„Lissy” – Sekrety, które zmieniają wszystko

Bogaty czy biedny, farmer czy kryminalista. Każdy skrywa jakąś tajemnicę. Tylko od nas zależy, czy ktokolwiek się o niej dowie. Jedne są banalne i proste, inne mroczne, a czasem nawet brutalne. Na co dzień o nich nie myślimy, ale jedno zdarzenie może zmienić wszystko i nie ma już niczego do ukrycia.

Takie sekrety ujawni wam lektura książki „Lissy”, której autorem jest Luca D’Andrea, włoski pisarz, twórca bestsellerowej „Istoty zła”. Poznacie historię ucieczki młodej dziewczyny, Marlene, która przejrzała na oczy i chce znaleźć się jak najdalej od swojego męża-potwora Herr Wegenera, ale nie będzie to wcale takie proste.

Na okładce widzimy główną bohaterkę ze strachem wymalowanym na jej twarzy, a w tle przewijają się mroźne góry. Odczuwamy niepokój. Czym ta śliczna dziewczyna mogła tak bardzo się przestraszyć? Wertujemy pierwsze strony, a przed nami staje pierwsza tajemnica – „Kochana Lissy, mała Lissy”.
Posuwając się coraz dalej, poznajemy bohaterów powieści oraz jej główne wątki. Pierwszy z nich dotyczy wspomnianej już Marlene oraz jej ucieczki.

Kolejny przedstawia nam jej męża, Roberta Wegenera, który za wszelką cenę chce odnaleźć żonę, a wiąże się to nie tylko z jego złością, ale także strachem. Nie traci on bowiem tylko swojej kobiety, ale również drogocenne kryształy, które miały zaprowadzić go na sam szczyt światka przestępczego – do Konsorcjum. Tajemnicza organizacja przysyła swojego człowieka, dosłownie Zaufanego Człowieka – nie poznajemy bowiem jego prawdziwego imienia. I to jest następny wątek poruszony przez autora. Został nam jeszcze jeden, prawdopodobnie najważniejszy. Gdzieś w górach żyje Simon Keller. Prowadzący pustelnicze życie człowiek odnajduje zranioną kobietę, która uczestniczyła w wypadku. Zabiera ją do swojego przybytku i postanawia zaopiekować się nią do czasu jej wyzdrowienia. Jest nią właśnie Marlene.

Jak widać, maluje nam się tu mnóstwo tajemnice, a są one przez autora powoli odkrywane. Fabuła spokojnie posuwa się do przodu, a Luca D’Andrea płynnie przeskakuje między historiami poszczególnych postaci, nie wprowadzając czytelnika w zakłopotanie związane z ilością bohaterów i zdarzeń, które im towarzyszą. Rozdziały są krótkie, kilku lub kilkunastostronicowe. Czyta się je szybko i łatwo. Dodają akcji dynamizmu i wciągają na całego.

Autor kompleksowo rozrysowuje portrety bohaterów. Przedstawia nam ich uczucia i sekrety. Prezentuje ich przeszłość, podkreślając co doprowadziło ich do miejsca, w którym są w danej chwili. Każdy z nich jest naznaczony jakąś tragedią, jest uszkodzony przez życie, czy to przez śmierć członka rodziny, czy upokorzenie z dzieciństwa.

D’Andrea w mistrzowski sposób odwraca naszą uwagę. W każdej chwili może nastąpić zwrot akcji, a my jesteśmy tak pogrążeni w lekturze, że w ogóle się go nie spodziewamy. Czujemy się częścią tej historii, która wydaje się nie zmierzać w kierunku szczęśliwego zakończenia. Autor potrafi jednak zaskoczyć i gdy wydaje nam się, że za chwilę czeka nas koniec, on wydłuża nasze oczekiwanie na finał w sposób absolutnie naturalny i nie irytujący.

Bardzo mocną stroną tej historii jest fakt, że można by umieścić ją w dowolnym okresie czasu i funkcjonowałaby równie dobrze. Czas, w którym toczy się akcja książki jest subtelnie podkreślany, a dokładna data pada chyba tylko raz. Długimi momentami można nie zorientować się, że chodzi o lata 70. minionego wieku, a jedyną wskazówką może być brak telefonów komórkowych, komputerów oraz internetu. Z kolei miejsce akcji znajduje się w północnych Włoszech. Podróżujemy między zimnymi i majestatycznymi górami, śliskimi drogami i zatłoczonym miastem. Przede wszystkim zaglądamy w mroczne zakątki starego gospodarstwa i odwiedzamy otwarte, zaśnieżone stoki.

Nadchodzą długie, zimne wieczory. Wieczorem przysiadamy pod kocem i szukamy czegoś co nas rozgrzeje. Nie zawsze będzie to kominek czy kaloryfer. Czasem będzie to książka. Książka odkrywająca mroczne sekrety ukryte głęboko w każdym z nas. Książka, której zimna atmosfera, wartka akcja i tajemnice rozgrzeją was lepiej niż najgorętszy termofor. Czujecie jak robi wam się ciepło?

Ocena: 8/10

Zdjęcie: Merlin.pl

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s