Ixbunieta tom 1 – recenzja komiksu

Choć w ciągu ostatnich lat komiksy w Polsce zyskały na popularności, to wciąż można odnieść wrażenie, że nie są one odpowiednio doceniane w mainstreamie. W szczególności tyczy się to polskich autorów, chociaż ci wciąż udowadniają, że są nie gorsi od swoich zachodnich kolegów po fachu. Doskonałym tego przykładem jest tytuł, na który niedawno natrafiłem, pt. Ixbunieta.

Komiks autorstwa Sławomira Zajączkowskiego (scenariusz) i Krzysztofa Wyrzykowskiego (rysunki) zabiera nas do epoki konkwistadorów, a więc do końcówki XV w. Jego akcja toczy się na półwyspie Jukatan, a opowiedziana w nim historia śledzi losy młodej dziewczyny, Cataliny, córki hiszpańskiego konkwistadora Diego i rdzennej mieszkanki półwyspu, Cihual.

Bohaterka nie jest stereotypową kobietą, która siedziałaby przy garach, pilnowała domu, czy wychowywała dzieci. Ćwiczy szermierkę z byłym konkwistadorem, który został mnichem – bratem Miguelem – a krew jej ojca zaczyna powoli w niej buzować. Jest żądna przygód i tak się akurat składa, że niefortunne spotkanie z hiszpańskimi przybyszami wkrótce wprowadza ją na drogę ku nieznanemu.

Twórcy komiksu całymi garściami czerpią z historii amerykańskiego kontynentu, przekazując nam opowieść, która fragmentami może skojarzyć się z Drogą do Eldorado, Misją oraz innymi tytułami, traktującymi o konkwiście. Trzeba jednak podkreślić, że nie jest to komiks kreskówkowy, ale dojrzała historia, po którą jednak spokojnie mogą sięgnąć również młodsi czytelnicy.

Jeśli chodzi o pierwszy tom Ixbuniety, to z początku trochę żałowałem, że jest to komiks czarno-biały, a nie kolorowy. Z czasem dostrzegłem jednak walory takiego rozwiązania. Zdecydowanie pozytywnie wpływa ono na wyobraźnię czytelnika, który może w swojej głowie pokolorować bohaterów i szczegółowo oddany Jukatan według własnego widzi mi się. Poza tym nadaje to całości wspomnianej dojrzałości i doskonale odpowiada poważnemu tonowi fabuły.

Ilustracje są naprawdę szczegółowe. Krzysztof Wyrzykowski zadbał o to by w miarę możliwości jak najbardziej wpisywały się w historyczne realia czasów, w których toczy się akcja komiksu. Dotyczy to zwłaszcza wizerunków poszczególnych postaci, zarówno Indian jak i konkwistadorów, których stroje, bronie, tatuaże, czy akcesoria nadają charakteru i kolorytu. W przypadku rysunków należy jeszcze podkreślić jak świetnie wyglądają emocje na twarzach bohaterów, które wlewają dużą dawkę dynamizmu i wiarygodności do tej opowieści.

Jeśli chodzi o fabułę Ixbuniety, to pierwszy tom stanowi bardzo dobre wprowadzenie do większej historii. Choć odniosłem wrażenie, że póki co nie wyróżnia się ona w żaden nadzwyczajny sposób w porównaniu z innymi utworami, poruszającymi tę tematykę, to wziąłem poprawkę na fakt, że jest to raptem wstęp do wielkiej przygody, która zarysowuje się przed Cataliną. Doceniam jednak to w jaki sposób twórcy przybliżają nam kulturę i historię Jukatana, czego nie spodziewałbym się po polskich autorach.

Bardzo spodobała mi się główna bohaterka komiksu. Ewidentnie odziedziczyła wiele cech po swoim ojcu. Jej zadziorność, odwaga i chęć odkrywania nieznanego sprawiły, że z wielką przyjemnością śledziłem jej perypetie w pierwszym tomie. I to nawet pomimo faktu, że wpakowała się w tarapaty, których spokojnie mogła ominąć. Kto z nas jednak nie popełnił w życiu błędów, chcąc przeżyć coś niesamowitego?

Ixbunieta to historia, którą zdecydowanie warto śledzić. Pierwszemu tomowi komiksu nie brakuje niczego. Gdybym nie znał jego autorów, to śmiało powiedziałbym, że jest to praca amerykańskich artystów. Bogactwo szczegółów ilustracji przenosi nas w czasie na piękny, lecz pełny zagrożeń Jukatan, a historia zaprasza nas na przygodę, której nie będziemy żałować. Kolejny raz nasi rodacy udowadniają, że talentem nie odstajemy od najlepszych.

Ocena: 7/10

Leave a Reply