„Człowiek ze złotym pistoletem” – Polowanie na Bonda w wielkim stylu

Po każdym kolejnym filmie o przygodach Jamesa Bonda spodziewam się świetnej akcji, widowiskowych scen walki i w miarę rozsądnej fabuły. I zazwyczaj powyższe warunki były spełniane. Co więcej, twórcy serii potrafili widza zaskoczyć i dodawać do następujących po sobie tytułów nowe elementy. Jednym z takich nieoczekiwanych składników zostajemy uraczeni w dziewiątej odsłonie perypetii brytyjskiego agenta, pt. „Człowiek ze złotym pistoletem”.

Piękna plaża, słoneczny dzień, a wokoło cudowne fale rozbijają się o brzeg. Obserwujemy przystojnego mężczyznę w średnim wieku oraz blondwłosą piękność, korzystających z uroków życia. Wszystko zaczyna się zmieniać, gdy na ekranie pojawia się karzeł-lokaj, a trudna do rozszyfrowania sytuacja przenosi się do bogate, futurystycznej rezydencji, gdzie czeka pewien zbir.

W ten oto sposób zamiast zaczynać film od kolejnej udanej misji Bonda, poznajemy jego nowego rywala, bezwzględnego i nigdy nie pudłującego Francisco Scaramangę, zabójcę do wynajęcia, którego wyglądu i tożsamości nikt dokładnie nie zna. Jak zatem możecie zauważyć, historia zaczyna się ciekawie i nieszablonowo.

Tym razem Bond nawet nie udaje się na żadne zlecone mu przez MI6 zadanie, a okazuje się, że jest celem człowieka, który używa złotego pistoletu. Dostaje wiadomość w formie złotego naboju, a to oznacza, że jego życie jest w niebezpieczeństwie. Jednakże bohater, z całym swoim urokiem i wielkim ego wydaje się nie robić zbyt wiele z tego zagrożenia. Na własną rękę próbuje wpaść na trop Scaramangi, a w międzyczasie okazuje się, że w całej historii chodzi o coś więcej niż zabicie tajnego agenta.

„Człowiek ze złotym pistoletem” jasno określa nowy kierunek w jakim kroczy James Bond. Jest to mieszanka akcji z komedią, której jest tutaj zdecydowanie więcej niż w poprzednich filmach. O ile żarciki i przytyki głównego bohatera są jeszcze w jakimś stopniu zabawne, o tyle powracająca postać szeryfa JW z Luizjany wraz z rasistowskimi dowcipami ubliżają inteligencji widza i dobremu smakowi z jakim do tej pory w dużym stopniu (może za wyjątkiem kwestii podrywów Bonda) kojarzyła mi się seria. Największy minus.

Podoba mi się za to fakt, że sporo miejsca poświęcono Scaramandze oraz jego karłowatemu słudze Nick Nackowi. Za rolę tytułowego człowieka ze złotym pistoletem należy pochwalić Christophera Lee, który ma w sobie tyle charyzmy, że wręcz włada ekranem i ciężko oderwać wzrok od odgrywanego przez niego złoczyńcy. Do tego naprawdę zabawnie wypada karłowaty Hervé Villechaize wcielający się we wspomnianego wyżej Nick Nacka, który jest zupełnym przeciwieństwem swojego pana, a przez ten kontrast duet przestępców, bo tak można ich w sumie określić, prezentuje się bardzo ciekawie.

Na pochwałę zasługują również te sceny pościgów, bo z każdym kolejnym filmem są coraz lepsze i coraz bardziej spektakularne i choć wiadomo, że za kierownicą samochodu nie ma Rogera Moore’a, to i tak robią wrażenie, a przez to Bond jeszcze bardziej nam imponuje. Co nie oznacza oczywiście, że nie ma tu kilku absurdalnych momentów jak chociażby chińskie radiowozy do złudzenia przypominające amerykańskie, które rozbijają się niczym w „Blues Brothers”, no może w nieco mniejszej skali.

Co ciekawe, „Człowiek ze złotym pistoletem”, to według mnie zdecydowanie najsłabsze role kobiece w serii od lat, a może nawet od samego jej początku. Słodka i głupkowata agentka Goodnight bardziej irytuje swoją ograniczoną inteligencją i stereotypem blondynki, aniżeli czaruje swoim wdziękiem, a kochanka Scaramangi, Andrea Anders ma bardzo ograniczoną rolę i ciężko w ogóle ją oceniać.

Choć za Rogera Moore’a Bond wydaje się nieco obniżać loty, to ten rozrywkowy charakter filmów z jego udziałem przypadł mi do gustu i nie inaczej jest w przypadku „Człowieka ze złotym pistoletem”. Nie oczekujemy tu nie wiadomo jak skomplikowanej i zaskakującej historii, ale fajnej akcji, humoru, odrobiny romansu i kolejnej wygranej dobra ze złem. I właśnie to danie dostajemy na złotej tacy, z odrobiną nowych przypraw, ale także z jednym czy dwoma zjełczałymi składnikami, ostatecznie jednak jak najbardziej zjadliwe.

Ocena: 6,5/10

Jedna myśl w temacie “„Człowiek ze złotym pistoletem” – Polowanie na Bonda w wielkim stylu

Odpowiedz na marchewa79 Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s