„Banshee” – Miejsce, które przyciąga zło

Istnieją takie seriale, które powoli budują fabułę i zarysowują ciekawą historię, przyciągając uwagę widza dopiero po jakimś czasie. Są jednak również takie tytuły, które już po pierwszych kilku scenach wciągają, zaskakują, po prostu wbijają fotel i nie pozwalają oderwać wzroku od ekranu. Do tej drugiej grupy należy zaliczyć niezwykłe „Banshee”, a oto dlaczego.

Tajemniczy mężczyzna wychodzi z więzienia po 15 latach. Nie wiemy o nim zupełnie nic, ale widać, że ma jakiś cel i od pierwszych minut pewnym krokiem podąża w określonym kierunku. Jak się szybko okazuje, ten kierunek niesie ze sobą mnóstwo zniszczenia, pościgi, bijatyki, niekończącą się akcję i mnie te początkowe sceny serialu od razu kupiły tą zaskakującą wybuchowością.

Wir akcji zaprowadza bohatera do hrabstwa Banshee w Pensylwanii. Tam, zbieg okoliczności, a może po prostu znalezienie się we właściwym miejscu o właściwym czasie sprawia, że nasz oszust, choć nie ma żadnych złych pobudek, przybiera tożsamość szeryfa Lucasa Hooda, który dopiero co przyjechał do miasteczka by rozpocząć nową pracę. Niestety trafia na kilku bandziorów i podejmuje niefortunną decyzję co kończy się zejściem z tego świata, a jako, że bezimienny bohater ma pewien powód by zostać na „zadupiu” jakim jest Banshee, postanawia stać się Lucasem Hoodem.

Tym powodem jest miłości jego życia, z którą łączy go kryminalna przeszłość. Po piętnastu latach więzienia nic nie jest już jednak takie samo jak kiedyś i Carrie, bo tak ma na imię jego była, założyła własną rodzinę i ruszyła do przodu, nie oglądając się wstecz. Przynajmniej z pozoru na to wygląda, ale z czasem dostrzegamy, że uczucia miłości nie jest tak łatwo się pozbyć, a przeszłość nigdy nie chce tak łatwo się odczepić jak byśmy sobie tego życzyli.

Duchy przeszłości, żądny zemsty boss ukraińskie mafii o pseudonimie „Królik” oraz cała masa bandziorów zamieszkująca Banshee i spływająca do tego miasta, które wydaje się wręcz przyciągać zło, napędzają akcję serialu. Dodatkowo, nowe życie Hooda to nowe problemy na czele z lokalnym postrachem Kaiem Proctorem, ale także różnymi gangami, od neonazistów, przez Indian, aż po motocyklistów. Możecie zatem wyobrazić sobie, że główny bohater ma sporo na głowie.

Bohaterowie, to zresztą najważniejszy element tego serialu zachęcający do jego obejrzenia. Hood, o którego tożsamości dowiadujemy się w trakcie kolejnych sezonów, to naprawdę skomplikowany facet. Sporo przeszedł. Więzienie, tortury, związki z wojskiem i mafią, mnóstwo oszustw na koncie i zero perspektyw na spokojną starość. Jakby tego było mało, w trakcie trwania serialu twórcy zrzucają na niego jeszcze więcej kłopotów, które mocno odbijają się na jego i tak zszarganej psychice. Świetnie prezentuje się w tej roli Anthony Starr (możecie kojarzyć go z roli Homelandera w „The Boys”), pokazując nie tylko jego twardą stronę, ale co ważniejsze, tę wrażliwą.

„Banshee” ma do zaoferowania mnóstwo ciekawych postaci z jeszcze ciekawszymi doświadczeniami życiowymi na koncie. Na przykład mamy barmana Sugara, który był bokserem i ma niejedno przestępstwo za uszami choć wydaje się być po prostu zwyczajnym, porządnym starszym panem. Albo zastępca szeryfa Brock Lotus. Kolejny praworządny obywatel, ściga największego bandziora w mieście, ale gdy przychodzi co do czego jest w stanie przekroczyć granice prawa i przymknąć na to oko. Zwyczajna pani domu, matka i żona, która okazuje się być byłą oszustką, nieustraszoną twardzielką, specjalistką od otwierania sejfów. Azjatycki haker, geniusz w swoim fachu, a przy okazji fan dobrej stylówki, a swoich wrogów pokonuje nie tylko siedząc za komputerem.

W obsadzie nie znalazły się może wielkie gwiazdy, ale w „Banshee” zobaczycie mnóstwo utalentowanych aktorów i aktorek, których z pewnością kojarzycie. Matt Servitto (Rodzina Soprano), Ulrich Thomsen (Jabłka Adama, Polowanie na czarownice), Ben Cross (O jeden most za daleko, Rycerz Króla Artura), to tylko niektórzy z nich. Są tu też osoby, które sprawią, że zaczniecie uważnie śledzić ich karierę, np. Hoon Lee, Lili Simmons, czy Matthew Rauch.

Serial potrafi świetnie dozować nam dawki tajemnic i sekretów związanych z Banshee, jego mieszkańcami, naszymi bohaterami. Sprawia to, że przez całe cztery sezony twórcy potrafią w każdym momencie nas czymś zaskoczyć, czy to spektakularnym zwrotem akcji, czy nowymi faktami z przeszłości poszczególnych postaci, a już na pewno efektownymi scenami walk.

No właśnie, sceny walk. Te są tutaj na kosmicznym poziomem względem wszystkich seriali jakie miałem okazję widzieć. Są brutalne, krwawe i efektowne. W pewnym momencie może się wręcz wydawać, że wszyscy mieszkańcy Banshee potrafią się bić i znają jakieś sztuki walki. Twórcy w ogóle się nie szczypią z pojedynkami i oferują nam łamane lub odrywane kończyny, krew lejącą się z każdego miejsca w ludzkim ciele, czy dziury po wszelkiego rodzaju broni. Do tego trzeba jeszcze dorzucić cały ogrom zużytych nabojów. Nie jest to rozrywka dla każdego, ale mnie taka jazda bez trzymanki bardzo odpowiada!

Sama historia i poszczególne odcinki być może nie należą do najbardziej kreatywnych i oryginalnych, ale klimat, bohaterowie i akcja czynią „Banshee” serialem jedynym w swoim rodzaju. To właśnie dzięki tym elementom nie zwracamy uwagi na niektóre absurdalne decyzje podejmowane przez postacie jak, np. pozwalanie złoczyńcy żyć, gdy można go odstrzelić albo wylane morze łez, które w pewnym momencie zamiast dramatyczne robi się komiczne, nie wspominając o na potęgę pojawiających się scenach seksu z czasem nie mających większego sensu niż pokazanie golizny.

„Banshee”, to serial dla każdej osoby, która chce się rozerwać, nie musząc zwracać wielkiej uwagi do fabuły, oczekują wartkiej akcji i po prostu chcą żeby dużo się działo. To jednak także serial dla każdego kto lubi tytuły z masą sekretów, zaskakującymi pomysłami i w pewnym stopniu przekraczające granice dobrego smaku. Licząca sobie cztery sezony i 38. odcinków produkcja stacji Cinemax zalicza się do obu wyższych kategorii, więc wiele osób powinno znaleźć w niej coś interesującego.

Ocena: 7,5/10

Serial możecie obejrzeć na HBO GO.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s