Planeta małp z 1968 roku nie bez powodu uchodzi za jeden z klasyków science-fiction i po kilku dekadach od premiery doczekała się renesansu za sprawą nowej serii prequeli. Pierwszy film z cyklu do dziś pozostaje niesamowity i trochę w jego cieniu pozostaję jego kolejne odsłony z lat 70. Bezpośrednią kontynuację historii otrzymujemy w filmie W podziemiach planety małp, tylko, czy słusznie o nim zapominamy?
Wydany w 1970 roku film z powrotem zabiera nas w odległą przyszłość, w której Ziemia jest opanowana przez inteligentne małpy. Jego początek przypomina nam zaskakujący finał oryginału, w którym dowiadujemy się, że nie jest to żadna obca planeta, lecz właśnie Ziemia, tylko, że w 3978 roku. Wracamy do astronauty Taylora i towarzyszącej mu Novy, którym udało się uciec przed małpami, a teraz podążają w nieznanym sobie kierunku. Wkrótce przekonujemy się, że ta podróż odkryje przed nami kolejne tajemnice tego miejsca i tych czasów.
Początek filmu jest dla nas niejako powtórką z rozrywki. Na planetę przybywają nowi astronauci, którzy mają odnaleźć zespół Taylora. Jedynym ocalałym jest Brent, który szybko wpada w wir wydarzeń znanych nam z poprzedniej części – konflikt między frakcjami małp (pacyfiści kontra zwolennicy wybicia ludzi), polowania na ludzi i ich zniewolenie. Tym razem oglądamy je oczami nowego bohatera, ale jego reakcje nie różnią się wiele od tego, co już znamy. Akcja rusza w nowym kierunku dopiero, gdy ludzcy bohaterowie, uciekający przed małpami i jednocześnie poszukujący zaginionego Taylora, trafiają do podziemi. Tam znajdują bowiem tajemniczy lud, który ma swoje własne cele i nadprzyrodzone moce.
Przez początek filmu naprawdę ciężko się w niego wgryźć. Ten scenariusz bowiem już dobrze znamy. Wyobrażam sobie nawet, że w połowie seansu niektórzy widzowie mogli by zrezygnować z dalszego oglądania W podziemiach planety małp. To prostsza, bardziej pulpowa i sensacyjna kontynuacja, której większość fabuły pozbawiona jest głębi i filozoficznego wydźwięku pierwszej części franczyzy. Nie oznacza to jednak, że brakuje w niej ciekawych rozwiązań. Po prostu musimy na nie długo poczekać, a akcja rozkręca się dosyć powoli.

Kostiumy, scenografia i charakteryzacja robią równie tutaj nawet lepsze wrażenie niż w Planecie małp. Mamy bowiem do czynienia z kolejnymi lokacjami i całkiem nowymi postaciami, których tajemnica wiąże się właśnie ze świetnym wykorzystaniem wyżej wymienionych przeze mnie elementów. Nadal odczuwamy specyficzny klimat tej wersji Ziemi z przyszłości razem z wieloma niebezpieczeństwami, czyhającymi na bohaterów. Niektóre efekty specjalne kiepsko się zestarzały, ale wizualnie całość zapada a pamięć.
Powtarzalność jest największym minusem filmu. Choć nawet w oderwaniu od poprzedniej odsłony franczyzy, jest to solidne widowisko sci-fi, nie sposób nie dostrzec pewnych powtórzeń z tamtej części, które wypadają tu słabiej. Wcielający się w Brenta James Franciscus, wygląda i brzmi jak tańsza, mniej charyzmatyczna wersja Charltona Hestona. Robi co może, ale nie wnosi nic nowego, choć poniekąd jest to wina scenariusza i kierunku, w którym rozwija się fabuła. Z kolei sam Heston, nawet jeśli widzimy go na ekranie bardzo krótko, kradnie każdą scenę i skupia na sobie uwagę widza, wnosząc kolejne pokłady dramatyzmu do filmu. Solidnie wypadają małpi bohaterowie, ale wydaje się, że tym razem są bardziej tłem opowiadanej historii.

Najciekawiej prezentuje się druga część filmu, w której trafiamy do podziemi i poznajemy zamieszkujących tam ludzi. No, właśnie, tylko czy faktycznie są to ludzie? I jakie mają cel? Akcja przyspiesza, nasze pytania się kumulują i wkrótce poznajemy na nie odpowiedź. Co jednak najważniejsze, mające tam miejsce wydarzenia prowadzą nas do świetnego, wielkiego finału i bardzo mocnego, pesymistycznego finału, którego chyba nikt by nie przewidział. Daje on jednak mocno do myślenia, akcentując trwającą wówczas zimną wojnę i związane z nią obawy ludzi.
Choć film W podziemiach planety małp mnie nie zawiódł i uważam go za solidną produkcję, to jednak nie przebija oryginału. To dobrze zrealizowany obraz, lecz jego scenariuszowi przydałoby się kilka przeróbek. Nierówne tempo akcji również nie pomaga. Na plus działa jednak zaskakujący kierunek jaki obrali twórcy tego uniwersum, ale oczekiwałem jeszcze większego zagłębienia się w relacje małp z ludźmi i ich konflikt, a dostałem coś innego.
Ocena: 6/10
Zdjęcia: 20th Century Fox
