Peaky Blinders: Nieśmiertelny – recenzja filmu

Historia każdego z nas w jakimś momencie dobiegnie końca. Tylko od nas zależy, czy będzie to szczęśliwe zakończenie. Jeśli w popkulturze ostatniej dekady istnieje postać, która za wszelką cenę starała się ten koniec znaleźć, to z całą pewnością jest to Tommy Shelby. Finał jego kolei losu, które zostały przedstawione w jednym z najpopularniejszych brytyjskich seriali, mamy okazję poznać w filmie, zatytułowanym Peaky Blinders: Nieśmiertelny.

Po niecałych czterech latach przerwy powracamy do historii Tommy’ego Shelby’ego by w końcu poznać jej finał. Długi okres oczekiwania to jednak najmniejszy problem w przypadku Peaky Blinders: Nieśmiertelny. Oczekiwania były wielkie, gdyż mamy tu do czynienia z zakończeniem opowieści rozpoczętej w jednym z najlepszych seriali ostatniej dekady. Niestety, według mnie, nie udało im się sprostać.

Film zabiera nas do Birmingham. Mamy 1940 rok, trwa II wojna światowa, a wyspy brytyjskie są bombardowane przez lotnictwo III Rzeszy. Tommy Shelby z własnej woli odsunął się od świata, którym niegdyś rządził. Przeszłość co rusz go nawiedza, nie pozwalając mu żyć w spokoju. Zresztą, po wszystkim co przeszedł, fanów uniwersum nie dziwi fakt, że jedyne czego pragnie bohater, to by jego linia życia w końcu dobiegła końca. Świat ma jednak dla niego kolejne problemy, z którymi będzie musiał sobie poradzić, a wiążą się one z jego cygańskim synem i nazistowskim spiskiem.

Peaky Blinders: Nieśmiertelny stanowi swego rodzaju epilog dla serialu. Generalnie, odniosłem wrażenie, że lepiej było zawrzeć tę historię w ostatnim sezonie niż opowiadać ją w takiej formie, na dodatek kilka lat po zakończeniu serii. To jednak niewielki problem w obliczu innych wad produkcji Netflixa, na które napotkałem w trakcie seansu.

Filmowi udaje się przywrócić charakterystyczny klimat serialu, co jest jego największym plusem. Z nostalgią powróciłem do Birmingham, ale nie odnalazłem tam już wielu znajomych twarzy. W końcu wiele z nich odeszło już z tamtego świata. Pozostał jednak Tommy Shelby, w którego po raz kolejny brawurowo wciela się Cillian Murphy. To nadal świetnie napisana postać, a wewnętrzne zmagania bohatera zostały świetnie oddane przez aktora. Z przyjemnością patrzy się na jego grę.

Na tle tego co miałem okazję zobaczyć na przestrzeni 36 odcinków, historia przedstawiona w Peaky Blinders: Nieśmiertelny wypada dosyć blado. Odniosłem wrażenie, że mógłby to być jeden z wielu wątków, które znalazłyby się w 7. sezonie. Praktycznie nie było tu w ogóle czasu na rozwinięcie postaci antagonisty, Johna Becketta, którego historia jest wyjątkowo płytka i każdy widz domyśli się jaki spotka go los. Brakuje nieprzewidywalności i złożoności, co najbardziej zakuje w oczu fanów serialu.

Choć w filmie nie brakuje ciekawych nawiązań do wątków znanych z serialu (wracamy do przeżyć bohatera z I wojny światowej) i pojawia się kilka znajomych twarzy, to jednak ma się pod tym względem pewien niedosyt. Na przykład, jedna z głównych historii, która dotyczy Arthura, brata Tommy’ego, choć ciekawa i mająca istotny wpływ na tego drugiego, w ogóle nie znalazła miejsce na krótki występ Paula Andersona, który wcielał się w najstarszego z braci Shelby.

Na papierze obsada prezentuje się naprawdę zacnie, a jednak zabrakło mi serca wśród nowych postaci. Czego jednak można było się spodziewać, gdy ledwo się pojawiają, a po dwóch godzinach się z nimi żegnamy, może nawet na zawsze. Barry Keoghan, Rebecca Ferguson, ani nawet Tim Roth nie wnoszą nic nowego, czy nadzwyczaj oryginalnego do filmu, choć widać, że się starają. Scenariuszowi Stevena Knighta jest po prostu bardzo daleko do tego, co pokazał nam w serialu.

Najbardziej wyróżniającą częścią filmu jest wielka sekwencja akcji, do której zmierza fabuła. Pod tym względem Peaky Blinders: Nieśmiertelny naprawdę robi na nas wrażenie. W połączeniu z kostiumami, scenografią i zdjęciami, otrzymujemy coś, na co chce się patrzeć. Finałowy rozdział produkcji wypadł zdecydowanie najlepiej i najciekawiej, podnosząc ocenę filmu w moich oczach mimo wielu wskazanych przeze mnie wad.

Peaky Blinders: Nieśmiertelny to solidny film, ale dla fanów brytyjskiego serialu może stanowić spore rozczarowanie. Tak było w moim przypadku. Twórcy wybrali najprostszy sposób na zwieńczenie historii Tommy’ego, choć o niebo lepiej zrobili to w Peaky Blinders. Miałem poczucie jakby ważniejsze było opowiedzenie fabuły osadzonej w trakcie II wojny światowej, niż stworzenie godnego finału dla epickiej, gangsterskiej opowieści. Przynajmniej ludzie nie będą męczyć Cilliana Murphy’ego pytaniami na temat jego bohatera, po tym jaki spotkał go tutaj los.

Ocena: 5,5/10

Zdjęcia: Netflix

Leave a Reply