„Ania, nie Anna” sezon 2. – Zielone Wzgórze takie jakim je sobie wyobrażałem

„Ania, nie Anna” powróciła ze swoimi rozterkami, narzekaniami i przygodami by czasem rozbawić, a innym razem doprowadzić widza do łez. A robi to z większym polotem, humorem i zaangażowaniem, czym kupuje mnie zdecydowanie bardziej niż w przypadku sezonu pierwszego. A oto dlaczego.

Po wydarzeniach z poprzedniej serii wiemy, że rodzina Cuthbertów miała pewne problemy finansowe i z tego powodu postanowiła wynająć pokoje w swoim domu. Tak się niefortunnie zdarzyło, że dwóch jegomości którzy z oferty skorzystali, to oszuści którzy chcą wycyckać miasteczko i uciec, i to jest motyw przewodni większej części drugiego sezonu.

Ania może i jest dziesięć razy bardziej irytująca, ale i tak dziesięć razy bardziej ją polubiłem. To chyba przez fakt, że tym razem twórcom udało się znaleźć idealną równowagę w tonie serialu. Rok temu miałem wrażenie, że klimat produkcji był dla mnie zbyt przygnębiający i ciężki, a za mało było tej pogody ducha i pozytywnego podejścia do życia z którego słynie Ania.

Najlepszym przykładem powyższej zmiany, a zarazem najlepszym odcinkiem drugiego sezonu, był epizod szósty. Ania i jej przyjaciele przygotowują bożonarodzeniowe przedstawienie, czuć świąteczną atmosferę, ale nie brakuje problemów przy produkcji i zmian na ostatnią chwilę. Ten odcinek można spokojnie oglądać w oderwaniu od całej reszty i dobrze się przy nim bawić.

Nowa seria, to także nowe problemy. Twórcy poruszają bardzo ważne kwestie jak rasizm (w mieście pojawia się czarnoskóry Sebastian), homoseksualizm (przyjaciel Ani, Cole okazuje się być gejem), czy plotka (temat luźniejszy, ale nadal bardzo ważny). Te zagadnienia, które dziś są bardzo ważne w XXI w., udało się przedstawić w interesującym sposób i być może dzięki temu uzmysłowić coś osobom, które nie chcą zdjąć klapek ze swoich oczu i usilnie doszukują się problemów we współczesnym społeczeństwie.

Na drugi sezon składa się 10. odcinków. To o trzy więcej dla wszystkich fanów Ani Shirley. A więcej odcinków, to również więcej przepięknych zdjęć malowniczego Avonlea i to we wszystkich porach roku. Czas płynie tu bowiem szybko, a nie wszystkie wydarzenia muszą się dziać dzień po dniu. Wystarczy, że chronologia zostaje zachowana, a widz może zachwycać się cudownym krajobrazem Wysp Księcia Edwarda (choć kręcono przede wszystkim w Ontario).

Co do samych bohaterów, to ciężko przebić Anię. To już taka postać, która wciśnie się wszędzie i w naturalny sposób skupia na sobie całą uwagę. Ze świateł reflektorów ustawionych na główną bohaterkę udało się jednak przebić choćby wspomnianemu już Cole’owi, artystycznej duszy, synowi rolnika, który w życiu wolałby skupić się na sztuce. Szybko nawiązuje nić porozumienia z Anią, a wcielił się w niego Cory Gruter-Andrew.

Warto jeszcze dodać, że niektóre odcinki były poświęcone konkretnym postaciom, które miały okazję zabłysnąć. Wśród nich poznaliśmy nieco z przeszłości Mateusza i Maryli, Diana udowodniła że ma swoje zdanie i nie można jej do niczego zmuszać, a w mieście pojawiła się nowa, nieco zakręcona nauczycielka.

Drugi sezon serialu „Ania, nie Anna” zupełnie niespodziewanie mnie oczarował. Strasznie psioczyłem na pierwszą serię i zdaje się, że Moira Walley-Beckett oraz jej zespół mnie usłyszeli i poprawili wszystkie elementy co do których miałem wątpliwości. Poczułem się częścią tej niesamowitej, małej społeczności Avonlea i już nie mogę się doczekać co spotka ich w przyszłym roku.

Ocena: 8/10

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s