Niezbyt udany powrót do świata Kingsmana – recenzja filmu King’s Man: Pierwsza misja

Ostatnio zastanawiałem się co jest większym wyzwaniem dla filmowych twórców. Kontynuacja kinowego hitu czy może jego prequel. O tym, że ten drugi przypadek należy do skomplikowanych przekonałem się, oglądając nowy film Disneya. Chodzi o najnowszą produkcję z uniwersum Kingsmana, którą wytwórnia przejęła wraz z kupnem aktywów Foxa.

King’s Man: Pierwsza misja to tytuł, który opowiada o tym jak powstała niezależna agencja wywiadowcza Kingsman. Po dwóch kasowych hitach, ktoś wpadł na pomysł by wyjaśnić jak zaczęła się działalność tej organizacji. Pomysł był naprawdę dobry, bo z jednej strony można było zaciekawić fanów serii, pokazując coś nowego, oryginalnego i odmiennego od dwóch wcześniejszych filmów, a z drugiej strony postawić kolejny krok w rozwoju dochodowej marki.

Poznajcie historię tajnej agencji

Film Matthew Vaughna, który wyreżyserował również Kingsman: Tajne służby i Kingsman: Złoty Krąg zabiera nas na początek XX w. Tam poznajemy niejakiego Orlando Oxforda, jego żonę i syna. Rodzina bardzo mocno angażuje się w pomoc ofiarom wojny, współpracując z Czerwonym Krzyżem. Podczas odwiedzin jednego z afrykańskich obozów koncentracyjnych bohater jest zszokowany i wzburzony tym jak traktowani przez wojska brytyjskie są tamtejsi mieszkańcy. Pech sprawia, że dochodzi do ataku rebeliantów, w wyniku którego ginie jego ukochana małżonka Emily. I to na oczach kilkuletniego Conrada.

Ruszamy 12 lat do przodu. Jesteśmy w przededniu wybuchu I wojny światowej i to właśnie w tym okresie toczy się już właściwa akcja King’s Man: Pierwsza misja. Nadopiekuńczy Orlando za wszelką cenę stara się zatrzymać w domu i uchronić przed wszelkim zagrożeniem swojego syna Conrada. Ten pragnie jednak poznać świat i wzorując się na ojcu, wstąpić do wojska i służyć ojczyźnie. Ma to sens, gdyż ciemne chmury zbierają się nad Europą, a źli ludzie pragną to wykorzystać i pogrążyć Imperium Brytyjskie.

Miała być komedia akcji, a wyszedł dramat

Długi, bardzo ponury, przygnębiający wręcz i zdecydowanie zbyt poważny jak na Kingsmana wstęp skupia się na pokazaniu relacji ojca i syna. Muszę przyznać, że nie tego się spodziewałem. Ten poważny ton filmu być może związany jest z faktem, że jego akcja toczy się w trakcie I wojny światowej, a twórcy nie chcą śmiać się z tak bolesnych wydarzeń. Nie ulega jednak wątpliwości, że jest to całkowite odejście od klimatu, który widzowie pamiętają z produkcji z w 2014 i 2017 r. Mało jest tu tego charakterystycznego połączenia luzu, akcji i humoru, za który tak lubię Kingsmana.

Akcja zaczyna rozkręcać się dopiero gdy Orlando godzi się z synem i wtajemnicza go w swoje pozakulisowe działania. W Rosji, przy okazji konfrontacji z Rasputinem w końcu mamy coś ze starego Kingsmana. Jest akcja, muzyka, polot i komedia i wtedy ogląda się to świetnie. Niestety nie trwa to zbyt długa, a ścieżka jaką wybrał Matthew Vaughn może nie przypaść do gustu większości widzów. Z pewnością nie przypadła do gustu mnie.

King’s Man: Pierwsza misja – plusy i minusy

Twórcy King’s Man: Pierwsza misja postanowili posłużyć się popularnym w przypadku wielu blockbusterów chwytem. Zapowiedzi filmu sugerowały nam, że głównym wrogiem naszych bohaterów będzie Rasputin, a okazało się, że był on jedynie częścią większego planu pewnego szalonego Szkota. Vaughn i spółka postawili zatem na element zaskoczenia i jeśli chodzi o te niespodzianki, to one działają (tożsamość głównego złoczyńcy, śmierć niektórych bohaterów). Żadnego z nich nie byłem w stanie przewidzieć, choć miałem kilka tropów.

Na plus należy zaliczyć wszelkie sceny akcji. Wypadają świetnie i dynamicznie. Momentami ma się wrażenie, że czegoś takiego wcześniej nie grali, choć to oczywiście nieprawda. Szkoda tylko, że tych scen znowu nie ma tak dużo, a przynajmniej zostały nieodpowiednio zbalansowane. Większość tego co dobre spotyka nas bowiem głównie w drugiej części filmu. Wyjątkiem jest najlepsza część historii King’s Man: Pierwsza misja czyli wątek Rasputina.

Na minus trzeba z kolei zaliczyć wszystkie poważne i dramatyczne elementy produkcji. Jestem w stanie zrozumieć, że są one niezbędne dla rozwoju fabuły, ale nie oznacza to, że trzeba je rozciągać w czasie. Mam wrażenie, że tą samą kwestię czyli konflikt Orlando i Conrado próbowano przedstawić na kilka różnych sposobów, choć widz szybko zdaje sobie sprawę jak to się skończy.

Podsumowanie

Generalnie, film mimo niespodzianek, o których wcześniej wspominałem jest bardzo schematyczny. Nawet młodsi widzowie szybko zdadzą sobie sprawę w jakim kierunku zmierza historia. Po King’s Man: Pierwsza misja spodziewałem się o wiele więcej, tym bardziej, że franczyzę przejął Disney i wydawało mi się, że będzie chciał bardzo mocno ją wypromować. W filmie nie ma jednak zbyt wiele z Disneya, a taki Kingsman zrobiony w stylu Marvela, czyli „dużo akcji, dużo humoru, prosta historia” wypadłby według mnie o wiele lepiej.

King’s Man: Pierwsza misja pomimo wielu dobrych momentów, świetnej obsady i niespodzianek wypada blado na tle pozostałych filmów z tego uniwersum. Jest to tytuł, który zdecydowanie lepiej obejrzeć sobie na spokojnie w domu niż wybierać się na niego do kina. Zawodzi przede wszystkim scenariusz. Jest w nim sporo ciekawych pomysłów, ale uginają się one przed niezrozumiałą chęcią wyciągnięcia na pierwszy plan relacji księcia Oxfordu i jego syna. Po prostu nieodpowiednio umieszczono tu akcenty dramatyczne i komediowe, przy zdecydowanej większości tych pierwszych. Miała być szalona akcja pełna humoru, a wyszła historia o ojcu, który zrobi wszystko by nie stracić syna.

Zdjęcia: 20th Century Fox

Jedna myśl w temacie “Niezbyt udany powrót do świata Kingsmana – recenzja filmu King’s Man: Pierwsza misja

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s