Czy niedopuszczenie do jednego wydarzenia z przeszłości rzeczywiście jest w stanie zmienić teraźniejszość? Hanagaki Takemichi w ogóle się nad tym nie zastanawia i po prostu dział, próbując ocalić Drakena przed niechybną śmiercią. Czy uda mu się osiągnąć ten cen? A co ważniejsze, czy zmieni to jego teraźniejszość? O trudach z tym związanych opowiada trzeci tom mangi Tokyo Revengers.

Jeśli zastanawialiście się jak tam u Takemichiemu, to można powiedzieć krótko „po staremu”. To cały czas ten fajtłapowaty koleś, który w życiu niczego nie osiągnął. Próbuje wykorzystać drugą szansę jaką dostał od losu, ale bądźmy szczerzy, wielkich postępów nie robi. Jakimś cudem udaje mu się jednak znaleźć we właściwym miejscu i czasie, a dzięki swojemu dobremu sercu jest w stanie przekonać do siebie i uspokoić największych twardzieli.

Tym razem musi dopilnować by nic nie stało się Drakenowi. Ciężko uwierzyć w to, że ktoś taki jak Draken znalazłby się w poważnych tarapatach, ale takie są fakty. Najnowszy tom Tokyo Revengers rozpoczyna się od mocnego uderzenia. Dochodzi do konfrontacji Toman i Moebiusa, co jest wątkiem przewodnim kilkunastu kolejnych rozdziałów. Tradycyjnie, gdy wydaje nam się, że udało się rozwiązać sprawę, Ken Wakui prezentuje nam taki zwrot akcji, że szczęka opada.

Autor jak zawsze robi dobry użytek z całej gamy emocji jakie targają głównym bohaterem. Raz płacze, kiedy indziej się wścieka, ale zawsze reaguje emocjonalnie przez co z wielkim zainteresowaniem śledzi się losy Takemichiego. Dodatkowo, świetnie uzupełnia się z innymi postaciami, z których niektóre potrafią być brutalne i bezwzględne, a inne balansują na granicy dobra i zła.

Tym razem autor mangi nie zalewa nas wieloma nowymi bohaterami czy wątkami. Momentami można przez to odnieść wrażenie, że akcja zwalnia i robi się nudno. Jest dużo humoru i żartów, mamy brutalną konfrontację gangów, ale poza tym nic nowego. Poza tym fabuła nie posuwa się zbyt daleko i to sprawia, że trzeci tom Tokyo Revengers jest jak na razie najsłabszym.

Leave a Reply

%d bloggers like this: