Ain’t no Grave – recenzja komiksu

Co byście zrobili, by zostać ze swoją rodziną choćby o jeden dzień dłużej? Gdyby szpony złośliwej choroby miały zabrać was z tego świata, jak bardzo zdeterminowani bylibyście, żeby przetrwać? Czy balibyście się stanąć oko w oko ze śmiercią? Większość osób zapewne tak, ale nie bohaterka wydanego ostatnio w Polsce komiksu Ain’t no Grave.

Ryder dawniej była wyjętą spod prawa bandytką, aż w końcu znalazła miłość, założyła rodzinę i wydawało się, że przez resztę życia zazna spokoju. Jej los zmienił się jednak w jednej chwili, gdy dowiedziała się, że śmiertelna choroba wkrótce zabierze ją z tego świata. Tym samym straci męża i córkę, którzy są jej całym życiem. Zdeterminowana, by nie stracić tego, co dla niej najważniejsze, Ryder zakłada z powrotem kapelusz, przypina rewolwery i wyrusza w niebezpieczną podróż.

Celem bohaterki komiksu Ain’t no Grave jest mityczne miasto Cypress. To miejsce, w którym zamierza stawić czoło samej Śmierci i wynegocjować więcej czasu dla siebie, który spędzi z rodziną. Skottie Young i Jorge Corona stworzyli tutaj mroczną i niezwykle klimatyczną hybrydę westernu i horroru z akcentami fantasy. To historia o żalu, odkupieniu i desperackiej walce z tym, co nieuniknione, opakowana w surowy, niepokojący i magiczny świat.

Ilustracje Jorge Corony to zdecydowanie najmocniejszy punkt całego komiksu. Pozwalają nam z łatwością poczuć klimat opowiadanej historii. W mistrzowski sposób łączy brudny, realistyczny western z oniryczną, momentami groteskową opowieścią. Pełne cieni pejzaże, upiorne stworzenia i wyraziste, pełne emocji twarze sprawiają, że świat ten wydaje się realny, ale niezwykle niebezpieczny. Pełne kontrastu kolory Jean-Francois Beaulieu dodają całości niezwykłej głębi, tworząc wręcz filmowy efekt.

Jeśli lubicie komiksy, które niosą ze sobą spory emocjonalny ciężar, to tutaj będziecie mieli go pod dostatkiem. Co więcej, choć bohaterowie są osadzeni w westernowych archetypach, Young nadaje im autentyczną głębię. Ryder to silna, milcząca protagonistka, której determinacja i wewnętrzny konflikt napędzają opowieść. Jej droga to nie tylko fizyczna podróż, ale też konfrontacja z przeszłością. Postacie drugoplanowe – od przypadkowych towarzyszy po upiornych antagonistów – są wyraziste i szybko zyskują charakter.

Główne motywy zawarte w komiksie kręcą się wokół śmierci i żalu, odkupienia za grzechy młodości, siły miłości rodzicielskiej oraz pytania, jak daleko jesteśmy w stanie się posunąć, by ochronić to, co kochamy. Young subtelnie porusza temat akceptacji tego co nieuniknione, w niezwykle oryginalnym stylu. Jednocześnie, w jego historii jest miejsce na zbuntowanie się przeciwko losowi, co z kolei symbolizuje nadzieję i walkę do ostatniego tchu.

Ain’t no Grave, to nie jest lekka historii. Jest krwawa i brutalna, melancholijna i momentami bardzo emocjonalna, ale nigdy nie popada w tani sentymentalizm. W niezwykle oryginalny i wizualnie powalający sposób przekazuje nam ciężar, który dźwiga na swych barkach Ryder. Choć tempo bywa momentami nierówne, opowieść wciąga nas od pierwszych stron, aż do jej samego końca. To niezwykle satysfakcjonująca lektura, którą polecam zarówno fanom westernów, rodzinnych dramatów jak i horrorów z elementami fantasy.

Ocena: 7,5/10

Zdjęcia: Shock Comics

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania komiksu chciałbym podziękować wydawnictwu Shock Comics.

We własny egzemplarz komiksu możecie zaopatrzyć się pod poniższym linkiem: https://shockcomics.pl/strona-glowna/37–przedsprzedaz-ain-t-no-grave.html

Leave a Reply