Zwariowany świat Malcolma – recenzja serialu

Wśród seriali, które miałem okazję oglądać w dzieciństwie, w większości dominowały animacje i komedie. Wiele z nich po dziś dzień bardzo mile wspominam, a niektóre powróciły nawet po latach w różnych formach. Jednym z takich seriali, do których obejrzenia gorąco wszystkich zachęcam, jest Zwariowany świat Malcolma.

Każdy z nas był kiedyś dzieckiem, więc łatwo jest nam zrozumieć tę wewnętrzną potrzebę posiadania różnych rzeczy, szpanowania przed rówieśnikami, czy nawet sprzeciwiania się rodzicom. Z drugiej strony, w pewnym wieku potrafimy utożsamić się z rodzicami, którzy próbują zapanować nad rozrabiającymi dzieciakami, wymyślają różne kary i ograniczenia, chcąc przecież jak najlepiej dla swojego potomstwa, jednocześnie pragnąc choćby chwili wytchnienia od wychowywania. No i właśnie obie te perspektywy zawarto w pełnej absurdalnego humoru historii Malcolma i jego rodziny.

Zwariowany świat Malcolma był transmitowany w latach 2000-2006 i w trakcie 7. sezonów doczekał się 151. odcinków. Akcja serialu, w zgodzie z tytułem, kręci się wokół Malcolma, inteligentnego dzieciaka z dość biednej, aczkolwiek wyjątkowo ekscentrycznej rodziny. Jak się jednak przekonujemy, fakt, że ociera się o geniusz, nie oznacza, że aż tak bardzo różni się od swojego rodzeństwa i rodziców, często spędzając wolny czas na rozrabianiu, zazwyczaj w zdecydowanie oryginalnym stylu. Malcolm jednak tak tego nie widzi, co dodaje jeszcze więcej humoru, tym bardziej, że często łamie tzw. „czwartą ścianę” i zwraca się bezpośrednio do nas.

Z początku odcinki są mocno Malcolmo-centryczne, ale gdy lepiej poznajemy członków jego rodziny, ci w zasadzie zyskują równą jemu rolę i niektóre epizody skupiają się bardziej na nich, niż na głównym bohaterze, który staje się wtedy bardziej obserwatorem. Ich zachowania bywają jednak na tyle dziwne i absurdalne, że wcale nie obniża to poziomu poszczególnych epizodów. No, a ze względu na tematykę, serial po dziś dzień bawi równie mocno jak dwadzieścia lat temu.

Barwni bohaterowie serialu zdecydowanie skłaniają nas do oglądania jego kolejnych odcinków i zastanawiania się, co tym razem spocą i wykombinują. Głównym narratorem jest Malcolm (Frankie Muniz) – genialny chłopak o IQ ponad 150. Na co dzień dzieli pokój i życie ze starszym bratem, urodzonym rozrabiaką i podwórkowym zbirem, Reesem oraz młodszym, ale naprawdę sprytnym i pomysłowym Deweyem. Ich wzorem jest kolejny, zbuntowany starszy brat Francis, wiecznie sprzeciwiający się rodzicom i na początku, przebywający w szkole wojskowej. Ojciec Hal (Bryan Cranston) to wieczny chłopiec i romantyk a matka Lois (Jane Kaczmarek) to istny huragan w ludzkiej skórze, który trzyma całą rodzinę w ryzach żelazną ręką. Bez żadnych filtrów i owijania w bawełnę, ich perypetie są źródłem masy absurdalnych sytuacji, które wynikają z prostych decyzji życiowych.

W serialu mamy do czynienia z różnymi rodzajami humoru, co dodatkowo sprawia, że z ciekawością oglądamy kolejne odcinki, nigdy do końca nie wiedząc, czego możemy się spodziewać. Mamy czarny humor, slapstick, a niekiedy żarty są tak dziecinne, że dotyczą choćby puszczania bąków, wymiotów, czy bekania. Ta mieszanka, w połączeniu z przeróżnymi charakterami bohaterów, sprawdza się doskonale. Ma się poczucie, że cała obsada ma świetny komediowy timing i talent. Nawet wątki Francisa, który przez większość czasu przebywa poza rodziną, najczęściej kontaktując się z nią telefonicznie, potrafią bawić równie mocno jak te związane z domem Malcolma. Naprawdę nie kojarzę odcinka, który w ogóle by mnie nie rozśmieszył, co świetnie świadczy o całej produkcji.

Serial ma 7. sezonów i, jak to bywa w dłuższych produkcjach, forma trochę faluje. Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że najlepsze są pierwsze 3-4 sezony – tam chaos jest najczystszy, a pomysły najświeższe. Później pojawiają się dłuższe wątki (np. z Francisem czy szkołą), ale nadal jest bardzo dobrze. Nie ma tu typowego dla niejednego sitcomu dużego spadku jakości w ostatnich sezonach. Finał jest satysfakcjonujący i sensowny, słodko-gorzki, bardzo w stylu całego serialu.

Co więcej? Serial nie udaje, że życie jest piękne i sprawiedliwe. Pokazuje biedę, problemy wychowawcze, presję szkolną, toksyczne relacje w pracy, ale robi to z humorem i dystansem. Malcolm często łamie czwartą ścianę i mówi wprost: „życie jest niesprawiedliwe”. To dodaje głębi, której brakuje wielu komediom rodzinnym. Gdy tylko na chwilę spojrzymy na poszczególne odcinki w oderwaniu od humoru, to zobaczymy jak wiele jest w nim prawdy na temat życia rodzinnego. Czasem mamy pewien schemat, ale nie obniża on znacząco poziomu produkcji.

Mnóstwo historii rozłożyło mnie tutaj na łopatki. Choćby odcinek, w którym otrzymujemy dwie różne perspektywy na wizytę rodziny w kręgielni, wycieczka do aquaparku, gdzie Malcolm i Reese prześcigają się w dokuczaniu sobie, wyjazd do zoo, gdzie pracuje eks Lois, a Dewey i Malcolm wpadają do zagrody z lwami, rodzeństwo, które dewastację billboardu zamieniają w akcję w obronie praw kobiet, absolutny chaos następujący w związku z drogowym wypadkiem i ogromnym korkiem, w którym utyka rodzina, czy Dewey, w którego wyobraźni zabawka z reklamy skłania go do namówienia rodziców do jej kupna. To raptem kilka z epizodów, które wyjątkowo zapadły mi w pamięć. Do wielu innych fragmentów wraca się jednak z przyjemnością i wcale nie czuć utraty jakości produkcji po długim upływie czasu od jej premiery. Najlepsze momenty biorą się z charakterów postaci – ich wad, obsesji i tego, jak się nawzajem nakręcają. Humor jest uniwersalny i ponadczasowy, podobnie zresztą jak aktorskie kreacje członków rodziny.

Zwariowany świat Malcolma to jedna z moich ulubionych komedii, nie bez powodu znajdująca się na wielu listach najlepszych sitcomów XXI wieku. Jest inteligentna, chaotyczna, ciepła i jednocześnie bezlitosna wobec rzeczywistości. Świetnie się starzeje, bo problemy rodziny Wilkersonów są uniwersalne – każdy z nas zna kogoś takiego jak Hal, Lois, Reese, czy Francis. Nawet dziś, w erze bardziej „wrażliwych” komedii, ten serial broni się doskonale – bo jego humor wynika z charakterów, a nie z tanich zagrywek. Jeśli nie mieliście okazji go obejrzeć, to koniecznie nadróbcie zaległości!

Ocena: 8/10

Zdjęcia: Fox

Leave a Reply