„Przyjaciele” – Niezastąpiony serial

Każdą wolną chwilę ostatniego miesiąca mojego życia poświęciłem na zgłębianiu serialu, który przez wielu nazywany jest prawdziwym fenomenem. Wyznaczył on pewien standard wśród komedii, którego moim zdaniem nie udało się przeskoczyć żadnej podobnej produkcji. Gdyby to był program „Va banque”, odpowiedź brzmiałaby: „Kim są Przyjaciele”.

Zapewne nie zdecydowałbym się na taką podróż do przeszłości gdyby nie fakt, że Netflix udostępnił wszystkie 10 sezonów serialu na swojej platformie. To zdecydowanie ułatwiło oglądanie, nie musząc czekać na odcinki o określonej porze dnia i nocy. Po tym długim seansie z chęcią powrócę jednak do oglądania jeśli tylko nadarzy się taka okazja, a stwarza ją również Comedy Central.

Przejdźmy do meritum. Serial przedstawia losy szóstki przyjaciół z Nowego Jorku. Jest Ross, paleontolog, zakochany w Rachel; Rachel, która właśnie uciekła ze ślubnego kobierca, nieco rozpuszczona i nie przystosowana do „normalnego życia”, przyjaciółka Moniki z dzieciństwa; Monika, siostra Rossa, pedantyczna kucharka przywiązująca niezwykłą uwagę do czystości; Phoebe, była współlokatorka Moniki, prawdziwy wolny duch i masażystka; Chandler, kolega Rossa z czasów studiów, sąsiad Rachel i Moniki, śmieszek który zajmuje się liczbami; No i oczywiście Joey, przystojny współlokator Chandlera, aspirujący aktor o nieprzeciętnym talencie oraz wielkim apetycie.

Gdy po latach przyglądam się krótkiemu opisowi postaci i streszczeniu fabuły, myślę sobie, że dziś taki serial mógłby nie przetrwać w telewizji. W latach 90. było jednak zupełnie inaczej, a przede wszystkim nie było programu, który tak bardzo przemawiałby do pokolenia osób, będących w tym samym wieku co bohaterowie. Przeżywali podobne wzloty i upadki, więc nie mogli przegapić „Przyjaciół”.

Serial miał premierę w 1993 r., a ja dopiero uczyłem się raczkować. Trafiłem na niego na początku XXI w. kiedy powoli dobiegał on końca. Ja o tym nie wiedziałem. Nie miałem też specjalnie pojęcia o większości sytuacji, w których znajdowali się bohaterowie jednak i tak znalazło się sporo momentów, w których dziesięciolatek śmiał się do rozpuku. Teraz jako osoba dorosła zdecydowanie lepiej zrozumiałem o co w tym wszystkim chodzi.

A chodzi tu nie tylko o same żarty. Dobra komedia powinna według mnie charakteryzować się odpowiednim połączeniem tematów śmiesznych oraz poważnych. Powinniśmy umieć śmiać się z trudnych sytuacji, a nie tylko płakać i użalać się nad sobą i „Przyjaciele” potrafili świetnie to pokazać.
Twórcy serialu, David Crane i Marta Kauffman z pewnością nie mogli spodziewać się sukcesu jaki on osiągnie. Złoty Glob, BAFTA, 6 nagród Emmy, to tylko niektóre z nagród które trafiły na konto aktorów, reżyserów, scenarzystów, itd. Autorzy nie mogli również przewidzieć z jak dużą krytyką młodych pokoleń, czy tzw. „millenialsów”, spotka się ich produkcja po kilkunastu latach od premiery.

Gdy tylko „Przyjaciele” pojawili się na Netflix, nagle posypała się fala zarzutów o seksistowskie, rasistowskie, czy homofobiczne żarty. Widać wiele osób bierze fabułę poszczególnych odcinków serialu komediowego za bardzo do siebie. Czasy oczywiście były inne, a dziś wszyscy jesteśmy zdecydowanie wrażliwsi na pewne tematy. Nie jest to jednak powód do zmasowanej krytyki. Ja się śmiałem, dlatego że nie starałem się wyrwać tych kawałów z kontekstu, w którym zostały zaprezentowane.

Przejdźmy jednak do przyjemniejszych kwestii. 235 odcinków! Mało, który serial może poszczycić się taką liczbą, a jest to tym większe osiągnięcie, że przez większość czasu trzymają one naprawdę równy poziom. Odrobinę zmęczenia materiału poczułem dopiero w okolicach siódmego, ósmego sezonu, a i tak bardzo dobrze się bawiłem, przede wszystkim dlatego, że w trakcie oglądania serialu tworzy się więź między widzem, a bohaterami. Zaczyna nam zależeć na ich losie, na małżeństwach i rozwodach, przeprowadzkach, nowych związkach, a nawet na ich potomstwie.

Byłem również pod wrażeniem jakości obrazu. Netflix wraz ze swoim abonamentem oferuje trzy ścieżki, a każda z nich wiąże się z nieco lepszym poziomem obrazu, czyli dodatkową możliwością jakości HD oraz Ultra HD. Ja doświadczałem „Przyjaciół” w najprostszym możliwym trybie, a i tak nie mogłem wyjść z podziwu jak dobrze ten serial wygląda pomimo tego, że jego emisja rozpoczęła się niecałe 25 lat temu.

Drobny problem sprawiał mi lektor. Nie miałem żadnych zarzutów co do dźwięku jego głosu, intonacji, czy dykcji, ale niektóre dowcipy były po prostu pomijane i można było je spokojnie usłyszeć jedynie w wersji oryginalnej bądź z napisami. Rozumiem, że nie wszystkie gagi da się przetłumaczyć, ale w tym przypadku nie miały miejsca żadne zawiłości językowe, z którymi tłumacze nie mogliby sobie poradzić.

To co jest siłą tego serialu i co sprawia, że widz trwa przy nim przez całe 10 sezonów i jeszcze mu mało, to utrzymany balans pomiędzy historiami z życia wziętymi oraz pewnymi zachowaniami, postaciami i sytuacjami, których nigdy bym się nie spodziewał. Na przykład, wiem że nie każdy jest geniuszem, ale nie spotkałem się z osobą o ilorazie inteligencji równym Joey’owi, ale na tym polegał żart

Nie mogę też nie wspomnieć o samych aktorach. Czasem w serialu znajdzie się ta jedna osoba, która nie przypada nam do gustu i najchętniej wymienilibyśmy ją na lepszy model. Niekiedy takich postaci jest więcej i ciężko jest nam przebrnąć przez kolejne odcinki. W przypadku „Przyjaciół” nie ma o tym mowy. Nie tylko istnieje idealna chemia i zrozumienie między aktorami i aktorkami, ale wydaje mi się również, że idealnie sprawdzają się do przypisanych im ról, tak jakby ich bohaterowie mieli w sobie coś z nich samych. Gapowatość Rossa, pedantyczność Moniki, czy poczucie humoru Chandlera musiały wyjść prosto z serca Davida Schwimmera, Courtney Cox i Matthew Perry’ego.

„Przyjaciele”, to tego rodzaju produkcja, którą możecie włączyć sobie w dowolnej chwili, wybierając dowolny odcinek, mieć przy tym dużo frajdy, a jednocześnie nie czuć się zagubionym w fabule. Oczywiście są w niej pewne wątki przewodnie, ale wydaje mi się, że łatwo można połączyć ze sobą fakty, o których jedynie się wspomina bądź są dopowiedziane.

Nie zapominajmy również o wielu gościnnych występach, które zapadają w pamięć. Najczęściej chodzi o obiekty westchnień szóstki bohaterów. Jedni pojawiają się na dłużej, a inni są na ekranie tylko przez jeden odcinek. Najlepszym przykładem tych pierwszych jest choćby Tom Selleck, grający chłopaka Moniki, Maggie Wheeler, czyli pojawiająca się często znienacka była i przez jakiś czas obecna dziewczyna Chandlera Janice, czy Bruce Willis, będący wybrankiem Rachel oraz ojcem dziewczyny Rossa. Jeśli zaś chodzi o drugą opcję, to mogę wspomnieć o Jane Lynch, Brad Pitt, a nawet o Dannym DeVito.

Próbowałem znaleźć jakieś wady tego serialu, ale naprawdę żadnych nie dostrzegam. Oczywiście, jak już wspominałem, najmłodsi widzowie mogą mieć problem z odniesieniem się do żartów i realiów okresu, w którym produkcja ma miejsce. Czasy zmieniają się coraz szybciej. Tak naprawdę jednak każdy może coś wynieść z seansu „Przyjaciół”. Jedni przypomną sobie jak to było, gdy cały świat stał przed nimi otworem, następni odzyskają motywację do zmiany swojego życia, a jeszcze inni po prostu solidnie się uśmieją. Dajcie sobie szansę na dobrą zabawę.

Ocena: 9,5/10

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s