„Patrick Melrose” – Wielki dramat w pięknej formie

Mini-serial wydaje się być jednym z bardziej niedocenianych obecnie formatów telewizyjnych. Wiele seriali i tak zdecydowanie skróciło już ilość swoich odcinków, jedynie stacje ogólnodostępne ciągle mocno stawiają na ilość. Dla mnie oczywiste jest, że liczy się jakość, a nie ilość, a wysoką jakość można osiągnąć już dzięki pięciu odcinkom. Nie wierzycie? W takim razie przedstawiam Patricka Melrose’a.

Wydawałoby się jakby wczoraj swoją premierę miała koprodukcja stacji Showtime oraz Sky Atlantic, a już dobiegła końca. Pięcio-odcinkowy serial zatytułowany „Patrick Melrose” z Benedictem Cumberbatchem w roli głównej, to adaptacja cyklu powieści Edwarda St Aubyna, których niestety nie miałem okazji przeczytać. Jednak nic straconego. Po tym błyskawicznym seansie nabrałem bowiem jeszcze większej ochoty na lekturę, a zaraz opowiem wam dlaczego.

Zaprezentowana historia rozgrywa się w latach 1980-2005 i opowiada o wywodzącym się z bogatej, arystokratycznej rodziny Patricku, który próbuje poradzić sobie z nałogami, problemami rodzinnymi, czy nawet chęcią opuszczenia tego świata. Każdy epizod skupia się na innym okresie czasu i związanym z nim ważnym wydarzeniem w życiu głównego bohatera.

Szybko przekonujemy się, że nie będzie to przyjemna przejażdżka w towarzystwie charyzmatycznego Cumberbatcha, dla którego jest to chyba największe wyzwanie w karierze aktorskiej. Ranga emocji oraz powiązanych z nimi gestów, odruchów, konwulsji oraz wszelkiego rodzaju innych fizycznych reakcji ludzkiego ciała na stres, strach, czy gniew jest imponująca. Kto jak nie Cumberbatch miałby spisać się tu na medal?

Zastanawiacie się pewnie o czym tak naprawdę jest ten serial. Nawet po jego obejrzeniu nadal zadaję sobie to pytanie. Traktuje on bowiem o wielu istotnych kwestiach i ciężko stwierdzić, która z nich jest najważniejsza. Problem śmierci najbliższych osób, wyjścia z nałogu, wychowania i tego w jaki sposób kształtują nas zachowania naszych rodziców, ale również kwestia tłumienia pewnych emocji, skrywania mrocznej tajemnicy, a nawet przedstawienie obrazu brytyjskiej arystokracji. W trakcie oglądania można skupić się na którymkolwiek z powyższych wątków.

Sugeruję wam obejrzenie serialu w całości. Oglądając kolejne odcinki z tygodnia na tydzień, czasem gubiłem się w nadmiarze pojawiających się postaci, zapominając kim są i jak się nazywają. Musiałem sięgnąć do poprzedniego epizodu, aby mieć pełną orientację w fabule. Wynika to tylko i wyłącznie z faktu, że skaczemy po różnych latach z życia Ptaricka. Dlatego też polecam binge-watching, jeśli tylko macie taką możliwość.

Twórcy potrafili pokazać zarówno intymne, często bolesne chwile jak i rozdmuchane bogactwo arystokracji, jej przepych oraz podejście do życia. Odwiedzamy Francję, Nowy Jork, no i oczywiście Wielką Brytanię i zatrzymujemy się zarówno w bogatych posiadłościach i wielkich pałacach jak i w pokojach hotelowych, często ciasnych i obskurnych, a pieniądze głównego bohatera zdają się nie kończyć.

Podoba mi się to, że serial nie owija w bawełnę. Ciężkie życiowe problemy są nierzadko zaprezentowane w sposób bezpośredni i brutalny, tak że widz nie ma wyboru i musi zmierzyć się z tym co widzi na ekranie, choć na co dzień może unikać takich tematów. Trzeba jednak podkreślić, że główny bohater przez większość czasu chowa się pod maską arystokraty, nałogowca, poszkodowanego przez los, a dopiero na samym końcu otrzymujemy odpowiedź na pytanie jaki człowiekiem tak naprawdę jest Patrick Melrose.

Podróż przez życie Patricka Melrose’a, to także podróż przez muzykę. W serialu usłyszycie piosenki takich artystów jak Cat Stevens, The Clash, czy Louis Armstrong. Utwory pasują do czasów w których rozgrywa się akcja, a Volker Bertelmann odpowiedzialny za ścieżkę dźwiękową nie ogranicza swojej wyobraźni. Co ciekawe, wiele piosenek kojarzy się nam raczej pozytywnie, są pełen energii i radości, co kontrastuje z głównym bohaterem.

„Patrick Melrose”, to jednak nie tylko Patrick Melrose. Należy docenić także pozostałych aktorów, a na wyróżnienie w szczególności zasługują Hugo Weaving, wcielający się w ojca tytułowego bohatera, który stworzył prawdziwego ekranowego potwora, oraz Jennifer Jason Leigh, czyli jego matka, pełna konfliktu, ale także swego rodzaju magnetyzmu.

Mini-serial w koprodukcji Sky Atlantic i Showtime zaskarbiła sobie uznanie krytyków oraz widzów, pod czym sam się podpisuję. Takie historie nas pociągają, bo chcemy wiedzieć, że nawet życie pełne upadków może mieć happy-end. Oczywiście, nie zawsze tak jest, ale z życia każdej osoby płynie dla nas pewna lekcja, a lekcja Patricka Melrose’a jest warta naszej uwagi.

Ocena: 9/10

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s