Czasami miłość znajduje nas w najmniej spodziewanym momencie i w najdziwniejszych okolicznościach. Jeśli o takiej kombinacji mowa, to jak zawsze w oryginalny sposób temat ten potrafi ująć studio Ghibli. Wśród wielu animowanych perełek najlepiej widać to chyba na podstawie filmu Ruchomy zamek Hauru z 2005 roku.
Ghibli to głębokie tematy i cudowny styl animacji, prawda? Jeśli kiedykolwiek poddawaliście to w wątpliwość, to Ruchomy zamek Hauru rozwieje wasz sceptycyzm. Śmiało można bowiem stwierdzić, że jest to jeden z najpiękniej prezentujących się filmów animowanych w ogóle, nie tylko w repertuarze japońskiego studia. No, ale o czym opowiada ta historia o enigmatycznie brzmiącym tytule?
Akcja filmu toczy się w alternatywnym świecie. Widzimy inspiracje Europą z przełomu XIX i XX wieku. Jednakże tutaj magia miesza się ze specyficzną technologią, maszynami parowymi. Niestety, podobnie jak w naszej rzeczywistości, temu miejscu nie jest obca wojna, która wisi w powietrzu. W takich okolicznościach poznajemy Sophie, skromną 18-latkę, której spotkanie z tajemniczym czarodziejem, Hauru wywraca jej życie do góry nogami, sprowadza na nią klątwę, która zmienia ją w staruszkę. Teraz musi wyruszyć w podróż, której celem będzie nie tylko powrót do młodego ciała, ale też uratowanie serca chłopaka.
Ruchomy zamek Hauru, to film, który wieloma rozwiązaniami fabularnymi nas zaskakuje. W moim przypadku pozytywnie. Spodziewałem się, że Sophie bardziej załamie się klątwą, a ona niemal z miejsca miała w głowie pomysł na to co zrobić i od razu wzięła się za jego realizację. Determinacja bohaterki imponuje, no ale w końcu związana jest ona z miłością od pierwszego wejrzenia. To uczucie napędza ją do tego by zdjąć klątwę, a z czasem, gdy bliżej poznaje Hauru, rozumie, że najlepszym sposobem na okazanie jej uczucia będzie pomoc młodemu, przystojnemu magowi.

Sprzątanie magicznego, przemieszczającego się zamku, choć ta nazwa nie do końca do niego pasuje, okazuje się być pełne uroku i pokazuje niezwykle silny charakter Sophie. Tam poznajemy kolejnych barwnych bohaterów animacji – ognistego demona Calcifera, który napędza całą maszynę, ucznia Hauru, przemiłego i słodkiego Markla, niezwykle uczynnego stracha na wróble, no i samego Hauru. Ten, mimo niezwykłego połączenia uroku, charyzmy i potężnej magii okazuje się jednak mieć mroczną stronę i stąd konieczność ocalenia jego serca, choć sam chłopak nie widzi żadnego problemu.
Co jest najmocniejszą stroną Ruchomego zamku Hauru? Zdecydowanie styl animacji. Studio Ghibli pokazuje tutaj maksimum swoich możliwości. Stwierdzenia, że jest to arcydzieło animacji, nie są przypadkowe. Sam zamek prezentuje się niesamowicie, od skrzypiących drzwi, przez zmieniające się pokoje, aż po nogi jak u gigantycznej kury. Artyści zadbali by ta dziwna maszyna została idealnie namalowa na. Poza tym, sceny lotów nad bombardowanymi miastami czy transformacje Hauru w ptakopodobną bestię to kolejny wizualny popis. Akcja jest tutaj pełna kolorytu i dynamiki, a wisienką na torcie jest fakt, że film został w dużej części ręcznie narysowany!

Nieco problematyczna jest fabuła filmu. Jego druga połowa wydała mi się być dość chaotyczna. Mamy w niej momenty, gdy przeskakujemy z miejsca na miejsce, a nie wnosi to zbyt wiele do historii. Można również odnieść wrażenie, że równie dobrze opowieść mogłaby być krótsza, a i tak trafiłaby do serc i umysłów widzów. Nie każdemu musi również przypaść do gustu finał, może trochę zbyt łatwy i poetycki, ale z drugiej strony nadaje to całości nuty romantyzmu, co akurat mi bardzo się spodobało.
Hayao Miyazaki przemyca w filmie bardzo ciekawe treści, na co również warto zwrócić uwagę. Przede wszystkim ze względu na fakt, że robi to z niezwykłym wyczuciem. Opowiada o bezsensowności wojny i poświęceniu jakie ze sobą niesie. Pokazuje, że starość wcale nie musi oznaczać słabości, a wiek to tylko liczba. Po raz kolejny porusza temat harmonii z naturą, a to wszystko zostało pięknie zawinięte w bajkową narrację.

Ruchomy zamek Hauru, to kolejny z filmów, który sprawia, że można po uszy zakochać się w twórczości studia Ghibli. Hayao Miyazaki pokazuje pełnię swojego talentu, choć bardziej reżyserskiego niż pisarskiego. To barwne, pełne emocji fantasy, które na niecałe dwie godzinki skutecznie odrywa nas od szarości otaczającego nas świata. Bohaterowie są niezwykle sympatyczni i z przyjemnością śledzimy ich perypetie, nawet jeśli wiążą się one z tak przyziemnymi czynnościami jak sprzątanie, czy gotowanie. No i ostatecznie miłość zwycięża, a takiego optymistycznego przesłania potrzeba nam zdecydowanie więcej!
Ocena: 7/10
Zdjęcia: Studio Ghibli
