„Sin City” Tom IV – Bez urazy dla Azjatów, zdarzają się żółci dranie

Na pierwszy rzut oka, większość komiksów nie porusza bardzo poważnych tematów. Liczy się akcja, niesamowite walki, nadprzyrodzone zdolności. Generalnie nie zgodziłbym się z takim stwierdzeniem, ale coś w tym jest. Od każdej reguły istnieją jednak wyjątki, a świetnie o tym świadczy przebojowa seria Franka Millera – „Sin City”.

W tym konkretnym przypadku mam na myśli historię opisaną w czwartym tomie serii zatytułowanym „Ten żółty drań”. Możecie zapewne kojarzyć ją z filmu, który miał premierę w 2005 r. Tu znajdziecie pierwowzór, który po części posłużył jako scenariusz do hollywoodzkiej historii.

Głównym bohaterem jest tym razem John Hartigan, policjant który właśnie ma odejść na emeryturę. Jest jednak prawdziwym gliną, wiernym swojej odznace, który nie poddał się moralnej zgniliźnie panującej w mieście. Postanawia on uratować 11-letnią Nancy Callahan, porwaną przez Roarka Juniora, syna senatora Roarka, który rządzi Basin City. Hartigan nie dba o to jakie poniesie konsekwencje, nie może znieść myśli o okrucieństwach jakie ten potwór wyrządzi dziewczynce, nie ważne kim on jest. Sam jednak ledwo daje radę, a to przez „dusznicę bolesną”.

Akcje Johna prowadzą co prawda do ocalenia Nancy, ale zgodnie z przewidywaniami, nie kończy się to dla niego najlepiej. Nie dość, że nie pokonał bestii, to jeszcze musi odsiedzieć swoje za coś czego nie zrobił. Macki zła i korupcji sięgają daleko, nawet do wymiaru sprawiedliwości. „Staruszek umiera, dziewczynka żyje. Uczciwa wymiana”.

Nancy jest jedyną osobą, która trzyma bohatera przy życiu, podczas gdy jest on odizolowany od świata. Gdy jednak wieść o niej ginie, Hartigan robi wszystko by wydostać się z więzienia i upewnić, że dziewczynie nic nie grozi. I mam tu na myśli WSZYSTKO! To prowadzi do nieuchronnej konfrontacji z Roarkiem Juniorem i zakończeniem tej sprawy raz na zawsze.

Po lekturze czwartego tomu „Sin City” doszedłem do wniosku, że zaprezentowana przez autora historia jest tak wciągająca, trzymająca w napięciu, naciskająca na różne ludzkie emocje, że spokojnie mogłaby się sprawdzić jako książka lub film w zwyczajnej formie. Tradycyjna dla serii czerń i biel dodają jednak fabule pewnej nieprzewidywalności oraz tragizmu, a dodana tym razem żółć napawa strachem i obrzydzeniem.

Prócz Hartigana pojawia się tu wiele postaci, także te, znane z innych części serii. Mamy oczywiście Roarka Juniora, który w zasadzie robi co chce i nie musi się obawiać konsekwencji swoich czynów. Niestety jest zboczeńcem i psychopatą, gustującym w młodziutkich dziewczynkach. Jest także jego ojciec, człowiek bezwzględny, który dzięki kłamstwu doszedł na sam szczyt i który w zasadzie nie widzi świata poza swoim synem. No i oczywiście Nancy Callahan, z początku 11-letnie przerażone dziecko, później 19-letnia kobieta, która zarabia swoim ciałem, ale dba o swoją inteligencję i radzi sobie w tym zdeprawowanym świecie. Bardzo pozytywnym akcentem historii jest także para kryminalistów – Klump i Schlubb. W pierwszym momencie wydają się być zwykłymi rzezimieszkami do wynajęcia, którzy za dobrą cenę wykonają każdą robotę. Po chwili okazuje się jednak, że prowadzą inteligentne rozmowy, używając bardzo zawoalowanych języka.

Największe wrażenie u Franka Millera robią emocje, które goszczą na twarzach bohaterów. Stylistyka komiksu tylko w tym pomaga, często pomijając tło, a skupiając się właśnie na wizerunkach postaci. Mamy wyzierające spojrzenie pogardy i złości Hartigana, przerażenie młodziutkiej Nancy i szaleństwo Roarka Juniora. Mnie szczególnie imponują te czarno-białe ilustracje, bez choćby odrobiny tekstu, które pozwalają czytelnikowi zatrzymać się w czasie, jednocześnie uchylając rąbka tajemnicy oraz zasłaniając wystarczająco dużo by chcieć czytać dalej.

Nie należy także zapominać o kolejnym aspekcie serii, który sprawia, że „Sin City” to pozycja oryginalna, wobec której nie da się przejść obojętnie. Mowa oczywiście o narracji. Po raz kolejny narratorem jest główny bohater i to z jego perspektywy przedstawione zostają wszystkie wydarzenia. Czytelnik wchodzi w jego buty, studiuje jego zachowanie oraz umysł Hartigana i już nie sposób się z nim nie utożsamić.

„Ten żółty drań” to najlepszy przykład jak zwykłą historię policjanta, który chce dorwać bandziora i uratować dziewczynę można zamienić w coś niepowtarzalnego i oryginalnego. Być może nie jest to pozycja dla młodzieży, a już na pewno nie dla dzieci, ale nie jest ona tylko zwykłą rozrywką dla czytelnika komiksów. Ze wszystkich pozycji Franka Millera płynie dla nas pewna lekcja. Tym razem jest nią poświęcenie w imię wyższej idei, dobra oraz konsekwencje jakie mogą nas za to czekać.

Ocena: 8/10

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s