Reboot, czy remake filmu, to zawsze szansa na wykorzystanie najnowszych możliwości kina, których nie można było zastosować przy oryginale. Zwłaszcza, gdy mówimy o różnicy niemal 30 lat między dwiema produkcjami. Nie jest to jednak równoznaczne z tym, że nowa wersja będzie lepsza i ciekawsza. A jak rzecz się ma z filmem Robocop z 2014 roku?
Więcej dramatu, bardziej krajowa, a wręcz globalna niż lokalna historia, więcej kasy na efekty specjalne, zdecydowanie poważniejsza obsada i budżet rzędu 100 mln dolarów. Można by pomyśleć, że to wszystkie składniki niezbędne by z tej nowej wersji po prostu zrobić hit i nie tylko porządnie zarobić, ale również zadowolić fanów oryginału. No i po obejrzeniu filmu mogę chyba spokojnie powiedzieć, że ta sztuka jego twórcom się nie powiodła.
Akcja filmu ponownie toczy się w przyszłości, choć znacznie nam bliższej (2028 r.). Znowu trafiamy do Detroit, a OmniCorp odnosi sukcesy na polu tworzenia i rozwijania technologii robotów wojskowych. Jest jednak duże ALE, gdyż ze względu na pewną ustawę, w USA tych robotów nikt nie użyje. Długo nie czekamy, aż pojawia się pomysł, by w robocie umieścić człowieka. No i akurat pewien zdeterminowany policjant, poświęcający się w walce ze zorganizowaną przestępczością, zostaje praktycznie żywcem usmażony, to eksperyment można zacząć realizować. W końcu to kandydat idealny. Tylko, czy będzie można go w pełni kontrolować?
Tak to w dużym skrócie się zaczyna. Mamy korporację, która przekroczy granice moralności dla zysku oraz faceta, który chce zemścić się na przestępcy za to, co go spotkało. Historia nie jest nadzwyczaj oryginalna. No po prostu to znamy, tylko że akcenty zostały tutaj inaczej postawione, niż w filmie z 1987 r. Film jest bardziej polityczny, dotykając kwestii prawa i broni, którą tutaj reprezentują roboty. Jest kwestia granicy między człowiekiem, a robotem i wolnej woli. Klimat jest cięższy, tempo jakby wolniejsze i zdecydowanie mniej tu humoru i satyry Verhoevena. Dla mnie składa się to na słabszą rozrywkę, bo to raczej produkcja, która ma dać do myślenia na poważne tematy niż bawić.

Sceny akcji wyglądają naprawdę fajnie, momentami rodem z gier komputerowych. Tylko, że duża ich część zostaje utrzymana w mrocznym oświetleniu i nie zawsze wszystko dobrze widać. Przynajmniej takie odniosłem wrażenie, trochę jakby starano się ukryć pewne niedociągnięcia. Do samych efektów specjalnych nie mam jednak zarzutów. Zwłaszcza ta nowa wersja Robocopa wygląda, a przede wszystkim porusza się tak jakbym sobie tego życzył, biorąc pod uwagę nowoczesną technologię. Widać zatem, że twórcy remake’u zastanowili się nad tym, co można by poprawić, a czego nie dało się lepiej zrobić ponad 30 lat wcześniej. Cała ta technologiczna otoczka to jak dla mnie duży plus tej produkcji.
Uważam, że nie można też mieć większych pretensji do aktorów, bo zagrali to, co mieli do zagrania i zrobili to naprawdę dobrze, a fakt, że sama fabuła nie jest wybitnie wciągająca, nie zależy od nich. Gary Oldman wnosi sporo dawki dramaturgii, a Joel Kinnaman nie wypada źle jako tytułowy bohater. Nie jest ani zbyt sztywny, ani zbyt emocjonalny. Najbardziej w pamięć zapadł mi jednak Samuel L. Jackson jako prowadzący prawicowy program Pat Novak, który przemawia za zniesieniem wspomnianej wcześniej ustawy i możliwością korzystania z robotów bojowych w USA. Wnosi najwięcej charyzmy, ale też humoru do całości. W obsadzie znalazł się jeszcze Michael Keaton, Jackie Earle Haley, czy Michael Kenneth Williams, więc rozpoznawalnych twarzy tu nie brakuje. Szkoda tylko, że scenariusz, mimo niezłego zamysłu, wypada blado.

Po obejrzeniu oryginału, jeszcze długo miałem go w pamięci. Zupełnie inaczej wygląda to jeśli chodzi o wersję z 2014 roku. Zrealizowana na odpowiednim poziomie, ale odchodząca od ducha serii. Strasznie powoli buduje postać głównego bohatera i dlatego ciężko wczuć się w fabułę. Klimat również niewiele ma z pierwotnego filmu. Nie tak brutalna i kreskówkowa produkcja, bez pamiętnych dialogów i ze słabym złoczyńcami nie jawi się jako dobra rozrywka, lecz punkt wyjścia do poważnej dyskusji i zapewne kłótni przy większym rodzinnym spotkaniu. Duża kasa, średni efekt mimo potencjału.
Ocena: 6/10
