Diuna: Część druga – recenzja filmu

Kontynuacje filmowych przebojów zawsze niosą ze sobą dużą presję i oczekiwania. Widzowie spodziewają się, że obejrzą jeszcze lepszą historię, dostaną większą dawkę rozrywki. W grę wchodzi wiele czynników i czasami nie udaje się sprostać tym wymaganiom. Jak to wygląda w przypadku największego hitu 2024 r. jakim jest Diuna: Część druga? Przekonajmy się.

Film opowiada dalszy ciąg losów Paula Atrydy, który w obliczu zdrady rodu Harkonnenów wraz ze swoją matką został zmuszony do ukrycia się. Choć nie obyło się bez pewnych wyrzeczeń, pomoc otrzymał od ludu Fremenów, rdzennych mieszkańców planety Arrakis. Bohater, który niesie brzemię bycia uznanym za ich wybawcę oraz mając na uwadze zemstę na zdrajcach szykuje się do wyzwolenia planety.

Uważni widzowie zauważą, że w pewnym stopniu fabuła filmu odpowiada pierwszej części Diuny. Tak jak w przypadku tamtego tytułu tak i tutaj obserwujemy kolejny etap przemiany jaką przechodzi Paul. Tym razem mamy jednak do czynienia z dojrzalszym bohaterem, bardziej ukształtowanym. W pierwszej części musiał stać się mężczyzną, dorosnąć do roli jaka jest mu pisana. W tej, musi zdecydować jak ukształtuje swoją ścieżkę i do jakich poświęceń jest skłonny. Tę paralelę widzimy również w finale obu filmów, w których Atryda staje do walki na śmierć i życie, która zadecyduje nie tylko o jego losie, ale także wszystkich zaangażowanych w kosmiczny konflikt.

Diuna: Część druga oferuje widzowi poważniejszy i mroczniejszy klimat niż część pierwsza. Widzimy to nawet na przykładzie samych zdjęć i jego kolorystyki, która odpowiednio nastawia nas do seansu. Czujemy, że stawka rośnie, gdy przyglądamy się postępom bohatera. Reżyser stara się jak najlepiej i jak najdokładniej pokazać jego przemianę. Tak jak Herbert w książce nie spieszy się. Wyciąga na pierwszy plan najważniejsze fragmenty historii, które uzmysławiają nam z czym mierzy się Paul.

Oczywiście, nie da się jeden do jednego, nawet na przestrzeni dwóch filmów opowiedzieć całej historii zapisanej w książkach Franka Herberta. Villeneuve tworzy jednak pełny i złożony, a przede wszystkim sensowny obraz spektakularnej walki o władzę, honor i rodzinę. Choć na naszych oczach ma miejsce epicka rozgrywka na ogromną skalę, reżyser nie zapomina o swoich bohaterach, ich emocjach i przeżyciach. Rozumie jak istotne jest pokazanie dylematu, przed którym staje Atryda.

Muszę wam powiedzieć, że już w pierwszej części niespecjalnie byłem przekonany do Chalameta w roli Paula. I podobnie rzecz się miała przez dużą część filmu Diuna: Część druga. Dopiero wielka przemowa bohatera do Fremenów, gdy w pełni akceptuje on swój status Mahdiego – Tego, który poprowadzi nas do raju – i korzystając z pełni swoich przebudzonych mocy wzbudza respekt i akceptację wszystkich mieszkańców Arrakis zmieniła moje zdanie. Wtedy dostrzegłem w aktorze pełną postać i docenił całą drogę jaką musiał przejść do tego momentu. Biję się w pierś i doceniam wysiłek Chalameta.

Nieco podobnie wyglądało to w przypadku innej bardzo ważnej postaci, czyli Chani, w którą wciela się Zendaya. Tutaj jednak było to po prostu kwestią rozwoju fabuły, która z czasem uświadamia nam rolę bohaterki. Nie od razu zauważamy jakim wsparciem i przewodnictwem obdarza Paula. Gdy jednak w pełni to sobie uzmysławiamy i dodajemy do tego emocjonalną warstwę, którą wnosi Chani do fabuły, od razu uznajemy pracę jaką włożyła w tę rolę aktorka.

Na wyróżnienie zasługuje również Rebecca Ferguson, której lady Jessica i cały wątek Bene Gesserit, rozgrywający się w tle, nie umknął mojej uwadze. Według mnie wydobywa z bohaterki z jednej strony kwintesencję człowieczeństwa, czyli dążenie do ochrony swojego potomstwa za wszelką cenę, a z drugiej, momentami wychodzi z niej coś wręcz nieludzkiego i strasznego!

Tak naprawdę można by jedynie przyczepić się do nowych postaci. Nie mam tu na myśli aktorskich kreacji, ale raczej fakt, że nie starczyło tu miejsca i czasu by jeszcze mocniej zaznaczyć ich rolę oraz charakter. A mym tutaj chociażby Florence Pugh w roli księżniczki Irulany oraz Christopher Walkena jako cesarz Shaddam IV. Villeneuve umiejętnie wpisuje jednak poczynania tych bohaterów w większe wątki, rozgrywającej się w filmie historii i to niejako pozwala nam zapomnieć, że w sumie nie ma ich na ekranie zbyt długo.

Wyjątkiem może być tu psychopatyczny Feyd-Rautha Harkonnen, w którego przeistoczył się, bo ciężko nazwać to inaczej, Austin Butler. Tylko w jego przypadku pomaga nie tyle sam występ aktora, co fakt, że ze wszystkich stron podkreśla się jego złowieszczy charakter co doskonale uzupełnia się z jego niegodnymi uczynkami i brutalnością. Jestem jednak przekonany, że wielu książkowych konserwatystów może być niezadowolonych z tego jak wyżej wymienione przeze mnie postaci przedstawiono oraz ile miejsca im poświęcono.

Oczywiście, spektakularnie prezentują się konfrontacje Fremenów pod wodzą Atrydy z wojskami Harkonnenów. Efekty specjalne nie zawodzą, a ich widowiskowość zdecydowanie przynależy do kinowych ekranów. Jednakże, nawet w zaciszu własnego domu walka zaprzysiężonych wrogów wygląda nieziemsko, oryginalnie, a my czujemy emocje, które jej towarzyszą. Całość doskonale uzupełnia wspaniała ścieżka dźwiękowa Hansa Zimmera, w której mamy patos, gniew, strach, ale także pewien orientalny element.

Same zdjęcia potrafią powalić widza na kolana. Pustynna planeta prezentuje się jeszcze ciekawiej niże w pierwszej części. Dodatkowo, choć w niewielkim stopniu, ale jednak trafiamy także na inne planety, które zdecydowanie kontrastują z tytułową diuną. Co najważniejsze, od samego początku zanurzamy się w fabule. Niemal z marszu wracamy do historii, którą reżyser rozpoczął trzy lata temu, tak jakby nie minęła między nimi nawet jedna minuta.

Podsumowując, Diuna: Część druga nie odbiega poziomem i wykonaniem od pierwszego filmu w reżyserii Denisa Villeneuve’a. Film jest równie wciągający, spektakularny i trzymający w napięciu. A jednak czegoś mi w nim zabrakło bym mógł go ocenić wyżej niż część pierwszą. Kreacje aktorskie, efekty specjalne, zdjęcia, muzyka.

Wszystko wydaje się być na swoim miejscu. Historia składa się w sensowną całość, ale po obejrzeniu filmu ma się wrażenie, że jest tu jeszcze sporo do opowiedzenia. Być może właśnie fakt, że nie jest to finał opowieści, która w książkach rozkłada się na wiele tytułów, sprawia, że moja ocena tego widowiska jest odrobinę niższa niż produkcji z 2021 r.

Ocena: 7,5/10

Zdjęcia: Warner Bros.

Leave a Reply