Gwiezdne wojny: Maul – Mistrz Cienia – recenzja 1. sezonu

Choć od czasu przejęcia marki Star Wars przez Disneya, niejedna produkcja zawiodła fanów franczyzy, to zawsze mogliśmy polegać na animacjach. To właśnie one pokazały siłę uniwersum, powoli rozbudowując historie zapoczątkowane w filmach George’a Lucasa. Do ich grona dołączyła właśnie kolejna z nich, czyli Gwiezdne wojny: Maul – Mistrz Cienia, która również nie zawodzi.

Chyba warto zacząć od tego, że jest to zdecydowanie produkcja skierowana do fanów Star Wars. Jeśli kiedyś mieliście okazję obejrzeć gwiezdną sagę, może nie wystarczyć wam to bowiem do ogarnięcia wydarzeń, których jesteśmy tutaj świadkami. Niejedna osoba będzie się zastanawiać jak właściwie tytułowy bohater przetrwał po Mrocznym Widmie, a o tym dowiadujemy się z animacji Wojny klonów. Miłośnicy tego świata wiedzą także jaki ostatecznie spotyka go koniec, więc są w stanie umieścić tę historię na osi czasu i docenić różne odniesienia do innych obrazów LucasFilm. Przeciętny widz może nie zrozumieć w pełni niektórych wątków, a jest to część frajdy jaką ja miałem z oglądania nowości Disney+.

Teraz, możemy już przejść do fabuły animowanego serialu. 1. sezon zadebiutował w kwietniu i liczy sobie 10. odcinków. Jego akcja toczy się jakiś czas po zakończeniu Wojen Klonów i wydaniu rozkazu 66, który doprowadził do upadku zakonu Jedi. Produkcja zabiera nas na planetę Janix, gdzie Maul planuje odbudowę swojego imperium przestępczego oraz zemstę na Imperatorze. Miejsce jest nieprzypadkowe, gdyż ukrywa się tutaj dwójka Jedi, a padawanka Devon jest częścią planu głównego bohatera.

Serial oferuje nam wciągającą, trzymającą w napięciu i mroczną historię z jaką do tej pory nie mieliśmy do czynienia w uniwersum, choć różne jej odcienie widzieliśmy w innych produkcjach. Mamy przestępcze intrygi i policyjne śledztwo. Choć wydaje nam się, że wszystko zmierza w dość przewidywalnym kierunku, rozwój fabuły nieraz nas zaskakuje. Ogląda się to zupełnie inaczej niż niemal wszystkie pozycje z uniwersum Star Wars, bo wiemy na jak złe i przebiegłe czyny stać Maula. Z drugiej strony, fascynują nas jednak jego poczynania i jesteśmy ciekawi jak będzie rozwijał się jego plan w obliczu kolejnych przeszkód.

Przede wszystkim, serial Gwiezdne wojny: Maul – Mistrz Cienia wygląda bajecznie. Czuć, że artyści odpowiedzialni za animację weszli na wyższy poziom. Wrażenie robią najdrobniejsze detale Janix. Od krajobrazów, przez architekturę, pojazdy, aż po mieszkańców. Sceny akcji to prawdziwe mistrzostwo. Aż żałuję, że w nowych filmach Disneya nie mieliśmy z takimi do czynienia, gdyż właśnie czegoś takiego spodziewałbym się pod Star Wars. Od epickich walk na miecze świetlne, po pościgi zatłoczonymi ulicami. Gdy twórcy zapraszają nas do poczucia adrenaliny, zdecydowanie nie zawodzą. No i całość doskonale buduje mroczny klimat produkcji.

Choć wystarczyła mi sama postać Maula bym z ciekawością oglądał kolejne odcinki serialu, twórcy nie zawodzą w kwestii pozostałych bohaterów. Po części wynika to z faktu, że dają im odpowiednie motywacje. Oni mają o co walczyć, czy jest to rodzina, władza, czy wyższy cel. Policjant, chcący ochronić swojego syna oraz całą planetę przed przybyciem Imperium. Najemniczka, która ślepo wierzy w pragnienie swojego lidera, ukrywający się Jedi, którzy niosą pomoc potrzebującym, próbując zagłuszyć emocje i pokusy. Mamy tutaj naprawdę barwne postaci, zarówno poważne jak i wnoszące pewną dawkę humoru i rozluźnienia w pełnej napięcia historii.

Z nowych bohaterów najciekawiej zapowiada się padawanka Devon, gdyż przez całe 10. odcinków zastanawiamy się, czy Maul, niczym diabeł na jej ramieniu, skusi ją na ciemną stronę Mocy. Z drugiej strony, znajduje się bowiem jest Mistrz Eeko-Dio Daki, przeciwwaga dla mrocznego lorda. Choć wiedząc, że 2. sezon został już zamówiony, wydaje nam się, że znamy jaki będzie ostateczny wynik tych działań, twórcom udaje się nie tylko nas zaskoczyć, ale przede wszystkim emocjonalnie zaangażować w wewnętrzny konflikt Twilekanki, który jest jednym z głównych wątków w 1. sezonie Gwiezdne wojny: Maul – Mistrz Cienia.

Ciekawi, pełnokrwiści bohaterowie, świetne efekty specjalne i warstwa wizualna serialu, genialne sceny akcji i wciągająca historia. Czy jest coś, co w animacji Disney+ nie działa lub sprawdza się gorzej? Choć byłem w pełni zaangażowany w fabułę, były momenty, gdy wydawało mi się, że za tempo akcji straszliwie zwalnia, a bohaterowie zbyt długo tkwią w martwym punkcie. Jest trochę takich dłużyzn, które dodatkowo łączą się z pewną przewidywalnością. Fani wiedzą, że Maul nie zginie, a Jedi, biorąc pod uwagę późniejsze produkcje, ostatecznie źle skończą. Finał kuszenia Devon również nie jest dla nas niespodzianką. Dzięki estetyce serialu i przywiązaniu do szczegółów, te elementy nie nastręczały mi większych problemów, ale część widzów może ich nie przeboleć.

Gwiezdne wojny: Maul – Mistrz Cienia spełnił moje oczekiwania, oferując coś świeżego i nowego, a jednocześnie rozwijając jedną z najciekawszych postaci z trylogii prequeli, która wiedzie prym w animowanych produkcjach Star Wars. Dostałem akcję, dostałem motywy związane z Mocą, dostałem kryminalne śledztwo i pościgi. Miałem na czym zawiesić oko, a sama historia tylko w kilku momentach nieco mnie znudziła. Dla fanów uniwersum, wymarzona pozycja, ale bez jego znajomości ani rusz i stąd ocena musi być trochę niższa.

Ocena: 7,5/10

Zdjęcia: Disney Plus

Leave a Reply