadkiem jest Szept serca, który koniecznie powinniście zobaczyć.

Ocena: 7/10

Zdjęcia: Studio Ghibli

Leave a Reply