„Operacja Piorun” – Bond na ścieżce kiczu

Po wizycie na tajemniczej wyspie, jeździe Orient Ekspresem oraz ratowaniu świata przed wybuchem bomby atomowej przyszedł czas na „Jamesa Bonda w podwodnym świecie”, bo właśnie to określenie świetnie opisuje jego wyczyny w czwartej już części filmowej serii, tym razem zatytułowanej „Operacja Piorun”.

Bond nie ma wakacji. Bond nie może nawet liczyć na wolne gdy przebywa na zwolnieniu lekarskim, bo właśnie w takich okolicznościach, kurujący swoje plecy agent 007 natrafia na trop złowieszczego planu organizacji WIDMO, z którą w przeszłości miał już okazję się zmierzyć. I jeszcze jedno, Bond używa w tej części jetpacka! Bardzo oryginalny początek dla filmu o Bondzie, prawda?

Kolejny raz rozchodzi się o broń atomową, ale w końcu mamy Zimną Wojnę, więc jest to jak najbardziej na miejscu. W grę po raz kolejny wchodzą piękne pani, które z kolejnymi filmami zdają się mnożyć, malownicze miejsce oraz bardzo wiele podwodnych scen, które przyczyniły się w dużym stopniu do statuetki Oscara za najlepsze efekty specjalne dla filmu w reżyserii Terence’a Younga.

O ile jednak podwodne wycieczki robią wrażenie o tyle już walki Bonda, pościgi czy nawet ostatnia scena filmu coraz bardziej wydają się zmierzać w kierunku kiczu, a przynajmniej tak to wygląda z perspektywy lat. Ma się wrażenie, że to co dobrze funkcjonowało w poprzednich częściach tym razem zostało zaprzepaszczone. Postawiono na wielkość, nie na jakość.

Choć naprzeciw Bonda staje numer 2 z organizacji WIDMO, to nie jest on nad wyraz interesującą postacią. To bardziej facet od wydawania poleceń niż od działania, a największe wrażenie zrobił na mnie jego basen z rekinami, kolejny trop z filmów o Bondzie wielokrotnie powielany w innych produkcjach. Poza tym numer 2, czy raczej Emilio Largo nie powala widza na kolana.

Tym co jednak najbardziej mnie rozbroiło jest bezpośredniość Bonda w stosunku do pań. Tym razem przekroczono już granice dobrego smaku, bo Bond w zasadzie rzuca się na kobietę, żeby nie powiedzieć że po prostu ją gwałci, a twórcy próbują nam wmówić, że to jego czarująca osobowość, której żadna się nie oprze. Pomyślałem sobie, że to już lekka przesada, a nadmienię jeszcze, że z każdym kolejnym filmem pięknych pań pojawia się coraz więcej.

„Operacja Piorun” sprawiła, że James Bond już trochę mi się przejadł. Zamiast iść z duchem czasu i zaskakiwać widza, agent 007 w zasadzie tkwi w miejscu. Do momentu tego filmu nie było to dla mnie tak dostrzegalne, czy to za sprawą świetnego dźwięku, efektów specjalnych, czy przede wszystkim Seana Connery’ego w roli głównej. Gdy jednak scenariusz staje się coraz prostszy i słabszy, Bond staje się dwugodzinną katorgą z nielicznymi momentami uśmiechu na twarzy widza.

Ocena: 5/10

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s