Recenzja mangi Tokyo Revengers Tom 5

Przeżywasz dwa razy ten sam koszmar – utratę swojej ukochanej osoby. Co robisz by znaleźć w sobie siłę do dalszego działania? Jak godzisz się z tym, że naprawa teraźniejszości nie będzie tak prosta jak ci się wydawało? Jakie podejmujesz kroki? Przed Takemichim Hanagakim nowe, wielkie wyzwania. Misja uratowania Hinaty rozkręca się w najlepsze w piątym tomie Tokyo Revengers.

Bardzo szybko minęła mi lektura nowego tomu mangi autorstwa Kena Wakui. Szybko, a zarazem emocjonalnie. Zaczynamy od chwil ciężkich, czyli pogrzebu Hinaty. Nasi bohaterowie, Takemitchy i Naoto zastanawiają się jak mogło po raz drugi do tego dojść, a co ważniejsze, jak zadziałać i co zrobić gdy Hanagaki wróci do przeszłości. Przed nami pojawiają się kolejne pytania i tajemnice.

Jak w każdym tomie, tak i tym razem Tokyo Revengers ma dla nas sporo niespodzianek. Niespodzianek z grubej rury, bo jak inaczej nazwać Drakena czekającego na karę śmierci czy długo wyczekiwane wejście na scenę Kisakiego Tetty? Czytając, ma się poczucie, że dzieją się rzeczy naprawdę ważne dla dalszego rozwoju fabuły.

Nowy tom to także nowe, oryginalne postaci. Mamy wielkiego Bajiego i mającego szaleństwo wypisane w oczach Kazutorę. Jest też wspomniany Kisaki Tetta, ale póki co autor nie skupia się za bardzo na tym bohaterze. Dwójce nowych graczy nie brakuje charakteru. Pierwszy jest pewny siebie i wygadany. Drugi wydaje się za nic mieć zasady, które skłonny jest z łatwością złamać. Na razie otrzymujemy jedynie delikatny wgląd w ich osobowość, ale szybko zdajemy sobie sprawę, że w kolejnych rozdziałach odegrają istotną rolę w historii Toman.

Czytając piąty tom miałem wrażenie, że z jednej strony rozrysowany jest w sposób naprawdę prosty i często oszczędny, a z drugiej oddający powagę sytuacji i emocje towarzyszące poszczególnym wydarzeniom. Gdy ma być zabawnie nie przestajemy się śmiać, ale gdy ma być poważnie i strasznie to uśmiech błyskawicznie znika z naszej twarzy.

Dodatkowo, autor potrafi znaleźć równowagę między warstwą wizualną, a treścią mangi. W żadnym momencie Tokyo Revengers nie jest przegadane, choć każdy rozdział wiele wnosi do historii. Wakui potrafi wydobyć ze swoich postaci to co najlepsze, a fakt że często niespecjalnie koncentruje się na ich otoczeniu niczego nie ujmuje opowiadanej przez niego historii.

W Tokyo Revengers jest coś dziecinnego i prostego, i zdaję sobie sprawę, że wiele osób z tego powodu nie chce sięgnąć po ten tytuł. Jednakże, złożona historia i bardzo oryginalni, ciekawi bohaterowie z którymi można się utożsamić czynią lekturę świetną rozrywką nie tylko dla młodszych czytelników. Kolejny raz wydawnictwo Waneko mnie nie zawiodło i dostarczyło fajnie przetłumaczoną i pięknie wydaną gratkę dla fanów mangi.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s