„Oh! My Goddess” Tom I – Jak Bogini spadła mu z nieba

Ileż to już było mang, czy anime, których punktem wyjścia był jakiś naprawdę absurdalny pomysł? Był chłopak, który przez kontakt z zimną wodą zamieniał się w dziewczynę, a po zetknięciu się z gorącą znów był sobą. Był chłopak, który wychowywał syna Szatana. A kto pamięta dziewczynę, która broniła świata, zamieniając się w świnkę? Pod tym względem, do tej kategorii śmiało możemy dołączyć „Oh! My Goddess!”

Wyobraźcie sobie, że jesteście chłopakiem i niestety nie macie powodzenia u dziewczyn, głównie przez niski wzrost. Coś z czym wiele osób w pewnym wieku musi sobie jakoś poradzić. Ta myśl nie daje wam jednak spokoju. Próbujecie zadzwonić do swojego kolegi, ale wykręcacie zły numer i za chwilę przed wami staje piękna dziewczyna, która twierdzi, że spełni jedno wasze życzenie. Myślicie sobie, że to żart, więc odpowiadacie ślicznotce: „Chciałbym, aby dziewczyna taka jak ty zawsze była przy mnie”. I co? Życzenie się spełnia!

W tym absurdalnym położeniu znalazł się młody student Politechniki, Keichii Morisato. Z Biura Boskie Pomocy trafiła do niego prawdziwa Bogini Belldandy. Wszystko wskazuje na to, że już na zawsze będziecie razem. Niejeden facet tak by chciał, ale trzeba podkreślić, że wiąże się to z wieloma kłopotami, które stają się podstawą do mnóstwa zabawnych sytuacji, poczynając od faktu, że w akademiku nie tolerują obecności dziewcząt.

Manga wydana w Polsce nakładem wydawnictwa J.P.F. rozpoczęła swój byt ponad 30. lat temu w 1988 r. Trzeba zatem wziąć pod uwagę fakt, że wydarzenia mające w niej miejsce mogą czasami nie przystawać do dzisiejszych czasów. Pierwszy z 48 tomów nie daje nam jednak powodów do zmartwień pod tym względem, a przedstawione w nim historie są bardzo uniwersalne i nadają się do każdej epoki.

I tom składa się z 9. rozdziałów, a rozpoczyna się od dopracowanych w najmniejszych szczegółach kolorowych stron. Robią one bardzo dobre wrażenie i od razu zachęcają czytelnika do dalszego czytania. Zresztą tak samo jest z kolorową okładką, na której przedzie widnieje sama Belldandy, a na tyle znajduje się ona razem z Morisato.

Autor, Kosuke Fujishima dużą wagę przywiązuje do wizerunku każdej postaci. Stara się by każda od razu zapadła czytelnikowi w pamięć. Stąd w pierwszym tomie poznajemy tak różnych bohaterów jak choćby mnich, który wpada w podziw na widok zachowania Belldandy i postanawia odejść ze świątyni by pracować nad sobą, kolega Keichiiego, który jest specem od mechaniki, nosi postawione do góry włosy oraz skórzaną kurtkę , pod którą trzyma zestaw narzędzi, a pojawia się także siostra głównego bohatera, z pozoru cicha i niewinna, potrafi jednak pociągać za sznurki tak, by dobrze się bawić.

Z pierwszej strony każdego rozdziału witają nas piękne rysunki Belldandy, które nie są w stanie znudzić nawet wytrawnych czytelników. „Oh! My Goddess” świetnie balansuje między momentami zabawnymi, romantycznymi, a czasem nawet złowieszczymi. Wspomniana Bogini oraz Keichii, są postaciami w pełni dobrymi, więc autor musi stawiać naprzeciw nich osoby, u których uwidoczni się ta mroczniejsza strona.

Widać, że Kosuke Fujishima poświęcił dużo pracy warstwie graficznej mangi. Dopracowane są zarówno postacie jak i otaczające ich budynki, środowisko, przedmioty. i ubrania. Nie ma tutaj dwóch podobnych twarzy, a emocje jakie na nich się znajdują można łatwo rozróżnić.

Z pewnością dziwny jest również fakt, że Keichii bardzo szybko akceptuje obecność bogini w jego życiu i przechodzi nad tym do porządku dziennego.A przecież powinien wykazać trochę więcej zaskoczenia, prawda? Jest to jednak komedia romantyczna, więc taką sytuację jesteśmy w stanie zrozumieć.

Największym problemem jaki napotkałem w trakcie lektury jest dziwna i często nieczytelna czcionka inkantacji jakie stosuje tytułowa bogini. Literki często mi się zlewały, a „I” oraz „J” wyglądają identycznie. Zgodzicie się jednak ze mną, że nie jest to problem, przez który ktokolwiek zarzuciłby czytanie komiksu.

Skoro już wspomniałem słowo komiks, to warto nadmienić, że „Oh! My Goddess” czyta się właśnie jak normalny komiks, czyli od lewej do prawej, a nie tak jak w większości mang. Z początku może was to zaskoczyć, ale w samej lekturze w ogóle nie przeszkadza, a wielu osobom z pewnością ją ułatwi.

Jako, że główni bohaterowie są na siebie niejako skazani, mogłoby się wydawać, że ich relacja potoczy się w oczywistym kierunku, choć z pewnością nie od razu. Ich nieświadomość w tym temacie jest wręcz słodka i niewinna, przede wszystkim jednak zabawna, bo prowadzi do komicznych sytuacji.

Po przeczytaniu I tomu, śmiało stwierdzam że „Oh! My Goddess”, to pozycja która przeniesie was w świat, gdzie fantazje są w stanie się urzeczywistnić, a codzienne życie jest ubarwione sytuacjami, na skupieniu się na których zazwyczaj nie mamy czasu. Idealna pozycja zarówno dla chłopaka jak i dla dziewczyny.

Ocena: 7/10

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s