„Han Solo: Gwiezdne wojny – historie” – Trudne początki łotrzyka

Wszyscy wiemy, że uniwersum „Gwiezdnych Wojen” pełne jest przeróżnych historii. Jak na razie zdecydowano się przenieść na szklany ekran tylko dwie. Oba tytuły wzbudziły wśród fanów mieszane odczucia. Jednym się podobało, inni zaczęli odprawiać egzorcyzmy. O ile „Łotr Jeden” odrobinę mnie zawiódł, to „Han Solo” którego niedawno obejrzałem, pozytywnie mnie zaskoczył.

Wiele osób czekało na przygody młodego Hana. Niestety oczekiwanie na ten film było pełne strachu związanego z problemami jakie wystąpiły w trakcie jego produkcji. Zmiana na stanowisku reżysera, dokrętki, ograniczone koszty. To wszystko spowodowało, że miałem mnóstwo obaw co do końcowego efektu, na szczęście niesłusznie.

Film zabiera nas do lat młodości Hana, który razem ze swoją ukochaną, Qi’rą chce uciec ze zniewolonej Korelii i w końcu móc śmiało powiedzieć, że jest wolnym człowiekiem. Jak to jednak bywa w odległej galaktyce, nie wszystko idzie po jego myśli. Zostaje rozdzielony z dziewczyną, a jego celem staje się powrót na planetę i ocalenie jej. Brzmi prosto i tak jest, choć nie do końca.

W trakcie dwóch godzin widz jest rzucany między jedną planetą i następną, a te prezentują się przyzwoicie, choć nie ma czasu na zwiedzanie więc poznajemy je tylko pobieżnie. Akcja może nie pędzi na złamanie karku, ale posuwa się naprawdę szybko. Chwilami cierpią na tym niektóre wątki, które nie zostają specjalnie rozwinięte, ale to wszystko by opowiedzieć jak najwięcej o głównym bohaterze.

W Hana wcielił się człowiek o nazwisku, którego chyba nigdy poprawnie nie wymówię – Alden Ehrenreich. Z początku wydaje się, że na siłę próbuje odgrywać odmłodzoną wersję Harrisona Forda, ale z czasem dobrze odnajduje się w tej ikonicznej roli. Musimy bowiem zrozumieć, że film opowiada o tym kim jest Solo, skąd się wziął i w jaki sposób stał się osobą, którą pokochały miliony fanów na całym świecie. Oczywiste jest zatem, że nie będzie kalką postaci, którą spotkaliśmy w „Nowej Nadziei”. Stąd też Solo jest chętny przygód, niczego i nikogo się nie boi, ma w sobie sporo humoru i dobrze uzupełnia się ze swoimi partnerami.

Reszta obsady bardzo dobrze spisała się w swoich rolach. Choć zaprezentowane tu postaci nie miały zbyt wiele czasu by w pełni się popisać, zdołały pokazać że jest w nich duży potencjał. Piękna i waleczna Qi’Ra odnalazła się w świecie zdominowanym przez mężczyzn i nie da sobie w kaszkę dmuchać. Na szczególne pochwały zasługuje Woody Harrelson. Jego Tobias Beckett ma tutaj ogromne znaczenie, bo od razu można w nim zauważyć pewne cechy charakteru i zachowania, które musiały wpłynąć na ukształtowanie Hana Solo. Nie jest to może bohater oryginalny – złodziej, któremu nie można ufać – ale świetnie zagrany. Do tego trzeba jeszcze dorzucić młodego Lando w wykonaniu Donalda Glovera, który jest naturalnie przemądrzały i arogancki, i chyba najbardziej zapada w pamięć, szczególnie że łączy go specjalna więź z jego droidem, L3-37.

Ron Howard postarał się nawiązać do większości, o ile nie wszystkich tajemnic dotyczących Hana Solo, nad którymi głowiły się rzesze fanów od czasów oryginalnej trylogii. Dowiadujemy się co nieco o jego rodzinnej planecie, ojcu, znajomości obcych języków oraz miłości do latania. Nie brakuje tzw. easter-eggów dla najbardziej zagorzałych widzów. Na zachętę powiem, że wspomniany jest choćby los Aurry Sing, pojawia się rasa Pyke’ów znana z „Wojen Klonów”, a na ekranie w kolejnej już roli pojawia się Warwick Davis. Najgłupszą rzeczą jaką usłyszałem i której nie mogę wybaczyć jest pochodzenie nazwiska głównego bohatera. Poza tym nie mam co zarzucić filmowi Rona Howarda.

Film wciąga i choć zaprezentowane w nim przygody mogą wydawać się bardzo proste i przejrzyste, to sprawiają mnóstwo frajdy. Czuć tu klimat łączący w sobie to co najlepsze w „Gwiezdnych Wojnach” oraz „Indianie Jonesie” tylko w skondensowanej formie.

Jeśli chodzi o muzykę, to tylko chwilami słyszymy melodie znane z głównej sagi, reszta dźwięków to już praca w pełni oryginalna. Dobrze wpasowuje się ona w przygody pełne kosmicznych ucieczek, pościgów, śmigających wkoło laserów, ale także pojedynków w Sabaka.

Oglądając „Han Solo: Gwiezdne wojny – historie” odniosłem wrażenie, że można by jednak opowiedzieć dokładniejszą historię o tytułowym bohaterze. Wydaje mi się, że zawarto tu wszystko co się da o Hanie, tak że w zasadzie nie pozostało zbyt wiele miejsca na eksplorowanie co ważniejszych wydarzeń w jego życiu. W zasadzie po zakończeniu filmu, można pomyśleć że Solo leci na Tatooine, zaczyna współpracę z Jabbą, a resztę tej historii już dobrze znamy.

Film to jednak świetna rozrywka, nie tylko dla najmłodszych, choć widać że do nich jest przede wszystkim skierowana, ale również do tych którzy z gwiezdną sagą są już od wielu lat. Jest to kolejna oryginalna produkcja w uniwersum, która jednak nie stara się łamać żadnych schematów tak jak „Ostatni Jedi”. Każdy był kiedyś młody i Han Solo też. Jeśli zatem popełnił jakieś błędy, to możemy zrzucić je na karb jego młodości i mu je wybaczyć, prawda?

Ocena: 6,5/10

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s