Finały potrafią być z jednej strony satysfakcjonujące, a z drugiej pozostawiać w nas pewną nutkę niedosytu. W końcu nieraz przywiązujemy się emocjonalnie do danej historii czy bohaterów i chcielibyśmy zostać z nimi na dłużej. Nawet jeśli konkretna fabuła wydaje się być niemal idealnie ukształtowana. Z takim właśnie przypadkiem mamy do czynienia w ostatnim tomie komiksu Saint-Elme.
W trakcie pięciu tomów przenosiliśmy się do tajemniczego miasteczka. Za jego fasadą kryły się niezwykłe tajemnice, brutalne zbrodnie, a nawet niewyjaśnione zdarzenia. Wszystko zaczęło się od śledztwa pewnego nieustępliwego detektywa, które następnie nakręciło spiralę niesamowitych zwrotów akcji, aż do krwawego finału, ale wszystko po kolei.
Choć życie często nie bywa sprawiedliwe to w ostatnim tomie Saint-Elme źli ludzie dostają za swoje, a brutalne rozprawienie się z nimi jest dla czytelnika niezwykle satysfakcjonujące. Trzęsący miastem Saxowie wpadają w pułapkę, która ma zaskakująco krwawy finał, a którego mało kto mógłby się spodziewać. I to jest pierwszy z plusów komiksu, którego fabułę naprawdę ciężko było przewidzieć.

To niezwykłe jak twórcom komiksu udało się umiejętnie wpleść w tę mroczną, kryminalną historię elementy fantasy, które zawsze skłaniają nas do zastanawiania się nad tym, czy to co widzimy jest w 100% rzeczywiste. Choć jeden z naszych bohaterów, twardogłowy detektyw Franck Sangare, po wielu przejściach zaczyna widzieć to czego nie ma, czyli zmarłych. Choć brzmi to jak fantastyka to idealnie pasuje do klimatu komiksu i nie czyni go mniej logicznym, lecz ciekawszym.
Niektórych może zirytować fakt, że niektóre odpowiedzi na trapiące nas do tej pory pytania okazują się być dość przyziemne. Od początku zastanawialiśmy się o co chodzi z krwawym znakiem, który namalowała na szybie porwana dziewczynka, by ostatecznie okazało się, że to po prostu porwana dziewczynka. Jeden z bohaterów boi się, że może przekształcić się w wilkołaka, lecz mimo wspaniałych, klimatycznych ilustracji, tak ostatecznie się nie dzieje. Nawet panoszące się wszędzie żaby znajdują swoje uzasadnienia w skażonych wodach. Ja akurat to wszystko kupuje, gdyż czyni to fabułę bardziej wiarygodną i realistyczną.

Pod kątem wizualnym naprawdę ciężko odwrócić wzrok od Saint-Elme. To połączenie barw zawsze świetnie podkreślających akcję i klimat danej sceny jest nie do pobicia. Ilustracje są żywe, dynamiczne i niepodrabialne. Takie postaci jak bracia Sangare czy Paco tylko zyskują na artystycznym talencie autorów, a tak wydawałoby się banalne rozwiązanie jak wypełnienie oczu bezdenną, mroczną pustką potrafi nadać mnóstwo charakteru.
Finał jest satysfakcjonujący i szczęśliwy. Źli dostają po łapach i chyba właśnie tego chce większość z nas. Czułem jednak nie dosyt, że nie pozostanę w tym miejscu na dłużej, że więcej postaci z drugiego planu nie dostanie szansy by zabłysnąć, że nie doświadczymy już kolejnych dziwnych i niewytłumaczalnych zdarzeń od płonącej krowy po latające żaby. I być może jakość historia mogłaby ucierpieć na rozwlekaniu fabuły, ale jednak chciałem pozostać tam dłużej.

Powyższy fakt nie umniejsza jednak w niczym jakości finałowego tomu Saint-Elme. Wisienką na torcie jest konfrontacja z ludźmi Saxów. Jakże brutalna, dynamiczna i zaskakująca, bo jednak nie spodziewamy się, że dość nietypowa grupka bohaterów tak rozprawi się ze złoczyńcami. Naprawdę warto było czekać na tak wybuchowy finał, do którego niejeden fan komiksów z pewnością nieraz powróci.
Ocena: 7,5/10
Za możliwość przeczytania i zrecenzowania komiksu chciałbym podziękować wydawnictwu NAGLE!
We własny egzemplarz komiksu możecie zaopatrzyć się pod poniższym linkiem: https://www.naglecomics.pl/saint-elme-tom-5/3-232-132

