„Neon Genesis Evangelion” Tom I – Trudny wybór młodego chłopaka

Science-fiction, to gatunek zdecydowanie szerszy i dłuższy niż nasza Wisła. Najlepsze w nim jest to, że wcale nie musi być tylko pełen nowych technologii, niezwykłych pojazdów, czy walk z kosmitami. Tutaj jest miejsce na emocje, a o tym najlepiej opowiada „Neon Genesis Evangelion”.

Ciekawa sprawa. Pewnie większość osób zna ten tytuł za sprawą kultowego już anime z lat 90. Okazuje się jednak, że za nim GAINAX napisał historię japońskiej animacji, została wydana manga. Co prawda szybko została wyprzedzona przez serial, który podążył w swoim własnym kierunku, ale pozostaje pozycją równie mocno wartą zgłębienia.

Pomysł na mangę dał GAINAX, a za wykonanie wziął się Yoshiyuki Sadamoto, jeden z założycieli studia. Na I tom składa się sześć rozdziałów zawartych na nieco ponad 170 stronach. Opowiada historię Shinjiego Ikari, który trochę wbrew własnej woli zostaje pilotem i ma bronić świata przed tajemniczym zagrożeniem z kosmosu.

To może zabrzmieć jak scenariusz pierwszej lepszej historii, których mamy wiele, ale tak nie jest. Świadczą o tym choćby pierwsze słowa wypowiedziane przez głównego bohatera: „Kim chciałbym być w przyszłości? Nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Nie wpadłem na żaden dobry pomysł przez 14 lat i pewnie dalej tak będzie. I dlatego nic by się nie stało gdybym, np. zginął w jakimś wypadku…„. Jak sami widzicie, to coś więcej niż tylko walka z kosmitami.

Już pierwsze kolorowe strony, w tym krótki wstęp do historii i pojawienie się pierwszego przeciwnika, uświadczyły mnie w przekonaniu, że jest to tytuł o ogromnym potencjale, do stworzenia którego przyłożono się w 100%.

Akcja mangi toczy się w 2015 r., jakże innym od tego, czego sami doświadczyliśmy trzy lata temu. Gdy meteoryt spadł na Ziemię, była to największa katastrofa w historii naszej planety. Ludzkość przez lata próbuje dojść do siebie, aż tu nagle pojawiają się ogromne potwory siejące zniszczenie, które zostają nazwane „Aniołami”.

Warto wspomnieć o bardzo dobrym tłumaczeniu, które jest bardzo naturalne. Nie próbowano na siłę tłumaczyć wszystkim określeń dotyczących choćby przygotowania Evy do walki i bardzo słusznie, bo mogło by to brzmieć komicznie i wprowadzić niepotrzebne tłumaczenie. Wyobraźcie sobie, że „Entry plug” tłumaczą jako „wtyczka wejścia” czy coś w tym rodzaju. To byłoby co najmniej dziwne.

Fabuła posuwa się powoli, bo pierwszy tom to w w sumie tylko jedno starcie z najeźdźcą. Ma to jednak tę dużą zaletę, że każdy krok bohaterów został dokładnie zaplanowany i dopracowany. Każdy krok w prawo czy lewo, każde wypowiedziane zdanie, każdy fikołek, cios, czy zwrot akcji. Odniosłem wrażenie że wszystko dzieje się w tu odpowiednim czasie, wręcz naturalnie.

Czas porozmawiać o tzw. szacie graficznej. Rysunki pojazdów pilotowanych przez bohaterów (tzw. Evy) robią ogromne wrażenie. Podobnie rzecz się ma z ich niebiańskimi przeciwnikami. Stanowią one połączenie elementu ludzkiego, potwornego i mechanicznego, choć wzbudzają różne uczucia. Jedne zachwyt, drugie strach.

Grafika pozwala wręcz poczuć ciosy zadawane przez Evy, ale warto powiedzieć, że również otoczenie w którym znajdują się postacie zostało bardzo dokładnie opracowane. W końcu często zostaje ono uszkodzone, co też zostaje wiarygodnie oddane. Szczególnie gra cieniem powoduje, że czytelnik dostrzega tajemniczość i powagę sytuacji.

Wróćmy na chwilę do bohaterów. Wspomniany wcześniej Shinji, to zwykły nastolatek którego problemy dostrzegamy na pierwszy rzut oka, przede wszystkim jego niską samoocenę. Do tego dochodzi nie najlepsza relacja z ojcem, który jest przyczyną dla rozpoczęcia tej historii. Jest on zimny jak lód, wręcz pozbawiony uczuć. Zrobi wszystko by dopiąć swego, a zależy mu na dobrobycie Ziemi. Tylko przez chwilę widzimy pierwszego pilota Evy – Rei – więc nie można tak naprawdę nic o niej powiedzieć. Nieco więcej miejsca mogę jednak poświęcić pani Misato Katsuragi, agentki Nerv i podwładnej ojca Shinjiego, która jak na razie wniosła sporo elementów komediowych i pogodnych w tę, bądź co bądź, mroczną historię. Jest w niej coś niezdarnego, profesjonalnego, ale także poważnego.

I tom mangi „Neon Genesis Evangelion” wprowadzi was w historię, w której walki o obronę Ziemi między niewyobrażalnymi postaciami są tylko pretekstem do opowiedzenia o ludzkich emocjach. Nawet w czasach strachu nie należy bowiem o nich zapominać, bo mogą one stanowić atut jakim nikt poza ludźmi nie jest w stanie się poszczycić. Jeśli jednak chcecie tylko zobaczyć efektowne pojedynki gigantów, rozpadające się budynki i wybuchy niczym po zrzuceniu atomówki, ten tytuł również was do siebie przekona.

Ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania mangi chciałbym podziękować wydawnictwu J. P. F.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s