Recenzja mangi Tokyo Revengers Tom 1

Jednym z nieodłącznych elementów wielu japońskich komiksów jest subkultura gangsterska. Dokładniej rzecz ujmując, chodzi mi o chuliganów, którzy w mangach często odgrywają zarówno role epizodyczne, drugoplanowe jak i główne. Jedne tytuły traktują o tej części społeczeństwa na poważnie, a inne w sposób żartobliwy. Wśród wielu takich tytułów, w moje oko wpadła nowość na naszym rodzimym rynku wydawniczym, światowy bestseller, zdobywca prestiżowej nagrody Kodansha Manga Award w kategorii shōnen za 2020 r. czyli Tokyo Revengers.

Najnowsza pozycja wydawnictwa Waneko opowiada niezwykle oryginalną historię. Jej bohaterem jest Hanagaki Takemichi. Prowadzi on nudne, zupełnie przeciętne życie. Cały czas coś mu nie wychodzi, ciągle musi przepraszać za swoje błędy, pracuje w wypożyczalni filmów i tak mija mu dzień za dniem. Zrządzenie losu sprawia, że jego życie całkowicie się odmienia i w końcu nabiera sensu.

Wszystko zaczyna się od wiadomości o śmierci jego byłej, jedynej dziewczyny, jeszcze z czasów gimnazjum. To właśnie ona, Hinata Tachibana będzie główną siłą napędzającą bohatera do działania. Najpierw musi jednak mieć zupełnie nielogiczne, nadprzyrodzone zajście od czapy. Takemichi wpada na tory kolejowe i wszystko wskazuje, że za chwilę zginie. Nic bardziej mylnego. Chłopak żyje, tylko że po przebudzeniu budzi się 12 lat młodszy! Myśli, że to tylko sen. Szybko okazuje się, że będzie miał szansę na nowo przeżyć swoje życie, a skoro nadarza się taka sytuacja, to postanawia, że zrobi wszystko by ocalić swoją wielką miłość.

Pomysł podróży w czasie, a raczej sam sposób w jaki do niego dochodzi może i jest absurdalny (poprzez uścisk dłoni brata Hinaty), ale reszta historii, to już wspaniała, pełna humoru i przemocy, trzymająca w napięciu, odkrywająca przed nami mnóstwo niespodzianek przygoda ze światem japońskich chuliganów. Jest jednak pewien wielki problem. Takemichi to tchórz i przeciętniak. Żaden z niego twardziel, a będzie musiał stanąć twarzą w twarz z najsilniejszymi, najstraszniejszymi, największymi zakapiorami w tej społeczności. Te konfrontacje będą źródłem zarówno najśmieszniejszych jak i najbardziej dramatycznych wydarzeń na drodze do uratowania Hinaty.

Na pierwszy tom mangi składa się pięć rozdziałów rozłożonych na niecałe 190 stron komiksu. Autor Tokyo Revengers Ken Wakui szybko uzmysławia nam, że w trakcie podróży, w którą ruszamy wraz z Takemichim poznamy mnóstw fantastycznych, charyzmatycznych bohaterów. Wśród nich znajdujemy chociażby niepozornego, malutkiego i żarłocznego lidera gangu Tokyo Manji ( w skrócie Toman) Manjirou Sano zwany Mikey, jego najlepszego przyjaciela, twardziela z tatuażem smoka na głowie Ken Ryuuguuji, ksywka Draken, stereotypowy brutal Kiyomasa, ale także rodzina Tachibana, czyli Naoto, młody policjant który uzmysławia Takemichiemu w jakiej znalazł się sytuacji oraz instruuje go co zrobić by jego siostra przeżyła oraz wspomniana wcześniej Hinata, piękna, odważna i wygadana dziewczyna, ukochana głównego bohatera.

Już po przeczytaniu tych kilku rozdziałów trzeba przyznać, że manga robi ogromne wrażenie pod względem wizualnym. Jest bowiem dopracowana co do najmniejszych detali. Czasem w mandze kreska i styl autora rozwija się wraz z jej kolejnymi tomami, ale tutaj od razu wchodzimy na wysoki poziom. Świetne i oryginalne są wizerunki bohaterów, czasem będące w kontraście z ich charakterem, innym razem idealnie go oddające. To samo tyczy się scen walk, których póki co nie ma wiele, ale widać, że będą stanowić bardzo ważny punkt historii. Czuć ten ból, desperację, odwagę czy brutalność. Już sam styl w jakim Tokyo Revengers zostało narysowane sprawia, że kupujemy tę historię od samego początku i chcemy dowiedzieć się czy misja Takemichiego się powiedzie.

Ken Wakui zabiera nas w niezwykłą podróż. Odsłania przed nami wiele tajemnic, często nas zaskakuje, potrafi trzymać czytelnika w napięciu, ale także rozbawić do łez. Tokyo Revengers ma wszystko co może zaciekawić – bardzo dobra fabuła, świetne rysunki, charakterystyczne postaci. Ciężko znaleźć tu jakieś słabe punkty, a to przecież dopiero początek. Już nie mogę się doczekać co wydarzy się dalej!

Ocena: 8/10

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s