Są takie seriale, za którymi stoi oryginalny pomysł, ale z różnych względów nie udaje im się w pełni wykorzystać swojego potencjału. Powodów takiego stanu rzeczy może oczywiście być wiele. Jedną z nowszych produkcji, będących dobrym tego przykładem, które ostatnio miałem okazję obejrzeć jest serial Armiozaury.
Już sam tytuł brzmi nieco kiczowato i od razu sugeruje, że będziemy mieli do czynienia z dinozaurami. Tak zresztą jest. Adaptacja koreańskiego formatu zabiera nas na alternatywną wersję Ziemi, z której miliony lat temu przybysze z kosmosu skradli wszystkie dinozaury. Teraz jednak stworzenia znów pojawiły się na planecie. Istnieje nawet specjalny program – Armiosaurs Initiative – który ma za zadanie dopilnować by sytuacja się nie powtórzyła.
Armiozaury do pewnego stopnia lecą schematem znanym z Power Rangers. Mamy kosmicznych najeźdźców i piątkę nastolatków. Za sprawą ich specyficznego kodu genetycznego, potrafią w pewnym stopniu komunikować się z dinozaurami. Nie, żeby z nimi rozmawiali, ale raczej czują ich potrzeby, itp. W oparciu o specjalną technologię zostają oni pilotami, kierującymi uzbrojonymi w super pancerze dinozaurami.
W kolejnych odcinkach poznajemy nieco lepiej piątkę bohaterów, a są nimi Liam (czerwony pilot, którego spokojnie można nazwać nerdem),T.J. (niebieski pilot, nazbyt pewny siebie koszykarz),Paloma i Prisca (żółta i pomarańczowa pilotka, siostry, które zdecydowanie się od siebie różnią) i Joon (czarny pilot, który chce odnaleźć swojego brata, należącego do inicjatywy). Z każdym z nich wiąże się jakiś wątek, do pewnego stopnia rozwijany w 1. sezonie. Wiążą się oni z Tyranozaurem, Triceratopsem, Velociraptorami i Pterodaktylem.

Pomysł na dinozaury w XXI wieku, na dodatek w specjalnych zbrojach, rozbudził moje wewnętrzne dziecko. Jako dziewięciolatek pewnie nie oderwałbym się od ekranu telewizora tak samo jak w przypadku wspomnianego przeze mnie na wstępie Power Rangers. Pomysł jest prosty, ale fajny i łatwo sobie wyobrazić, że przyciągnie do siebie dzieciaki. Tylko, że jest mnóstwo elementów, za sprawą których produkcja swojego potencjału nie wykorzystuje.
Historia jest prosta, dialogi sztywne, a sceny aktorskie na green screenie do bólu sztuczne. Sekwencje z akcją, walkami dinozaurów, itp. zostały z kolei wykonane w pełni komputerowo, więc aktorzy jedynie podkładają wtedy postaciom głosów. O ile z początku wygląda to przyzwoicie, to z każdym kolejnym epizodem jest coraz słabiej. Można nawet odnieść wrażenie, że AI zrobiłoby to lepiej. Nie oczekujcie też, że będzie tu zbyt wiele logiki, bo nie jest to serial z głęboką, rozbudowaną historią, choć mógłby takim być.

Niektóre postaci pojawiają się tu znikąd. Sami główni bohaterowie są z kolei nudni jak flaki z olejem. Rozumiem, że Armiozaury celują w najmłodszą część widowni, ale czasami mam wrażenie, że twórcy serialu biorą ich za idiotów, którzy nie będą zadawać racjonalnych pytań. Produkcja za bardzo trzyma się schematu, który ma już kilkadziesiąt lat i w dzisiejszych czasach nie ma racji bytu. Początek jest naprawdę fajny i dynamiczny, ale im dalej w las, tym gorzej. Choć finał sezonu daje światełko nadziei, że może być lepiej, to wad jest jednak tutaj zbyt wiele by zamazały kiepski obraz całości.
Obejrzałem 13-odcinkowy 1. sezon i nie będę go rozpamiętywał. Oryginalnych produkcji dla dzieci i młodzieży w ofercie Disney Plus jest mnóstwo i Armiozaury do nich nie należą. Nie myślałem, że kiedykolwiek będę miał do czynienia z tytułem, który sprawia, że dinozaury nie są już takie cool, a jednak się myliłem. Tytuł do pominięcia, nie angażujący, niesatysfakcjonujący, dobry na weekendowy seans z dzieciakami jeśli naprawdę nie macie żadnego pomysłu jak spędzić z nimi czas. Gwarancji, że im się spodoba zdecydowanie nie daję.
Ocena: 4/10
Zdjęcia: Disney Plus
