Nie każdy finał trylogii okazuje się być spektakularny i satysfakcjonujący. W moich oczach niedoścignionym ideałem, który z każdą kolejną odsłoną daje coś ekstra, nie tracąc jednak nic z klimatu, tempa akcji, świetnej gry aktorskiej, itd. są Władca Pierścieni oraz epizody IV-VI Gwiezdnych Wojen. Niestety, po obejrzeniu filmu Robocop 3, nie będą mógł do nich dodać cyklu o policjancie z Detroit.
Ostatnia odsłona trylogii z 1992 roku ponownie zabiera nas do Detroit i zaczyna się… dość zaskakująco. Z każdą kolejną częścią chaos w mieście wchodził na wyższy poziom i nie inaczej jest tym razem. Po pierwsze, wielka korporacja OCP została przejęta przez inną wielką korporację. Na dodatek japońską. Delta City wciąż nie zostało zbudowane, ale wraz ze zmianami w firmie, OCP przechodzi do wyburzania części miasta, a to wiąże się z wysiedlaniem mieszkańców. Oczywiście, siłą, przy użyciu specjalnych bojówek. To prowadzi do powstania buntu, a skoro tak to musi się w to włączyć policja, wciąż z problemami finansowymi. I tak w historię zostaje wmieszany Robocop.
Ogólnie uważam, że punkt wyjścia dla fabuły nie jest zły. Rozwija wątek zapoczątkowany już w pierwszej części, więc pewna ciągłość została zachowana. Sama historia wydaje się być nawet nie najgorzej uporządkowana, choć do arcydzieła jest jej wybitnie daleko. Trochę ponad półtorej godziny, ale ma się jednak wrażenie, że w scenarzyści w pewnym momencie strasznie zwlekają z pchnięciem historii do przodu. Zaczyna się ona dłużyć i jakby tkwić w miejscu. No i jest jeszcze kiczowatość a’la lata 90., która dla mnie była zabawna (Robocop ostrzegający, że powinni wezwać straż pożarną, po czym podpala biuro, konfiskujący auto alfonsa czy teksty typu „Nie licz na to, brachu”), ale dla wielu widzów będzie żenująca. Widzę pewien potencjał scenariusza, ale trzeba by było jeszcze długo nad nim posiedzieć, żeby dorównać choćby poprzedniej odsłonie.
A jak prezentuje się akcja? W końcu z tą Robocop kojarzy się wielu widzom. Jest sporo pościgów i wybuchów. Film nie oszczędza aut, to na pewno. Komputerowe efekty specjalne wypadają przyzwoicie jak na tamte czasy, ale nie widać skoku do przodu względem poprzedniej części. No i najważniejszej rzeczy nie dało się poprawić, czyli faktu, że ruchy naszego bohatera są straszliwie sztywne. Co zresztą pokazał Robocop 3, jakby ktoś się postarał, w tym przypadku japoński robot, łatwo można uszkodzić superglinę, który polega głównie na swojej spluwie, ewentualnie na miotaczu ognia. Nie byłem zażenowany, ale szału nie ma.

Aktorsko nie ma tu wiele do gadania. W zasadzie mogę powiedzieć coś dobrego jedynie Nancy Allen, która powraca jako oficer Lewis i faktycznie odgrywa istotną rolę w historii, wnosząc do niej jakiś bagaż emocjonalny. Najbardziej rozbrajająca jest postać kilkuletniej geniuszki komputerowej, która dołącza do buntowników, a raczej zostaje przez nich zabrana po śmierci rodziców, po której nawet nie rozpacza. No, ale ktoś musi rozbudzić wspomnienia Robocopa. Ogólnie, postacie po prostu są zbyt komediowe jak dla stylu, który mogliśmy zapamiętać z dwóch pierwszych odsłon serii i w moich oczach tutaj nie pasują. Od przerysowanego, nowego szefa OCP, po część buntowników.
Niby tematyka, która pasuje do serii jest tutaj obecna (przebudowa miasta, wysiedlenie ludzi, a nawet nawiązanie do przeszłości Murphy’ego), ale jakoś nie czułem charakterystycznego dla pierwszych filmów klimatu. Nie było tak mrocznie i brutalnie jak się tego spodziewałem, a czym pozytywnie zaskoczyły mnie te produkcje. Przeniesienie akcentów na humor było strzałem w stopę. No, a finał okazał się być banalny i strasznie uproszczony. Nie tak to miało wyglądać, a przynajmniej nie tak to sobie wyobrażałem.

Robocop 3 to przeciętniak. Nie nazwałbym tego filmu gniotem, bo nie oglądało mi się go źle, ale zawiódł mnie w porównaniu ze swoimi poprzednikami. Hollywood poszło w tym przypadku na łatwiznę, no i odbiło im się to czkawką, bo produkcja okazała się być finansową klapą. Dziś można ten tytuł obejrzeć bardziej jako ciekawostkę niż klasyka sci-fi, bo jeśli o tych mowa, to lepiej pozostać przy pierwszej odsłonie.
Ocena: 5/10
Zdjęcia: Amazon MGM
