Czas na kolejną porcję kolorowych przygód Son Goku i jego przyjaciół. Ostatnim razem nasz bohater rozpoczął nowy rozdział w swojej niezwykłej historii. Po raz kolejny zabrał się za poszukiwanie Smoczych Kul. Przede wszystkim chce znaleźć kulę z czterema gwiazdkami, pamiątkę po zmarłym dziadku. Na jego drodze staje jednak zła Armia Czerwonej Wstęgi, która również poszukuje kul. Goku rozprawił się już z jej dwoma oddziałami, ale czy uda mu się przezwyciężyć kolejnych wrogów?

Najnowszy, piąty tom mangi Dragon Ball Full Color konfrontuje Son Goku z Niebieskim oddziałem Armii Czerwonej Wstęgi. Na jego czele stoi bardzo charakterny, sprytny, a przede wszystkim zniewieściały i nienawidzący kobiet dowódca (chyba już wiecie co to za stereotyp). Z pozoru nie wydaje się być zbyt silny, ale z czasem okazuje się, że nastręcza naszemu bohaterowi mnóstwo kłopotów.

W najnowszych rozdziałach powracają starzy, dobrzy znajomi. Goku korzysta z pomocy Bulmy w związku z zepsutym radarem, ale zwraca się również do Żółwiego Pustelnika, u którego spotyka Kuririna. Ten tom śmiało można by nazwać morską przygodą naszego bohatera, gdyż to właśnie w otchłani oceanu znajduje się kolejna smocza kula.

Czytając piątym już tom mangi nie mogę wyjść z podziwu jak ta z pozoru narysowana w bardzo prosty sposób historia potrafi być tak wciągająca. Bądźmy szczerzy, choć postaci i otaczający ich świat są oryginalne i charakterystyczne, to nie są specjalnie skomplikowane. Nawet historia, która w dużej mierze opiera się na humorze i parodii. A jednak Dragon Ball w pełni pochłania czytelnika, zarówno młodego jak i starszego. Może to ten wspomniany humor, a może dynamiczna akcja albo sympatyczni bohaterowie i stara jak świat walka dobra ze złem w połączeniu z odrobiną głupkowatości?

Dragon Ball Full Color ponownie nie nie zawiódł. Choć tym razem zabrakło dodatkowych materiałów i pytań skierowanych do autora, to manga nadal pełna jest atrakcji. Przede wszystkim prezentuje się pięknie, choć pewnie pisałem to przy każdym tomiku tego tytułu. Jakby tego było mało, tym razem pojawiają się tu również bohaterowie z innego utworu autorstwa Akiry Toriyamy, a mianowicie z Dr. Slump!

Z ręką na sercu polecam wam sięgnięcie po Dragon Ball Full Color. Dla mnie jest to sentymentalna podróż do czasów dzieciństwa, gdy wszystko było zdecydowanie prostsze. Dla dzieciaków będzie to przezabawna rozrywka, lepsza niż siedzenie nad smartfonem czy grami wideo. Dragon Ball działa na wyobraźnię, jest żywy, kolorowy, humor bywa prosty i sprośny, ale akurat tutaj jest to zaletą. Ciekawe jak skończy ta biedna Armia Czerwonej Wstęgi w następnych starciach z Goku, prawda? O tym przekonamy się w szóstym tomie. Polecam!

Leave a Reply

%d bloggers like this: