Recenzja serialu Pachinko – sezon 1.

Temat emigracji nie jest nam Polakom zupełnie obcy. Choć sam nigdy nie opuściłem na dłużej kraju, to wielu naszych rodaków czy to ze względów ekonomicznych, czy ze względów ideologicznych musiało wyjechać z kraju, często nie wracając już do ojczyzny. Teraz wyobraźcie sobie te same problemy tylko, że na drugim krańcu świata. Poznajcie historie Koreańczyków, którzy w wyniku wojny z Japonią byli przesiedlani do Kraju Kwitnącej Wiśni, co więcej byli przez cały czas traktowani z góry, a wręcz poniżani. Opowieść o ich losach przedstawia serial Pachinko.

Oparta na powieści o tym samym tytule produkcja od Apple TV+ skupia się na czterech pokoleniach pewnej koreańskiej rodziny, która w pewnym momencie zmuszona jest przenieść się do Japonii. Pachinko odsłania przed nami historię i kulturę Korei oraz zmagania jej obywateli w utrzymaniu swojej tożsamości na swego rodzaju wygnaniu w Japonii.

Pachinko to niezwykła, poruszająca historia. Przede wszystkim, serial na czynniki pierwsze rozkłada relacje między Japończykami, a Koreańczykami. Do tej pory nie miałem pojęcia jak przedstawiały się historyczne relacje obu krajów. Pokazał mi to dopiero ten tytuł, który nie boi się szczerze opowiadać o sprawach trudnych i bolesnych. O swego rodzaju degradacji Koreańczyków, którzy w Kraju Kwitnącej Wiśni nigdy nie mogli poczuć się jak w domu.

Uderzający jest w szczególności fakt, że pomimo upływu lat – historia rozpoczyna się w 1915 r. i przenosi nas aż do 1989 r. – stosunek japońskiego społeczeństwa do emigrantów z Korei się nie zmienia. Są oczywiście wyjątki, ale większość osób traktuje Koreańczyków z góry, a jeśli nawet wprost tego nie okazuje, to twórcy serialu jasno dają nam do zrozumienia, że choć nie postępują wobec emigrantów źle, to przynajmniej tak o nich myślą.

Mamy dwóch głównych bohaterów Pachinko Pierwszym jest Kim Sunja. Gdy pierwszy raz ją poznajemy jest niesforną dziewczynką. Z czasem oglądamy jej kolejne, starsze wcielenia. Widzimy jak dojrzewa w czasach koreańsko-japońskiego konfliktu na początku XX w. Historia jej nie oszczędza. Traci tatę, nieszczęśliwie się zakochuje, rodzi dziecko choć nie może być z jego ojcem. W końcu dziewczyna poślubia dobrego mężczyznę, którego przynajmniej z początku nie kocha i musi opuścić swoją matkę, a przede wszystkim ojczyznę.

Drugim jest Solomon Baek, wnuk Sunji. Ambitny karierowicz, próbujący osiągnąć sukces w USA, chcąc awansować powraca do Japonii, w której się wychował. Choć nie zdaje sobie z tego sprawy, będzie musiał wybrać między karierą, a kulturą i historią swojego narodu. Ten wykształcony i obyty młodzieniec w trakcie ośmiu rozdziałów serialu przekona się kim tak naprawdę jest i na czym mu zależy.

Pachinko to niesamowita lekcja historii, opowieść która porusza, wzrusza, momentami śmieszy, ale przede wszystkim fascynuje. Zrobiony w doskonałym guście serial mówi o czymś, o czym prawdopodobnie większość Japończyków nie chciała by wspominać. Pokazuje nam na jak różnych poziomach w człowieku potrafi zagnieździć się zło, bo ciężko inaczej nazwać sposób w jaki koreańscy emigranci są tutaj traktowani.

Z wielką ekscytacją wyczekiwałem kolejnych odcinków serialu. Przede wszystkim chcąc dowiedzieć się jak potoczą się dalsze losy konkretnych postaci. Oprócz samego przywiązania twórców do kultury i historii, które są w Pachinko przedstawione jak najwierniej się da, nie brakuje tu również pewnego elementu przeznaczenia. Już na starci otrzymujemy sugestię o pewnej klątwie by następnie przekonać się jak ciężkie będzie życie Sunji oraz jej rodziny.

Twórcy nie idą na żadne ustępstwa. Kiedyś taki serial pewnie zrobiono by w jednym języku. Dziś nie ma jednak problemu z tym, że Koreańczycy rozmawiają ze sobą po koreańsku, a z Japończykami po japońsku. A są jeszcze Amerykanie, z którymi trzeba mówić po angielsku choć mamy miła niespodziankę i niektórzy potrafią coś wydukać po japońsku. To bardzo ważny element serialu, który w końcu opowiada o tożsamości narodowej bohaterów, o tym jak można ją zatracić, a także jak ją utrzymać.

Pachinko to naprawdę epicki serial, nakręcony z wyczuciem i rozmachem. Każdy odcinek był dla mnie w jakimś stopniu niespodzianką. Choć epizody został napisane według pewnego schematu, to pod koniec pierwszego sezonu nagle dostaliśmy zaskakującą historię w pełni skupiającą się na trzęsieniu ziemi, które miało miejsce w Japonii. To jednak nie jedyne zaskoczenie w podróży w jaką zabiera nas produkcja Apple TV+. Mamy tajemniczą, zaginioną siostrę, romans z w gruncie rzeczy gangsterem, symbole walki z ciemiężycielem. Twórcy potrafią sprawić by te wszystkie niespodzianki wgniotły w nas fotel, nadchodząc w najmniej oczekiwanym momencie.

Od kolorowego i dynamicznego intro z tańczącymi w rytm utworu Let’s Live For Today bohaterami, który idealnie streszcza historię Solomona, jednocześnie przypominając nam o sile nieugiętych, nie poddających się przeciwnościom losu bohaterom, balansując przez kolejne pięknie i dokładnie pokazane nam epoki, aż po wzruszający finał i rozmowy z prawdziwymi emigrantkami na temat ich przeżyć, Pachinko to jedyne w swoim rodzaju doświadczenie, jedno z największych serialowych odkryć tego roku, tytuł który trzeba zobaczyć!

Zdjęcia: Apple TV+

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s