Recenzja serialu Ostatnie dni Ptolemeusza Greya

W ostatnich miesiącach mamy całe zatrzęsienie nowych seriali opartych na książkach. Lakers: Dynastia zwycięzców, Stacja Jedenasta, Reacher, to tylko niektóre z nich. Dzisiaj chciałbym skupić się jednak na platformie, która raczy nas coraz to większą ilością produkcji wysokiej jakości. Mowa o Apple, które nie tak dawno zgarnęło na swoje konto pierwszego Oscara za najlepszy film (CODA). My porozmawiajmy jednak o serialu, a nosi on tytuł Ostatnie dni Ptolemeusza Greya.

Kierując się samym tytułem pomyślałem, że może to być ciekawa produkcja. W końcu rzadko trafiamy na bohatera o taki nietypowym imieniu. Rzadko seriale zdradzają nam również na starcie jak mniej więcej potoczy się jego los. Produkcja ta opowiada bowiem zgodnie ze swoją nazwą opowiada o ostatnich dniach nieco ponad 90-letniego Afroamerykanina, któremu pamięć płata ogromne figle.

W tym momencie moglibyście pomyśleć co jest takiego ciekawego w starcu z demencją. Więcej niż moglibyście się spodziewać. Do tego niezbędny jest jednak dostęp do pamięci Ptolemeusza, a los tak zechciał, że jego ostatnie dni życia mają nabrać wielkiej wagi i tę pamięć bohater odzyskuje. O tym jednak nieco później. W pierwszej chwili widzimy zagubionego człowieka. Człowieka, który bez pomocy swojego bratanka już dawno przepadłby w dzisiejszym świecie, ale dzięki Reggiemu jakoś sobie radzi. Niestety tego ma niebawem zabraknąć.

Ptolemeusz żyje według pewnego schematu. Ma jakieś przebłyski przeszłości, ale słabo orientuje się w tym co się dookoła niego dzieje. Tym większe jest jego zdziwienie, gdy udając się na spotkanie ze swoim ukochanym członkiem rodziny dowiaduje się, że ten zmarł. Co więcej, został zamordowany. Sześcioodcinkowy serial skupia się na próbie odzyskania pamięci przez naszego głównego bohatera, a następnie odszukania mordercy Reggiego. Zanim do tego jednak dochodzi musi się znaleźć eksperymentalna terapia i dobrzy ludzie, którzy zamiast oszukać staruszka pomogą mu.

Ostatnie dni Ptolemeusza Greya w niezwykle oryginalny sposób pokazują nam, że rodzina z krwi wcale nie musi być naszą prawdziwą rodziną. Uzmysławia nam, że na świecie mamy tyle samo osób dobrych, uczynnych, bezinteresownych co oszustów i przestępców, którzy mogą kryć się wśród naszych najbliższych. Serial to również spojrzenie na historię i problemy społeczności afroamerykańskiej na przestrzeni wielu lat. A to wszystko w ciągu raptem sześciu odcinków.

Limitowany serial ma w sobie sporo jakości. Przede wszystkim należy wyróżnić Samuela L. Jacksona w tytułowej roli. Uprawia na ekranie mnóstwo aktorskiej gimnastyki i jest wiarygodny zarówno jako oszalały dziadek jak i staruszek w pełni sił na ciele i umyśle. Bardziej w pamięć zapadła mi jednak rola Robyn, która choć nie jest spokrewniona z Ptolemeuszem postanawia się nim zaopiekować i nie chce od niego nic w zamian. W tej roli zobaczycie Dominique Fishback (Judasz i Czarny Mesjasz, Power). Spisała się ona fantastycznie i tej prostej postaci nadała dużo głębi.

Również warstwa wizualna i symboliczna produkcji Apple TV+ bardzo przypadła mi do gustu. Podróż przez czas z Ptolemeuszem naprawdę zapada w pamięć. Na naszych oczach ożywają wspomnienia bohatera i nie zawsze jesteśmy pewni czy jest z nim lepiej czy może eksperymentalny lek ujawni za chwilę swoje efekty uboczne. Do tego świetnie dobrano również muzykę, która idealnie komponuje się z całością obrazu.

Tytuł ten stara się nie tylko zainteresować i zaskoczyć widza, ale również poruszyć ważne tematy, o czym już napomknąłem. Wydaje mi się jednak, że te sześć odcinków to za mało, a twórcy ledwo poruszają się po powierzchni problemów Afroamerykanów. Troszkę gubią się w tym czy ma być to bardziej propozycja rozrywkowa czy dramatyczna, często nie odnajdując odpowiedniego balansu między tymi elementami. Na szczęście w żadnym razie nie przeszkadza to w tym by Ostatnie dni Ptolemeusza Greya były dla widza dobrą zabawą.

Naprawdę polecam wam sprawdzić ten tytuł. Będziecie pozytywnie zaskoczeni, szybko dacie się wciągnąć tajemniczej historii Ptolemeusza, no a skoro jest Samuel L. Jackson to nie mogło zabraknąć jego ulubionego przekleństwa, które chyba musiał zastrzec sobie w umowie. Ptolemeusz to niezwykle interesująca postać, człowiek z którym chce się rozmawiać, z którego mądrości chce czerpać się jak najwięcej, więc i was zapraszam do spotkania z nim. Jeśli tylko okażecie dobroć swojego serca to z pewnością z wami porozmawia.

Zdjęcie: Apple

Jedna myśl w temacie “Recenzja serialu Ostatnie dni Ptolemeusza Greya

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s