Japończycy specjalizują się w wielu różnych dziedzinach. Do jednej z nich można śmiało zaliczyć komedie z absurdalnym punktem wyjścia. Mowa o tytułach, które nie mają być najbardziej ambitnymi, rozbudowanymi historiami, ale za to dostarczać nam czystej rozrywki i salw śmiechu. Jedną z takich najnowszych propozycji na polskim rynku jest manga Mój ojciec jest jednorożcem.
Jeśli będziecie mieli dość dramatów, thrillerów i tytułów w bardzo poważnych klimatach, to Mój ojciec jest jednorożcem będzie dla was stanowił idealny sposób na odprężenie się. To niezwykle lekka komedia, która odrywa nas od rzeczywistości. Jest tak ciepła i zabawna, że aż chce się przytulić tomik. Po lekturze tych 144 stron czystej radochy, uśmiech długo nie zejdzie wam z twarzy.

Issei Uno jest zwyczajnym nastolatkiem i prowadzi całkiem normalne życie. Szkoła, kumple, rodzina. Pewnego dnia jego mama wraca jednak z pracy i zrzuca na niego prawdziwą bombę atomową. Wzięła ślub!. To jednak nic. Jego nowym tatą okazuje się bowiem Masaru – miły, uprzejmy gość… który jest jednorożcem (właściwie po części jednorożce, po części pegazem)! Serio. Tak oto na kartach mangi jesteśmy świadkami rozwoju relacji między synem i jego nowym ojcem.
Mój ojciec jest jednorożcem skupia się na interakcjach między Uno, a Masaru, w trakcie gdy matka tego pierwszego jest w delegacji. Masaru postanawia jak najlepiej spisać się w roli nowego ojca i idealnego gospodarza domu. Bohater gotuje (siano to podstawowy składnik jego zdań), sprząta (choćby z wykorzystaniem kopyt), chodzi na wyprzedaże w supermarkecie i… próbuje nie zdradzić swojej prawdziwej natury sąsiadom. Efekty? Absurdalne, ale taki właśnie ma być ten tytuł, dostarczając w ten sposób mnóstwo humoru.

Jeśli jesteście ciekawi przykładów poczucia humoru jakie serwuje nam w mandze Monaka Suzuki, to nasz jednorożec przyciąga wszystkie „dziewice” w promieniu kilometra, od których nie może się oderwać, jego róg oczyszcza wodę (i przy okazji działa odmładzająco na skórę), a Issei biega jak szalony, starając się ukryć jego tożsamość, zwłaszcza przed pewną wścibską sąsiadką. Żarty są lekkie i naprawdę zabawne, świetnie oddające absurdalność sytuacji. Przy okazji, w ten nietypowy sposób pokazują z życia wzięty scenariusz, gdy dziecko musi poradzić sobie z obecnością „nowego” rodzica.
Stylowi mangi idealnie odpowiadają ilustracje autorki. Linia jest delikatna, a twarze pełne ekspresji. Masaru wygląda jednocześnie przystojnie, majestatycznie i niekiedy głupkowato, zachowując idealny balans między różnymi odcieniami swojego charakteru. Monaka Suzuki świetnie potrafi wyczuć, kiedy może pozwolić sobie na więcej dystansu i karykaturalny wygląd postaci, a kiedy w kontraście rysować bohaterów bardzo poważnych.

Pod warstwą żartów w Mój ojciec jest jednorożcem kryje się bardzo szczera historia o tym, jak ciężko zaakceptować nowego rodzica – nawet jeśli nie jest jednorożcem. Issei na początku jest wściekły i zażenowany, a na końcu… no cóż, nie chcę zbyt wiele zdradzać, ale można łatwo domyślić się w jakim kierunku podąża manga. Uśmiejecie się, ale dostrzeżecie tutaj mnóstwo prawdy. Nie jest to najbardziej odkrywczy tytuł, który można nazwać arcydziełem, ale zaczyna się szybko, a kończy idealnie. Zresztą, sprawdźcie sami.
Ocena: 6,5/10
Za możliwość przeczytania i zrecenzowania mangi chciałbym podziękować wydawnictwu Waneko.
We własny egzemplarz możecie zaopatrzyć się pod poniższym linkiem: https://sklepwaneko.pl/mangi/waneko/jednotomowki-waneko/16946-moj-ojciec-jest-jednorozcem-9788383892030.html

