„Prawo ulicy” – Dobra policyjna robota

Są takie seriale, które od samego początku aż do końca trzymają widza przykutego do ekranu, są też takie, które mocno angażują, ale ich jakość można zapisać w formie sinusoidy. Wreszcie, są również seriale, które z każdym odcinkiem, z każdym sezonem wciągają coraz bardziej, a po ich obejrzeniu najbardziej spośród tych trzech wymienionych przeze mnie kategorii żałujemy, że nie będzie nam już dane obejrzeć dalszego ciągu historii. Takim właśnie tytułem jest „Prawo ulicy”.

Serial zabiera nas do Baltimore i na przestrzeni kilku lat prezentuje nam prace poszczególnych wydziałów, jednostek specjalnych, grup operacyjnych tamtejszej policji w walce z gangami narkotykowymi i szerzącą się przestępczością. Nie bez powodu oryginalny tytuł produkcji HBO to „The Wire”, co w języku angielskim oznacza podsłuch i to właśnie w dużym stopni dzięki podsłuchom prowadzona jest walka z bezprawiem w największym mieście stanu Maryland.

„Prawo ulicy”, to jednak nie tylko kolejny serial śledzący policyjną pracę, co zresztą i tak robi lepiej niż w jakiejkolwiek innej produkcji tego typu. To tytuł, który nie boi się poruszać ważnych tematów. David Simon próbuje pokazać nam czy walka z plagą narkotyków nie jest syzyfową pracą, czy można uciec z patologicznej rodziny, jaki wpływ na działania jednostek użyteczności publicznej takich jak właśnie policja, ale także szkoły, czy opieka społeczna ma polityka oraz panująca w niej korupcja. To tylko skrawek tematyki jaką bardzo głęboko i dokładnie penetruje serial.

Myślę, że kwestie społeczne pozostają tutaj w równowadze ze szczegółowym ukazaniem mechanizmów funkcjonowania jednostek policji, a także ciągle uciekających jej gangów. To nie jest serial, który stawia przede wszystkim na szybką akcję, pościgi czy inne elementy kojarzące nam się z produkcjami kryminalnymi i sensacyjnymi. Zamiast tego często powoli i spokojnie zapoznajemy się z kolejnymi etapami przeprowadzania poważnych śledztw takimi jak zakładanie podsłuchów, długa i żmudna obserwacja celów, czy próby doprowadzenia do popełnienia błędów przez przestępców, a później złapania ich na gorącym uczynku.

Z początku, oglądając serial byłem zaskoczony (UWAGA SPOILERY). Pierwszy sezon zakończył się zamknięciem śledztwa, które ja uważałem za dobry finał dla całego serialu! Z kolei druga seria zakończyła mnie mocnym odejściem od tematu przewodniego z pierwszej, akcja przeniosła się bowiem do doków i skupiła się na machlojkach w porcie Blatimore, a bohaterowie, do których już się przyzwyczailiśmy (także ci z „ciemnej strony mocy”) odchodzą nieco w cień. Potem z kolei znów wracamy do walki z gangami narkotykowymi. Dopiero z czasem gdy obejrzałem kilkadziesiąt odcinków, na etapie trzeciego sezonu zrozumiałem, że na niektóre poruszane tu kwestie i wątki trzeba patrzeć szerzej i stanowią one większy obraz przekroju społecznego Baltimore. Wtedy też zacząłem w pełni doceniać każdy obejrzany wcześniej odcinek oraz talent scenarzystów i twórcy Davida Simona.

Przejdźmy do bohaterów, bo „Prawo ulicy” pełne jest bardzo ciekawych, charyzmatycznych, krwistych postaci. Jimmy’ego McNulty’ego większość jego współpracowników, ale także widzów określiłoby jako nadgorliwego i upierdliwego policjanta z ideałami, który jednak jest w stanie przekroczyć pewne granice by osiągnąć zamierzone cele. Ciężko jest mu pogodzić życie rodzinne z pracą, o czym twórcy często nam przypominają. Lubi towarzystwo atrakcyjnych pań i nie wylewa za kołnierz. Jego historia to prawdziwa sinusoida, nierzadko spiera się z przełożonymi przez co raz spada na dno hierarchii policyjnej, a kiedy indziej wraca do miejsca, w którym czuje się jak ryba w wodzie. Najczęściej towarzyszy mu jego najlepszy przyjaciel, detektyw William Moreland, znany jako „Baryła”. Ten palący cygara i nie przebierający w słowach policjant wydziału zabójstw zawsze potrafi rozbawić widza swoimi porównaniami i anegdotami, a także pięknymi wulgaryzmami. Regularnie widujemy go jak popija wyskokowe napoje z McNultym komentując ich bieżącą pracę. Obaj panowie są źródłem jednej z najlepszych, najbardziej oryginalnych i najzabawniejszych scen jakie kiedykolwiek widziałem w telewizji, gdy dokonując oględzin miejsca zbrodni nie używają żadnego innego określenia poza słowem „fuck”. To po prostu trzeba zobaczyć!

Cedric Daniels to ambitny, pnący się po kolejnych szczeblach służb mundurowych policjant, który twardo trzyma się przepisów prawa i swoich zasad. Shakima Greggs, to z kolei inteligentna i przebojowa pani detektyw w 120% poświęcająca się swojej pracy. Jest dociekliwa i inteligentna, nieraz zawstydzając swoich kolegów. Z jej perspektywy obserwujemy, że życie kobiety w społeczności zdominowanej przez mężczyzn nie należy do najłatwiejszych. W grupie policjantów jedną z najciekawszych postaci jest również Lester Freamon, który potrafi dostrzegać najważniejsze detale w każdym śledztwie, myśleć nieszablonowo oraz dokładnie interpretować działania światka przestępczego. Służy kolegom swoim doświadczeniem i bardzo angażuje się w walkę z gangami narkotykowymi.

Ciekawych postaci nie brakuje też po przeciwnej stronie barykady, wśród przestępców. Mnie najbardziej do gustu przypadł Omar Little, bezkompromisowy, nie znający strachu gangster przemierzający ulice Baltimore ze swoją wierną strzelbą, na widok którego wszyscy uciekają. Znany jest przede wszystkim ze swojej rządzy zemsty i dążenia do celu za wszelką cenę. Stringer Bell, to z kolei jeden z mózgów działalności narkotykowej w Baltimore. Wie jak pogrywać z policją, zdobywać towar, prać brudne pieniądze. Z jednej strony cały czas jest w centrum wydarzeń, a z drugiej jest nieuchwytny i trzyma się na uboczu. Gdzieś pomiędzy światem policji i przestępców znajduje się z kolei przezabawny „Bąbel”, bezdomny, narkoman, drobny złodziejaszek, ale także informator, mężczyzna balansujący na granicy dobra i zła, któremu jak przez większość serialu kibicowałem by w końcu wyszedł na prostą.

Skoro już o bohaterach mówimy, to warto również odnotować fantastyczną obsadę serialu. Znajdziecie w niej aktorów i aktorki mniej i bardziej znanych. Jest Dominic West, Wendell Pierce, Michael K. Williams, czy Idris Elba, Isiah Whitlock Jr., Aidan Gillen, Deidre Lovejoy, czy Sonja Sohn i wiele, wiele innych nazwisk. Poziom aktorstwa jest naprawdę wysoki, przez co ciężko jest kogokolwiek wyróżnić. Mnóstwo postaci i scen zapada w pamięć i sprawia, że chcemy śledzić dalsze losy walki z przestępczością na ulicach Baltimore.

Przez serial przewinęła się nie tylko masa fantastycznych aktorów, ale także reżyserów i scenarzystów. Potrafili oni balansować między mrokiem, a jasnością, między przestępczością, a działaniami policji, a ukazane w „Prawie ulicy” wydarzenia często miały miejsce na granicy tych dwóch światów. Dodatkowo całość została uzupełniona klimatyczną muzyką, podkreślającą bogactwo kulturowe miasta. Produkcja czerpie z różnych gatunków takich jak rap, blues, czy rock’n’roll. Dzięki temu słyszymy Jay-Z, Marvine’a Gaye’a, Milesa Davisa, Duke’a Ellingtona, Mary J. Blige czy nawet Paula Ankę.

Odkrywanie ulic Baltimore i rządzących nimi praw z każdym kolejnym odcinkiem i sezonem było dla mnie coraz ciekawsze i coraz bardziej wciągające. Ten przekrój mieszkających tam społeczności, który niczego nie ukrywał na każdym widzu wywrze ogromne wrażenie. Jeśli tylko wykażecie wystarczająco dużo cierpliwości, ten tytuł może być dla was prawdziwym objawieniem!

Ocena: 8/10

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s