Batman: Mroczny Mściciel – recenzja 1. sezonu

Ostatnie lata przyzwyczaiły mnie do tego, by do filmowych/serialowych produkcji DC podchodzić z dużą ostrożnością. Ukazało się bowiem tyle przeciętnych tytułów, że można by wręcz zrazić się do tego superbohaterskiego uniwersum. Na szczęście, co jakiś czas debiutowały również prawdziwe perełki, które przywracają nadzieję na to, że ktoś tam wie co robi. Jedną z nich jest najnowsza animacja Prime Video, Batman: Mroczny Mściciel.

Matt Reeves, J. J. Abrams oraz Bruce Timm przychodzą do nas z nowym rozdziałem w animowanej historii Batmana. Pierwszy sezon serialu miał premierę na początku sierpnia i liczy sobie 10 odcinków. Koncentruje się na początkach bohaterskiej kariery Mrocznego Rycerza. Bohater staje naprzeciw barwnej galerii złoczyńców, w walce z którymi będzie musiał wykazać się nie tylko sprawnością fizyczną, ale także sprytem i inteligencją.

Już pierwszy odcinek przywiódł mi na myśl pozytywne skojarzenia z kultowym Batman: The Animated Series z lat 90. Można by wręcz powiedzieć, że Batman: Mroczny Mściciel to godny następca tamtego tytułu, chociaż nie udaje mu się go przerosnąć. Klimat czuć jednak niemal od samego początku. Jest on mroczny, a przez to wciągający, chociaż wydaje mi się, że siłą serialu jest jego prostota.

W większości, poszczególne epizody to tzw. sprawy tygodnie. Jeden odcinek, jedno śledztwo, jeden złoczyńca. W tle, powoli rozwija się z kolei wątek, którego finał mamy okazję zobaczyć w dwóch finałowych epizodach pierwszego sezonu. Dotyczy on przemiany Harveya Denta w złoczyńcę i bardzo dobrze, że twórcy serialu dali tej historii więcej czasu. Ta przemiana tego wymagała, a została pokazana w sposób bardzo przejrzysty i czytelny dla widza, jednocześnie wzmagając nasze oczekiwania na to co wydarzy się w finale.

Animacja inspiruje się latami 40. i 60. Widzimy to na podstawie wizerunków postaci, wyglądu miasta, aut, itp. Bohater nie posługuje się nowoczesnymi technologiami pokroju Internetu, ani żadnymi wymyślnymi gadżetami. Polega na swojej sile, szybkości, zwinności oraz inteligencji, co jest miłą odmianą od wersji Batmana, z którymi mieliśmy do czynienia w ciągu co najmniej ostatnich kilkunastu lat. Nie tylko nadaje to serii stylu i klimatu, ale także czyni tytułowego mrocznego mściciela ciekawszą postacią.

Główny bohater to skomplikowany gość. Z pewnością nie jest to jeszcze ten ukształtowany detektyw, który w swoich działaniach zawsze odróżnia dobro od zła. Świetnie obrazuje to finał pierwszego sezonu, gdy Batman daje się ponieść emocjom, chcąc dopaść szefa mafii Thorne’a, wręcz przeklinając Alfreda, który jak zawsze ma dla niego dobrą radę i sugeruje by tym razem odpuścił. Poza tym, nasz Bruce zostaje odesłany na terapię, która zmusza bohatera do spojrzenia w głąb siebie oraz refleksji na temat swojej „wieczornej działalności”.

Jak wspomniałem, galeria złoczyńców głównego bohatera jest naprawdę barwna i zróżnicowana. Wśród niej znalazła się Harley Quinn, Kobieta Kot, Pingwin czy Clayface, a zatem popularni rywale Batmana. Znalazło się tu również miejsca na postaci, które mogą być nieco mniej znane wśród fanów Mrocznego Rycerza, takie jak Nocturna, Onomatopoeia czy Gentleman Ghost. Przyznam jednak szczerze, że zdecydowanie mniej do tego klimatu i stylu pasowali mi złoczyńcy o ponadnaturalnych zdolnościach, nieco psując wydźwięk tej mrocznej, detektywistycznej historii bez żadnych upiększeń i dodatków.

Jeśli chodzi o elementy, które niektórym, bardziej konserwatywnym widzom mogą się nie spodobać, to znajdzie się ich tutaj kilka. Kobiecą wersję Pingwina mieliście już okazję zobaczyć powyżej. Poza tym mamy również czarnoskórego Jima Gordona i jego córkę Barbarę. Te zmiany o tyle dziwią, że tak naprawdę nie wnoszą niczego nowego, świeżego do serialu. Mi zupełnie to nie przeszkadza, ale zdaję sobie sprawę, że są osoby u których może to wywołać oburzenie.

Podsumowując, Batman: Mroczny Mściciel był dla mnie jak powrót do przeszłości. Powrót do czasów, w których z ekscytacją zasiadałem przed telewizorem w oczekiwaniu na nowe perypetie tytułowego bohatera. To naprawdę klimatyczny, świetnie zrealizowany serial animowany, który sprawdzi się jako rozrywka zarówno dla dzieciaków jak i starszych widzów.

Tytuł całymi garściami czerpie z mitologii Mrocznego Rycerza, w niektórych miejscach ją modyfikując i w ten sposób powstaje świeża, wciągająca animacja, prawdopodobnie najlepsza w ofercie Prime Video.

Ocena: 7,5/10

Leave a Reply