„Power Rangers” (2017) – Wojownicy do kitu

Żyjemy w czasach recyklingu. Recyklingu filmów i seriali oczywiście. Produkcje, które są mu poddane trzeba jednak podzielić na dwie proste kategorie – udane i nieudane. Zgodnie z tym co zdążyłem zaobserwować, ta druga zdecydowanie dominuje. Dobrym tego przykładem (niestety) jest kinowa wersja hitu lat 90. pt. „Power Rangers”.

Gdy tylko usłyszałem, że za przebój Sabana zostanie poddany liftingowi, przeraziłem się. Dziś „Wojownicy Mocy” mogą wydawać się kiczowatą bijatyką dla młodzieży z prostą fabułą i śmiesznymi kostiumami, ale dla wszystkich dzieciaków dorastających w czasach ich świetności, serial był świętością. Tak też jest w moim przypadku, więc z dużą dawką emocji podszedłem do tematu. Nie należy jednak oceniać książki po okładce, prawda?

Spokojnie czekałem na rozwój wydarzeń. Do obsady dołączyło kilka znanych postaci. Bryan Cranston jako Zordon, Bill Hader podkładający głos Alpha 5 i Elizabeth Banks jako zupełnie nowa wersja Rity Odrazy. Żyć nie umierać!

Samych Rangersów zagrali bliżej mi nieznani młodzi ludzie, żeby nie powiedzieć aktorzy. Naomi Scott, Dacre Montgomery, Ludi Lin… Mówią wam coś te nazwiska? Bo mi nie. Ale tak samo było w przypadku pierwszej serii i następnych zresztą pewnie też. Nie ma powodu do spiny.

W sieci zaczęły pojawiać się pierwsze zdjęcia z filmu. Największe wrażenie robiła wspomniana wcześniej Elizabeth Banks, wcielająca się w antagonistkę tytułowych bohaterów. Z kolei sami wojownicy także dostali up’grade na miarę XXI w.

W końcu światło dzienne ujrzał pierwszy zwiastun, który niesamowicie mnie… przeraził. Nie miałem żadnych zarzutów do efektów specjalnych, kostiumów, itp. Pierwsza zła myśl zagnieździła się w mojej głowie, gdy okazało się, że nowi wojownicy będą posiadać nadludzkie moce. Okej… To spore odejście od oryginału, ale może stoi za tym jakiś dobry pomysł. Jako fan oryginalnych Rangersów z trudem byłem w stanie przeboleć taką zmianę, ale nadal postanowiłem dać szansę filmowi Deana Israelite’a.

Przejdźmy w końcu do samego „dzieła” spod pióra Johna Gatinsa (scenarzysty m.in. „Lotu” i „Gigantów ze stali”). Mówiąc krótko. Mamy piątkę różnych dzieciaków, których losy zostają połączone przez kryształy mocy znalezione w kamieniołomie. Dają im one nadludzkie moce. Piątka zupełnie przypadkiem trafia do podziemnej jaskini, w której znajduje się statek kosmiczny. Tam dowiadują się, że zostali wybrani i muszą ochronić Ziemię przed Ritą Odrazą. Najpierw muszą się dotrzeć, zgrać i potrenować, a mają na to raptem kilkanaście dni. Potem przychodzi czas na walkę, wielką rozpierduchę i pokonanie zła. Myśleliście że będzie inaczej?

Jednego jestem pewny po obejrzeniu tego filmu. Nie rozumiem dzisiejszych nastolatków, a już z pewnością nie amerykańskich. Nie da się bowiem ukryć, że historia i postacie zostały skrojone pod wymagania młodzieży. Piątka Rangersów ma bowiem problemy, z którymi można się utożsamić. Jeden ma chorą matkę, drugi jest odludkiem i dziwakiem, jeszcze inny zaprzepaścił szansę na stypendium sportowe, a to wszystko z typowym dla USA przerysowaniem. Nie potrafię sobie bowiem wyobrazić, że w Polsce, czy w jakimkolwiek innym kraju, ktoś miałby zakraść się do szkoły i wprowadzić do budynku krowę. To dosyć nietypowy sposób na zwrócenie na siebie uwagi i najwidoczniej śmieszny.

Nie mogę nachwalić się Elizabeth Banks, która świetnie oddaje charakter Rity, złej do szpiku kości i żądnej zemsty. W niczym nie przypomina swojego pierwowzoru, ale zupełnie mi to nie przeszkadza. Mógłbym jednak przyczepić się do „aktorów” odgrywających głównych bohaterów, ale to tylko dzieciaki, a w „Power Rangers” nigdy nie chodziło o jakieś cudowne granie, ale o budowanie pewności siebie młodych ludzi, przestrzeganie ich przed czyhającymi na nich niebezpieczeństwami, a przy okazji sztuki walki, kiczowatych kitowców oraz potwory i zawsze zwyciężające dobro. 

Filmowi brakuje właśnie takiego morału. Gdy postaci zostają rzucone w wir walki, akcja tak przyspiesza tempa, że w zasadzie nie dzieje się już nic innego poza walką. Najpierw musicie jednak przetrwać jakieś pół godziny dłużącego się wstępu.

Z czego mogą ucieszyć się fani franczyzy? W filmie zostaje wspomniany Tommy Oliver (już słyszę okrzyki orgazmu), co prawda Alpha 5 wygląda inaczej, ale spełnia swoją komediową rolę i świetnie pasuje mu głos Billa Hadera, są zordy i jest MegaZord (oczywiście nie obyło się bez głupiego żartu na temat tego jak nazwać połączenie pięciu maszyn), Heisenberg nie umarł i został gadającą głową, no i przez kilkanaście sekund usłyszycie odświeżony motyw muzyczny znany z oryginalnej serii.

Jeśli obejrzeliście film w kinie, możecie mieć wielkie wyrzuty sumienia. Z pomocną ręką spieszy jednak wydanie DVD. W załączonej do niego książeczce znajdują się opisy piątki bohaterów oraz ich motywacji i z tej jednej, czy dwóch stron tekstu dowiadujemy się o nich więcej niż z samego filmu. Na ekranie te informacje giną bowiem pod napływem akcji oraz życia nastolatków. Szkoda, że przeczytałem o tym dopiero po seansie!

W tym miejscu muszę jeszcze wspomnieć o dubbingu. Nie mam żadnych większych zastrzeżeń do polskich aktorów podkładających głosy bohaterom. Mam jednak problem z udźwiękowieniem. Muzyka była jakieś trzy, cztery razy głośniejsza od dubbingu i co chwilę musiałem regulować głośność. Dlatego polecam wersję z polskimi napisami, przez którą zdecydowanie łatwiej przebrniecie.

Gdyby film trwał tyle co jeden, może dwa odcinki serialu, mielibyśmy prawdziwy hit. Niestety trwa 2 godziny (gdy to piszę, nadal nie jestem w stanie w to uwierzyć). Mój brat jeszcze go nie widział, choć razem delektowaliśmy się Wojownikami Mocy w czasach naszego dzieciństwa. Nie wyrządzę mu jednak tej krzywdy i absolutnie odradzę mu seans, bo może nie dożyć jakiejś lepszej wersji. W czasach gdy w kinach rządzą superbohaterowie Marvela, kosmici zmieniający się w pojazdy, czy wielkie roboty, nie ma miejsca na „Power Rangers” w takim wydaniu.

Ocena: 5/10

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s