Choć nie należę do największych miłośników Batmana, uważam go za jednego z ciekawszych komiksowych bohaterów. Nadrabiając zaległości w historiach z Mrocznym Rycerzem w roli głównej, w moje ręce wpadła jedna z ciekawszych współczesnych opowieści o jego przygodach, zatytułowana Batman: Trybunał Sów.
Już sam pomysł fabularny był dla mnie miłym zaskoczeniem. Nie jest to typowa historia, w której tytułowy bohater mierzy się z siejącym chaos złoczyńcą. Tym razem sprawa jest zdecydowanie bardziej osobista. Pojawia się tutaj tajemniczy, owiany legendą Trybunał Sów, w który nawet Batman nie wierzy. Jednakże, do czasu. Wkrótce przekona się, że jest on bowiem bardzo prawdziwy, a na dodatek związany z jego osibą.
Bruce Wayne jest przekonany, że zna Gotham na wylot, aż nagle odkrywa, że całe życie mógł się mylić. Batman: Trybunał Sów to historia, w której bohater zostaje wystawiony na największą próbę. Wyzwanie daje mu się we znaki do tego stopnia, że wręcz podważa swoją pewność siebie, a nawet traci kontrolę. Tak rozbitego Batmana jak w komiksie Scotta Snydera i Grega Capullo jeszcze nie widziałem.

Narracja jest czytelna, nawet gdybyśmy nie mieli do czynienia ze zbyt wieloma komiksami z tego uniwersum. Nie czułem się zagubiony ani przytłoczony nawiązaniami do innych wydarzeń czy postaci, choć pojawia się tu kilku „pomagierów” Batmana. Komiks prowadzi czytelnika sprawnie, a tempo jest dobrze wyważone — są momenty akcji, ale sporo miejsca poświęca się też budowaniu atmosfery niepokoju i paranoi. Im bardziej zagłębiamy się w historię, tym bardziej czuć, że Batman traci grunt pod nogami, co wypada bardzo przekonująco.
Pełen tajemnicy klimat fantastycznie budują ilustracje. Styl Grega Capullo jest mroczny, dynamiczny i przejrzysty, nawet dla kogoś, kto nie jest przyzwyczajony do „języka” komiksu. Sceny, gdy bohater tkwi w labiryncie i zaczyna tracić poczucie czasu, nie wiedząc, czy to dzieje się naprawdę, czy może w jego głowie, są nie tylko efektowne wizualnie, ale też pomagają wczuć się w dezorientację bohatera. Niektóre plansze naprawdę zapadają w pamięć i spokojnie mogłyby funkcjonować jako osobne ilustracje.

Główny bohater w Batman: Trybunał Sów wypada naprawdę świeżo i bardziej ludzko, niż się spodziewałem. Nie jest nieomylnym strategiem i genialnym detektywem z jakim większość czytelników go kojarzy. Popełnia błędy, a nawet wpada w obsesję, a ta do pewnego stopnia przesłania mu rzeczywistość. To jednak Batman, więc spodziewamy się jednak, że w jakiś sposób nas zaskoczy i wykaraska się z tarapatów. Niemniej, dzięki temu łatwiej było mi się z nim tutaj utożsamić.
Jeśli miałbym wskazać słabszą stronę, to momentami finał może wydawać się trochę chaotyczny, a nawet zbyt prosty na tak świetną historię. Metaforyczny labirynt tajemnic, który rozwija przed nami Scott Snyder zasługiwał według mnie na lepsze zakończenie. Nie jest to jednak wielki minus komiksu, którego fabuła jest naprawdę wciągająca. Pozostawia dodatkowo pewien element niedopowiedzenia, co zachęca do dalszej eksploracji uniwersum Batmana.

Podsumowując, Batman: Trybunał Sów to naprawdę wciągający i zaskakujący komiks. Zarówno dla fanów DC i ekspertów od Batmana jak i dla miłośników historii rysunkowych, którzy nie są z nim za pan brat. Dobrze sprawdza się jako samodzielna historia. Fabuła jest mroczna, utrzymana w klimacie tajemnicy i thrillera. Nie czuć, żeby było to tylko kolejna z wielu przygód superbohatera. Jeśli szukacie komiksu z klimatem, dobrym pomysłem i solidną realizacją, to zdecydowanie warto pochylić się nad tym tytułem.
Ocena: 7,5/10
