Jednym z najciekawszych wątków fantastyczno-naukowych w filmach i serialach jest podróżowanie w czasie. Mogłoby się wydawać, że jest to motyw oklepany i rozłożony na czynniki pierwsze tyle razy, że twórcy już niczym nas nie zaskoczą. Nadal trafiają się jednak ciekawe historie, raz oryginalne, kiedy indziej znajdujące oparcie w komiksach czy książkach. Jednym z ostatnich tego przykładów jest produkcja HBO zatytułowana Miłość ponad czasem.

Science-fiction, romans i Steven Moffat

Miłośnicy Doktora Who i Sherlocka z pewnością kojarzą pana Stevena Moffata. Brytyjski scenarzysta jest odpowiedzialny za jedne z najciekawszych odcinków obu seriali. Także za Miłość ponad czasem. Przede wszystkim warto wspomnieć jego udział w powstawaniu Doktora Who. W końcu tam podróże w czasie i związane z tym nierzadko zagmatwane reguły i złożone historie były i są na porządku dziennym.

Gdy zatem usłyszałem, że to właśnie urodzony w Szkocji twórca zabiera się za kolejną opowieść z podróżowaniem w czasie w tle byłem spokojny o to co przyjdzie mi zobaczyć. Tym razem nie jest to jednak historia całkowicie oryginalna. Podobnie jak w przypadku wspomnianego Sherlocka, znajduje oparcie w literaturze. Konkretnie w powieści autorstwa Audrey Niffenegger znanej pod różnymi tytułami – Żona podróżnika w czasie, Miłość ponad czasem, czy Zaklęci w czasie. Warto również wspomnieć o filmowej wersji z 2009 r.

Miłość ponad wszystko – nic dodać, nic ująć

Serial opowiada historię miłości Henry’ego i Clare. Na pozór można by to uznać za najnudniejszy w świecie pomysł. Wszystko zmienia fakt, że Henry podróżuje w czasie! Co więcej, nie kontroluje tej zdolności. Spontanicznie, najczęściej pod wpływem stresu znika i przenosi się czy to w przeszłość, czy to w przyszłość. W nowym miejscu pojawia się zawsze nagi i bezbronny, zmuszony do walki o przetrwanie, gdyż nie wie kiedy powróci na swoje miejsce.

Kadr z serialu Miłość ponad czasem - Henry i Clare

Na przestrzeni sześciu odcinków obserwujemy interakcje między dwójką bohaterów w różnych okresach czasu. Generalnie, 20-letnia Clare jest w związku z 28-letnim Henrym jednak już jako dziecko miała do czynienia ze starszym Henrym. Co więcej, sam mężczyzna często stawał na drodze czy to swojej starszej, czy młodszej wersji. Najciekawszy jest tu chyba jednak fakt, że o samej koncepcji podróży w czasie i następstwach wyżej wspomnianych relacji oraz skutków jakie mogą wywołać nie mówi się zbyt wiele.

Miłość, ale niewiele więcej

Miłość ponad czasem jest przede wszystkim historią miłosną. Serial stara się pokazać, że to największe, najwspanialsze i najważniejsze uczucie jest w stanie przezwyciężyć nawet czas. Jednakże, pomimo charyzmy odtwórców głównych ról – Theo Jamesa i Rose Leslie – nie czułem tej nierozerwalnej więzi i tego potężnego uczucia. Nie na tyle by uwierzyć w przesłanie produkcji HBO. Być może jest to wina ciągłych przeskoków w czasie, a może krótkiej formy, co czyni ten tytuł w pewnym stopniu bezbarwnym.

Kreacje wspomnianej dwójki aktorów są na tyle dobre, że przyciągają naszą uwagę do serialu. Jesteśmy ciekawi kolejnych zwrotów akcji w ich skomplikowanym związku. Do tego twórcy potrafią dosyć zwięźle przeplatać dramat z humorem. Sprawia to, że z zaciekawieniem oglądamy kolejne odcinki i generalnie nie czujemy znużenia opowiadana historią.

Kadr z serialu Miłość ponad czasem - Henry ze swoją młodszą wersją.

Podsumowanie

Choć Miłość ponad czasem jest serialem ciekawym to daleko jej do najlepszych propozycji HBO. To luźna refleksja dotycząca związków i miłości. Nie wydaje mi się jednak żeby przekazywała nam coś nowego w tym temacie. Historia jest oryginalna, ale płynące z niej doświadczenia już nie bardzo. Mam wrażenie, że twórcy nie wykorzystali potencjału produkcji. Być może za bardzo wpatrywali się w jej książkowy pierwowzór. Niemniej jest to tytuł, który polecam każdej zakochanej parze, gdyż żaden związek nie jest idealny.

Zdjęcia: HBO

Leave a Reply

%d bloggers like this: