„After Life” sezon 1. – Między życiem a śmiercią jest miejsce na humor

Na platformie Netflix zadebiutowała najnowsza produkcja Ricky’ego Gervaisa. Multi-utalentowany komik tym razem wziął na tapetę temat utraty bliskiej osoby i cierpienia z tym związanego. Znów balansuje na krawędzi komedii i dramatu, znów idzie na jakość, nie ilość, i znów wychodzi mu to bardzo dobrze.

„After Life”, to sześcioodcinkowy serial. Obejrzycie go w niecałe trzy godziny, a więc jest to format idealny dla takiej platformy jak Netflix. Głównym bohaterem jest Tony, zgorzkniały i przeżywający śmierć swojej żony dziennikarz lokalnej gazety, który mówi to co myśli, choćby miało to zranić innych. Po prostu wyżywa się na całym świecie za stratę, która go spotkała i jest to źródłem wielu przezabawnych sytuacji jak choćby straszenie dziecka, że zatłucze je młotkiem.

Obserwujemy jego zmagania z codziennością, walkę z chęcią samobójstwa oraz jak zachowanie Tony’ego wpływa na jego otoczenie. Gervais przedstawia nam tę historię ze swoim charakterystycznym humorem, bardzo bezpośrednim, a często wręcz chamskim. Jego wyczucie komedii jest jednak fantastyczne i dokładnie wie w którym momencie zdecydować się na żart, a kiedy pójść w stronę dramatu.

Brytyjski twórca otoczył się dobrze sobie znanymi ludźmi, z którymi miał już okazję współpracować. Jest Kerry Godliman z serialu „Derek”, Ashley Jensen ze „Statystów”, czy Tom Basden z „David Brent: Life on the road”. Dodatkowo w obsadzie znaleźli się tak znani aktorzy jak David Bradley czy Penelope Wilton. Da się wyczuć swobodę z jaką wchodzą w swoje role, a przez to całość wypada bardzo naturalnie. Każdy ma okazję wykazać się u boku Gervaisa, co nie tylko czyni ich kreację lepszą, ale także wspomnianego komika.

Jak to u Gervaisa bywa, serial nie zmierza w żadnym konkretnym kierunku, nie ma tu akcji, za to w pełni skupiono się na temacie ludzkiego cierpienia i przywiązania do drugiego człowieka. Reżyser i scenarzysta w jednym, zestawia ze sobą różne sposoby radzenia sobie ze śmiercią, od autodestrukcji po akceptację.

„After Life” ogląda się świetnie. Balans pomiędzy komedią i dramatem zostaje zachowany w sposób idealny. Nie jest to serial tak emocjonalnie nacechowany jak „Derek”, ani tak zabawny jak „Statyści”, ale moim zdaniem najdokładniej zgłębia motyw przewodni, dając widzowi sporo do myślenia. Kiedy ma zaboleć, boli, kiedy ma rozbawić, bawi, a przy okazji znalazło się nawet miejsce na kilka znanych kawałków muzycznych, np. „Rocket Man”.

Najnowsza produkcja Netflixa, to także najlepszy występ Gervaisa-aktora. Jako dupek wypada bardzo przekonująco, ale jego fanów raczej nie powinno to dziwić. Polecam „After Life” każdemu kto śledził do tej pory brytyjskiego komika. Z pewnością jego najnowsze dzieło przypadnie wam do gustu. A jeśli nie mieliście nigdy z nim do czynienia, to jest to najlepsza pozycja od jakiej możecie zacząć.

Ocena: 8/10

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s