„Słaba płeć?” – Jak ośmieszyć kobiety po polsku

W polskim przemyśle filmowym dominują trzy rodzaje filmów – poważne, najczęściej wystawiane w różnych konkursach, historyczne oraz komediowe. Ten ostatni gatunek jest bodaj najbardziej eksploatowany, a każdego roku ukazuje się kilkanaście tego typu obrazów. Niestety w parze z ilością nie idzie jakość. Spójrzmy kilka lat wstecz. „Wkręceni”, „Dzień dobry, kocham cię!”, „Facet (nie)potrzebny od zaraz”, to raczej nie są perełki naszej rodzimej kinematografii. Do tego nurtu zalicza się także „Słaba płeć?”.

Film opowiada historię Zosi, która próbuje odnieść sukces w wielkiej warszawskiej firmie. Szybko okazuje się jednak, że oszukuje znajomych z pracy, chłopaka z którym jest zdaje się tylko dla pieniędzy, a nawet własną matkę. Wmawia im bowiem, że ma wielkie mieszkanie na Wilanowie, a jej życie jest po prostu usłane różami, gdy w rzeczywistości tak nie jest.

Tempo jest naprawdę wolne. Oglądamy jak Zosia z mniejszymi lub większymi problemami radzi sobie z nowym klientem i poświęca się w pracy, a z drugiej strony stara się utrzymać kłamstwo przy życiu, m. in. dzięki pomocy swojej współlokatorki. Gdy ta ją zdradza, przez co bohaterka zostaje zwolniona, mija połowa filmu. Druga jego część, to najpierw pogrążenie się w bezrobociu i niemocy, potem światełko w tunelu i chęć zemsty na byłym szefie.

Co do aktorów, to ciężko jest tu kogoś wyróżnić, bo postacie przez nich odgrywane są po prostu do bólu nudne i nijakie. Jest szef szowinista, mizogin, który wyręcza się swoimi pracownikami. Jest głupkowata współlokatorka, którą kieruje chęć zdobycia jak najwyższej pozycji społecznej. Jest w końcu Janek, który najpierw irytuje Zosię, żeby ostatecznie ta się w nim zakochała.

Tradycyjnie w filmie musiał wystąpić jeden z tych aktorów, którzy zdają się być w każdej polskiej produkcji. Tym razem był to Piotr Adamczyk, którego największym wysiłkiem było nauczenie się kilku zdań po angielsku. Gwiazdą jest Olga Bołądź, która ostatnio zasłynęła występem w „Służbach Specjalnych” i zdaje się kontynuować swoją drogę do pozostania na rynku, co wiąże się z graniem w takich właśnie „hitach”. Partnerują im m. in. Piotrek Głowacki, Marieta Żukowska czy Marek Bukowski.

Jeśli ten film miał być odpowiedzią na pytanie czy kobiety to słaba płeć, to zdaje się, że ktoś o tym zapomniał. Najpierw obraz pokazuje jacy z mężczyzn są chamy, którym tylko „dupy w głowie” i wykorzystują ową słabą płeć, żeby ostatecznie stwierdzić, że przecież są wyjątki i zdarzają się też ci dobrzy. Najbardziej dziwi jednak fakt, że autor szuka odpowiedzi na to pytanie, tylko na przykładzie Zosi. To, że jedna kobieta ma na bakier z mężczyznami nie potwierdza jeszcze żadnej reguły, zresztą na początku to główna bohaterka manipuluje facetami i nic sobie z nich nie robi.

Można też wspomnieć o kolejnym soundtracku pełnym obecnej w radiu muzyki, najczęściej są to utwory śpiewane przez Polaków po angielsku. Jest więc młodzieżowo. Najsmutniejsze jest to, że film nawet nie stara się być „jakiś”. On po prostu jest i można śmiało rzucić go na jedną stertę razem z wymienionymi przeze mnie na samym początku produkcjami. Nie mam wielkich wymagań, ale mam już dość tych wszystkich polskich komedii romantycznych, robionych na jedną modłę. Dlatego też nie polecam „Słaba płeć?”, bo jeszcze ktoś źle zrozumie ten film.

Ocena: 4/10

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s