„Nie ma jak w rodzinie” sezon 1. – Poznaj urok lat 70.

W ostatnim czasie zauważyłem wysyp seriali animowanych. Jedne z nich są skierowane zdecydowanie do widzów najmłodszych, inne poleciłbym głównie dorosłym,  a są też takie w których coś ciekawego powinni znaleźć wszyscy i na tej ostatniej kategorii chciałbym się zatrzymać.

Przeszukiwałem niedawno Netflix w poszukiwaniu serialu, który nie zająłby mi zbyt wiele czasu, a jednocześnie przyciągnął mnie do siebie i nie pozwolił odejść od telewizora, dopóki go nie obejrzę. W taki sposób znalazłem „Nie ma to jak w rodzinie”.

nimacja opowiada losy rodziny Murphych, a jej akcja rozpoczyna się w 1973 r. Przenosimy się w czasie do Ameryki jakże innej niż dzisiaj, bez Internetu i smartfonów, za to z problemami, które wszyscy dobrze znamy, takimi jak kłótnie rodziców, utrata pracy, czy zawieszenie w szkole.
Ten świat został namalowany za sprawą Billa Burra i Michaela Price’a. Jego pierwszy sezon liczy raptem sześć odcinków, których długość wynosi maksymalnie 30 minut. Twórcy wnoszą w życie rodziny Murphych zarówno mnóstwo humoru jak i dramatu.

Jeśli tak jak ja nie wiecie zbyt wiele o amerykańskiej kulturze lat 70. to trafiliście we właściwe miejsce. Serial żartuje sobie z wielu zwyczajów i wydarzeń które miały wtedy miejsce oraz zagłębiają się w sposób myślenia i działania zwykłej rodziny. Są ówczesne seriale telewizyjne, są narkotyki i jest też temat wojny w Wietnamie.

Szybko złapałem kontakt z głównym bohaterem, głową rodziny Murphych, Frankiem. Po ukończeniu szkoły świat stał przed nim otworem, ale trafił do wojska i poszedł na wojnę w Korei, potem szybko spłodził pierwszego potomka i w pewnym stopniu utknął w takim, a nie innym życiu. Teraz mieszka na przedmieściach, ma do wyżywienia trójkę dzieci z kiepskiej pensji bagażowego na lotnisku, a jego największa rozrywka, to zasiadanie przed telewizorem po dniu pracy i oglądanie ulubionego serialu o Colcie Lugerze. Aż chce się kibicować by w końcu coś mu w życiu wyszło.

Jego żona, Sue to typowa kura domowa, a przynajmniej mogłoby się tak wydawać. Chciałaby by bowiem się realizować i pracować, a nie tylko zajmować się dzieciakami, rozmawiać z psem i wypłakiwać się w opakowania na żywność.

Do tego musimy jeszcze dorzucić trójkę dzieci. Najstarszy Kevin to buntownik, miłośnik zioła i alternatywnego rocka ciągle kłócący się z ojcem i olewający lekcje historii. Dalej mamy jego młodszego brata Billa, tchórzliwego, aczkolwiek potrafiącego się odgryźć dzieciaka, który zostaje wystawiony na najgorsze wydarzenia w życiu młodego chłopaka. Rodzynkiem w tej grupie jest Maureen, córeczka tatusia, która lubi się rządzić i nie boi się zadrzeć z silniejszym przeciwnikiem.

Oprócz tego mamy jeszcze całą plejadę kolorowych, charakterystycznych bohaterów, w tym mega otyłego szefa Franka, który jest bodaj w stanie zjeść wszystko, jest Vic, sąsiad Franka, zawsze wyluzowany, otoczony wianuszkiem kobiet, imprezujący i po prostu cool, jest również Jeff Jeffords, osobowość telewizyjna, wydaje się prowadzić każdy możliwy program, na każdy możliwy temat, będący swego rodzaju wyznacznikiem tego, co większość społeczeństwa myślała w latach 70.

Usłyszycie tutaj mnóstwo bluźnierstw, które brzmią dobrze zarówno w wersji oryginalnej jak i w polskim dubbingu. Tak, mamy dubbing i jest on bardzo dobry. Momentami miałem wrażenie, że był lepszy niż oryginał. Głosy zostały świetnie dobrane i choć zapewne większość z nich słyszeliście już w innych produkcjach Netflixa, to nie powinno wam to przeszkodzić we wczuciu się we wszystkie postacie.

Pochwalę jeszcze opening, w którym przygrywa nam skrócona wersja piosenki „Come nad get your love” zespołu Redbone. Usłyszycie tu mnóstwo innych utworów z okresu, o którym mowa w serialu. Atmosferę lat. 70 czuć na każdym kroku i z pewnością docenią to starsi widzowie.
Plusy pierwszego sezonu zdają się nie mieć końca. Muszę jeszcze nadmienić, że jego fabuła jest ciągła i wydarzenia z poszczególnych odcinków mają wpływ na to co dzieje się później, choć generalnie skupiają się one na konkretnym temacie jak choćby kupnie nowego telewizora czy Halloween.

Raptem sześć odcinków, za to jakich! Jedyną rzeczą na jaką mogę ponarzekać po obejrzeniu pierwszego sezonu serialu jest niewielka ilość wspomnianych epizodów. Widać jednak, że pozytywnie odbiło się to na samej historii, w której nie ma przestojów, a widz po prostu chce oglądać dalej. A skoro tak, to twórcy dobrze się spisali. Jeśli zatem w waszym domu brakuje kłopotów, rodzinnych dramatów oraz codziennych ojcowskich dowcipów i hektolitrów piwa przelanych przed telewizorem, to „Nie ma jak w rodzinie” jest pozycją dla was!

Ocena: 8/10

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s