„Obywatel” – Polak numer jeden

Większość młodych osób kojarzy zapewne Jerzego Stuhra z jego roli w Killerze oraz głosu Osła w polskiej wersji Shreka. Pan Jerzy to jednak aktor uznany, śmiem twierdzić spełniony, który stworzył szereg niezapomnianych kreacji. Nieco mniej imponująco wygląda jego reżyserskie CV, ale człowiek o tak wyrobionej marce może sobie pozwolić na realizowanie własnych projektów, bez względu na ich temat. Do najnowszych filmów Jerzego Stuhra należy „Obywatel”, którego właśnie miałem okazję obejrzeć.

Film opowiada losy Jana Bratka, umiejscowione w ważnych momentach najnowszej historii naszego kraju. W niektórych miejscach reklamowano go jako „polski Forrest Gump”, ale go tego mu daleko. Przede wszystkim ze względu na fakt, że amerykański klasyk serwuje nam zupełnie inny rodzaj komedii, a jest też w nim więcej namacalnego dramatu. 

Na najnowszy twór pana Stuhra składają się sceny przedstawiające Jana Bratka w różnych okresach, sytuacjach i każda taka oddzielna scena została świetnie zagrana, a przede wszystkim wyreżyserowana. Spokojnie można by potraktować „Obywatela” jako serię krótkich filmików, a jego znaczenie nigdzie by nie uciekło.

Ale o czym tak naprawdę jest ten film. Ja mam kilka interpretacji i każdy może w nim znaleźć swoją. Pokazane są ciężkie losy jednego Polaka, który w rzeczywistości reprezentuje nasz naród. Okazuje się, że pomimo zmieniających się czasów, obywatel się nie zmienia. Zawsze ma swoje zdanie i nic mu nie wmówisz. Jerzy Stuhr wyśmiewa Polskę dwóch racji, a problemy z czasów PRL-u wydają się mieć odniesienie do obrazu współczesnej Polski. Z drugiej strony przedstawiono Polaka jako stereotyp porażki. Nawet jeśli w życiu mu się poszczęści, to prędzej czy później zdarzy się coś złego. Wyraźnie widać tu nawiązanie do innego filmu z Jerzym Stuhrem w roli głównej pt. „Obywatel Piszczyk”, w końcu to też była ironia na ustrój totalitarny i czasy radzieckiego reżimu.

„Obywatel” jednak różni się od filmu z 1988 r. Przede wszystkim historia została opowiedziana w sposób, który uważam za bardzo przystępny dla osób młodych. Szczególnie pokolenia, które wychowywało się już po 1989 r. Wszystkie wersje Jana Bratka, czy to Jerzy Stuhr, czy to Maciej Stuhr, grający jego młodszą wersję, czy nawet Aleksander Krom, wcielający się w Jana z okresu dzieciństwa sklejają się w jedną całość i bardzo przyjemnie ogląda się je na ekranie.

Pomimo szarości okresu PRL-u w filmie znajduje się wiele kolorowych momentów i postaci, a i odrobiny historii można się nauczyć. Reżyser garściami czerpie z własnych doświadczeń i wyśmiewa nawet swoją osobę. Jeśli do czegoś można się przyczepić, to chyba do historii, której w zasadzie nie ma. Bratek doznaje poważnego urazu i ląduje na ostrym dyżurze. Tam poddaje się refleksji na temat swojego ciężkiego i wg niego, nieudanego życia. Generalnie nie trzyma się to kupy. Wszystkie sceny bawią, ale zostały nieumiejętnie poukładane, a z tego powstaje mały chaos.

Z pewnością wiele osób odnajdzie w filmie momenty, do których z przyjemnością wraca. Inni będą uzewnętrzniać się na temat niedoli w jakiej przyszło żyć Polakom. Ostatecznie przyjdzie jednak refleksja, że przecież jesteśmy jednym narodem, więc po co te kłótnie i niesnaski. Bratek ma być takim spoiwem dla podzielonego społeczeństwa. Stuhrowi chyba jednak nie do końca udaje się tak właśnie go ukształtować, ale można śmiało powiedzieć, że tworzy najlepszą swoją kreację od wielu lat, a film choćby z tego tylko powodu trzeba obejrzeć.

Ocena: 7/10

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s