Drapacz niebios – recenzja mangi

Są takie tytuły, które stawiają na akcję i efektowność. Są jednak również takie, które starają się zaskoczyć i zaintrygować czytelnika, wprowadzając wiele niejednoznaczności. W powolny i subtelny sposób wciągają nas w swój świat. Z taką pozycją mamy do czynienia w przypadku mangi Drapacz niebios.

Manga autorstwa Masakazu Ishiguro to historia, która zdecydowanie zapada w pamięć, choć z początku ciężko rozszyfrować, o co tak właściwie tutaj chodzi. Czy to komedia, a może sci-fi? Nic nie jest tutaj oczywiste, dopóki nie zagłębimy się w kolejne rozdziały. To zresztą nie pierwszy raz, gdy Ishiguro balansuje między realizmem, a absurdem. Wychodzi mu to jednak na tyle dobrze, że nie powinien z tego rezygnować.

Historia rozgrywa się w futurystycznym świecie, w którym roboty są tak samo częścią społeczeństwa jak ludzie. Okazuje się, że dostęp do niektórych potrzeb został mocno ograniczony. Dla trójki nastolatków wiąże się to z problemem w zdobyciu tzw. świerszczyków. Poznajemy ich, gdy knują, jak wejść w posiadanie erotycznych materiałów. Zaczyna się przezabawnie, ale ten początek to tylko zasłona dymna, gdyż nie jest to w żadnym razie sprośna komedia, choć humoru tutaj nie brakuje.

Od kolejnego rozdziału Drapacz niebios przenosi nas o kilka lat w przyszłość, gdzie dwóch z chłopaków spotyka się ponownie po dekadzie rozłąki. Jeden narzeka na swoje niepowodzenie jako aktor, gdy odcinek z jego udziałem nigdy nie trafił na antenę z powodu morderstwa na planie. Jednak to morderstwo może nie być odosobnionym incydentem, o czym przekonujemy się, gdy uwaga przenosi się na początkującą detektyw Saeko Sakurabę.

Saeko prowadzi śledztwo w sprawie serii dziwnych incydentów w tytułowym kompleksie budynków, które na pierwszy rzut oka nie wydają się powiązane. Wkrótce zaczynają się jednak ze sobą łączyć, im głębiej sięga dochodzenie. Świeżo upieczona detektyw odkrywa spisek, na który chyba nikt nie wpadłby po przeczytaniu pierwszego rozdziału tej mangi. Choć niejedna z kolejnych historii sprawia wrażenie niepowiązanych opowieści, finalny efekt pozytywnie zaskakuje, łącząc je ze sobą w oryginalny i dający do myślenia sposób.

Autor skacze między różnymi postaciami i wątkami, zarysowując pewne elementy historii, które później będą dla nas miały sens. Ishiguro robi to w niezwykle sprytny sposób, usypiając naszą czujność. Nieraz nas zaskakuje w trakcie lektury, mimo różnych wskazówek, które nam podrzuca. Muszę jednak podkreślić, że poziom poszczególnych historii jest bardzo zróżnicowany. Niektórym postaciom nie poświęca się wystarczająco dużo czasu, by zaangażować nas w ich losy. Niekiedy wydaje się, że ważniejszy jest humor niż większa opowieść. Przez to czasem trudno zaangażować się w fabułę.

Jeśli chodzi o stronę wizualną, Drapacz niebios prezentuje się przyzwoicie, ale nie powala na kolana. Tła są dość szczegółowe, ale wiele postaci narysowano w prosty sposób, bez cieniowania czy detali. Gdy nastoletni bohaterowie dorastają, części z nich w ogóle nie rozpoznajemy, w czym dodatkowo nie pomaga fabuła. Nie mamy tutaj rysunkowych fajerwerków i ten element mangi oceniłbym jako jej słaby punkt.

Choć historia, łącząca tematykę AI i sztucznego życia wyjątkowo mnie zaintrygowała, to formuła mangi nie każdego do siebie przyciągnie. Ilustracje i bohaterowie nie obyli się bez pewnych mankamentów, ale ogólna koncepcja i sposób, w jaki fabuła się zazębia, są dla mnie bez zarzutu. Drapacz niebios zapadł mi w pamięć – wracałem nawet, by wyłapać wskazówki i powiązania. Wydaje mi się jednak, że większość czytelników uzna ten tytuł za ciekawostkę niż za godny polecenia największym miłośnikom komiksów.

Ocena: 6,5/10

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania mangi chciałbym podziękować wydawnictwu Waneko.

Wydawnictwo Waneko - logo

We własny egzemplarz możecie zaopatrzyć się pod poniższym linkiem: https://sklepwaneko.pl/mangi/waneko/jednotomowki-waneko/17237-drapacz-niebios-9788383894492.html

Leave a Reply