„Paradise PD” sezon 1. – Z tą policją nie chcesz zadzierać

Służby mundurowe, to zawsze dobry temat na komedię. Była „Akademia policyjna”, czy  „21 Jump street”, a na polskim podwórku mieliśmy „13 posterunek”. Wszystkie te tytuły bledną jednak przy najnowszej produkcji Netflixa „Paradise PD”, która pojęcie „komedia” interpretuje na swój własny sposób.

Już po obejrzeniu pierwszych kilku minut 10-odcinkowego serialu wiedziałem, że czeka mnie skomplikowana podróż przez przygody bardzo nietypowej grupy policjantów. Oglądałem takie tytuły jak „Family Guy”, czy „South Park”, ale poziom wulgarności i jazdy po bandzie w „Paradise PD” przebija obie animacje razem wzięte.

Odstrzelenie jaj swojemu ojcowi? Jest. Pies policyjny wciągający narkotyki z policyjnego magazynku? Jest. Żarty ze wszystkich możliwych procesów zachodzących w ludzkim ciele? Są, a to dopiero początek. Jeśli oglądaliście film „Straż wiejska”, to wyobraźcie sobie, że „Paradise PD”, to właśnie taka „Straż wiejska”, tylko do potęgi setnej.

Po pierwszym odcinku, myślałem że więcej nie dam rady, ale mój kosmiczny charakter nakazuje mi dawać szansę każdemu i tak też było w tym przypadku. Jak się okazało, ta wulgarność i wyolbrzymienie jest jednak do zniesienia, a nawet przybiera bardzo atrakcyjną formę, jeśli tylko obejrzymy serial do końca, bo z czasem jego twórcom udało się znaleźć pewną równowagę w tym absurdalnym świecie.

Duża w tym zasługa bardzo charakterystycznych bohaterów, którzy od początku mogą sobie zaskarbić zaufanie widzów. Każdy z nich ma oczywiście ogromne wady, ale można w nich znaleźć mnóstwo humoru, a co najważniejsze, oni sami o tych wadach wiedzą i je akceptują, co doprowadza do ogromnej ilości zabawnych sytuacji.

Zacznijmy od szefa posterunku, Randalla Crawforda. Facet rozwiódł się z żoną, a jego własny syn odstrzelił mu jajka i dzięki protekcji matki zostaje policjantem w Paradise. Randall musi zatem użerać się nie tylko ze zgrają często niesubordynowanych pracowników, ale jeszcze z własnym synem. Nie przebiera przy tym w słowach i ma dość nieoczekiwane słabości jak choćby nierozwiązana sprawa porzuconego tyłka!

Jego syn Kevin z początku wydaje się być przykładnym, dobrze ułożonym dzieciakiem, byśmy po chwili przekonali się, że naprawdę chce on czynić dobro, tylko często w tym przesadza. Po za tym musi radzić sobie z rozwodem rodziców, brakiem miłości, czy chęcią wykazania się i rozbicia gangu narkotykowego.

Wspominałem już o Pocisku, psie policyjnym, który ma słabość do narkotyków, no i jest gadającym psem. Skąd my to znamy, prawda? Stara się zwalczyć nałóg, ale ostatecznie jego wielki nos wygrywa, w końcu jest stworzony do niuchania.

Do tej zgrai trzeba jeszcze dorzucić Fitza, który cierpi na syndrom stresu pourazowego i zamiast nosić broń woli grać na flecie, Ginę Jabowski, bardzo agresywną i siejącą postrach w mieście policjantkę, która napastuje kolegę z pracy, Dusty’ego – bardzo otyłego i szalejącego na punkcie swoich kotów oraz jedzenia policjanta. Jest jeszcze Karen, żona Randy’ego, która okazuje się być burmistrzem miasta, Hobson, podstarzały glina, który nadaje się już tylko do domu starców, czy Robbie i Delbert, para kryminalistów, którzy cały czas ładują się w jakieś tarapaty.

Powoli zaczyna to brzmieć jak przepis na solidną katastrofę, ale trzeba w tym miejscu powiedzieć, że twórcy serialu – Waco O’Guin i Roger Black – nie pozostawiają suchej nitki na nikim. Poruszają kwestie rasizmu, rozwodu, miłości, a robią to na swój bardzo wyolbrzymiony, agresywny i wulgarny sposób. Nabijają się z serialu „Gracze”, robią parodię „Breaking Bad”, jest nawet odcinek z „Akademią policyjną”, a pewna grupa lekarzy z domu starców, hoduje na swoich podopiecznych narkotyki. O czymś takim nie słyszeli nawet w najdalszych zakątkach galaktyki.

Język może oczywiście razić, bo wszelakiej maści słów na litery k, h, p, j, itp. tutaj nie brakuje.  Pod tym względem trzeba pochwalić tłumaczów, bo te wszystkie wyzwiska i bluźnierstwa nie zostały sprowadzone na przyzwoitą ścieżkę i wasze uszy nie zostaną tu uraczone takim wyrażeniami jak „kurza stopa”, czy „do diaska” jak to często ma miejsce w telewizji. Jak bluźnić to na całego i zgodnie z oryginalnym materiałem źródłowym. Jak się dodatkowo okazuje, bardzo dobrze sprawdzają się w tym polscy dubbingowcy, w tym Tomasz Dedek, Jakub Wieczorek, czy Zuzanna Saporznikow, którzy dotrzymali kroku swoim amerykańskim odpowiednikom jak Sarah Chalke, Tom Kenny, czy Dana Snyder.

Jeśli chodzi o warstwę wizualną, to serial niczym specjalnym tu się nie wyróżnia, choć trzeba podkreślić, że szalone pomysły twórców doprowadziły do animowania takich scen jak choćby człowiek uprawiający seks z maszyną, orgia psów, czy sado-maso, a więc pracownicy musieli mieć stalowe nerwy by odpowiednio je odtworzyć.

Choć każdy odcinek, to nowa policyjna sprawa, postarano się jednak by motyw przewodni, czyli kwestia rozbicia gangu narkotykowego przewijała się w mniejszym lub większym stopniu we wszystkich epizodach. Ten wątek doprowadza zresztą do nieoczekiwanego zwrotu akcji na samo zakończenie pierwszego sezonu i naprawdę sprawił, że chcę wiedzieć co wydarzy się dalej. A na początku tak psioczyłem! Dobrze, że jednak dałem mu szansę, bo historia jako całość wypada naprawdę zabawnie i wciągająco! Przekonajcie się sami.

Ocena: 7/10

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s