Superprodukcja – recenzja filmu

Juliusz Machulski niejeden hit na swoim koncie ma, ale trzeba przyznać, że ostatnie kilkanaście lat, to schyłek świetnego niegdyś reżysera. Czasy Kilera, Vabank, czy Kingsajz minęły bezpowrotnie, ale nadal warto wracać do starszych produkcji polskiego artysty. Do ich listy dodałbym jeszcze film Superprodukcja, który po wielu latach wciąż stanowi bardzo ciekawe, ironiczne i złośliwe spojrzenia na naszą rodzimą kinematografię.

Superprodukcja to polski film komediowy z 2003 roku. Najprościej rzecz ujmując, jest to satyra na polski przemysł filmowy, krytyków i show-biznes końca lat 90. i początku 2000. Sama gwiazdorska obsada (m. in. Rafał Królikowski, Piotr Fronczewski, Anna Przybylska, Janusz Rewiński, Krzysztof Globisz) działa na wyobraźnię i potrafi zaciekawić widza, ale czy po ponad 20. latach od premiery jest to tytuł wart obejrzenia?

Głównym bohaterem filmu jest Yanek Drzazga (Rafał Królikowski) i już w przypadku jego imienia mamy żart z amerykanizowania i wpatrywania się w Hollywood jak w laurkę, a to dopiero początek komedii. Yanek to bezczelny, arogancki krytyk filmowy, który gardzi komercyjnym kinem, uwielbia arthouse i regularnie miażdży polskie filmy w swoich recenzjach. Jego opinie mają na tyle dużą siłę przebicia, że trafiają do biznesmena/gangstera, Jędrzeja Koniecpolskiego, który chcąc zadowolić swoją piękną narzeczoną Donatę, chce zrobić film, a nasz bohater ma napisać do niego scenariusz.

Tak oto zaczyna się komedia pomyłek, absurdów i chaosu, która w krzywym zwierciadle pokazuje polską kinematografię z wieloma jej cechami charakterystycznymi. Machulski naśmiewa się z obecności gangsterów w przemyśle filmowym, hipokryzji środowiska, aktorskich beztalenci obsadzanych za wygląd, a nie talent, sztucznego „ambitnego” kina czy rozdmuchanych produkcji robionych na szybko za wielkie pieniądze i bez większego pomysłu.

Superprodukcja stoi mocnymi, absurdalnymi dialogami, choć nie zapadającymi w pamięć tak bardzo jak w przypadku Kilera, czy Vabanku. Machulski trafnie wyciąga na pierwszy plan wady polskiej kinematografii, a jego spostrzeżenia świetnie przekazuje nam gwiazdorska obsada filmu. Mamy producenta twierdzącego, że „Jak będzie tanio, to będzie do dupy. Jak będzie drogo, to będzie superprodukcja”, czy „Trzy miliony złotych? To nie jest budżet, to jest kpina! Za trzy miliony to ja mogę co najwyżej nakręcić reklamę pieluch”. Show skradł jednak według mnie Krzysztof Globisz jako emocjonalnie przeładowany, przeklinający na wszystkie strony reżyser młodego pokolenia. Jest tak przerysowany, że nie sposób się nie śmiać.

Wiele ról jest tutaj przerysowanych, ale doskonale sprawdza się to w konwencji satyry oraz pastiszu polskiego kina. Dystans aktorów do samych siebie – część z nich gra przerysowane wersje środowiska, z którego się wywodzą – to chyba najmocniejszy punkt filmu. Fronczewski w roli gangstera, Rewiński jako producent, a już zwłaszcza Ania Przybylska w roli Donaty, która poza atrakcyjnym wyglądem nie może pochwalić się ani odrobiną talentu, sprawiają, że mimo scenariuszowego chaosu, przeskoków ze sceny na scenę i niejednej logicznej dziury, film chcemy dalej oglądać. Najsłabiej w moich oczach wypada Rafał Królikowski w roli głównej, ale przy tak mocnych i charyzmatycznych rolach pozostałej części obsady, do końca mnie to nie dziwi.

Pomimo świetnych dialogów i absurdalnego poczucia humoru, które absolutnie do mnie trafia, Superprodukcja jest jak sinusoida i słabsze strony scenariusza przeplatają się z mocnymi. Niektóre żarty są prymitywne, a szybkość z jaką historia posuwa się do przodu, nie przejmując się zbytnio logiką, czasami irytuje. No i pod względem zdjęć i montażu film mocno się zestarzał, co w niektórych momentach jest zauważalne. Co jednak najważniejsze, jego treść jest być może bardziej aktualna niż kiedykolwiek.

Humor i satyra Machulskiego nadal bawią mnie po kolejnym seansie. Wątek rodem z kina akcji wypada tutaj co prawda najsłabiej, ale nie odwraca uwagi od sedna Superprodukcji. Jak najbardziej warto dziś ten tytuł obejrzeć by przekonać się, że polski przemysł filmowy tak bardzo się nie zmienił, a wiele żartów z obrazu Machulskiego wciąż śmieszy, może nawet bardziej niż 20. lat temu.

Ocena: 6,5/10

Zdjęcia: Zebra Film Studio

Leave a Reply