Finał każdej serii wiąże się z ogromnymi oczekiwaniami i nie zawsze udaje im się sprostać. Wystarczy spojrzeć na wyjątkowo mieszane, a wręcz w większej mierze negatywne opinie na temat zakończenia sagi Star Wars, by zrozumieć, że zwieńczenie epickiej historii jest co najmniej trudnym zadaniem. Na szczęście, wielu twórcom ta sztuka się udała, a najlepszym tego przykładem jest film Władca pierścieni: Powrót króla.
Epicka historia Froda, zmierzającego do Mordoru, by jakimś cudem zniszczyć Jedyny Pierścień w końcu dobiega końca. W tym samym czasie Aragorn, Gandalf, Legolas, Gimli, Théoden i inni bohaterowie stają do ostatecznej walki z siłami Saurona. Oblężenie Minas Tirith, bitwa na polach Pelennoru, wędrówka ścieżką umarłych i dramatyczne wydarzenia w Mordorze. Tak oto przed naszymi oczami rozgrywa się najbardziej epicka konkluzja opowieści fantasy w historii.
Według mnie, Powrót króla idealnie wieńczy historię, w pełni wykorzystując potencjał powieści oraz możliwości technologiczne roku 2000. Po dziś dzień pamiętam wypełnioną po brzegi salę kinową żywo reagującą na kolejne ekranowe wydarzenia. Prawie 3,5 godziny oglądania minęło błyskawicznie, a człowiek nie miał ochoty żegnać się z tymi bohaterami. Wszystko w tym filmie jest na swoim miejscu i chyba nigdy w życiu nie byłem równie usatysfakcjonowany po wyjściu z kina jak właśnie po seansie finału trylogii Petera Jacksona.
Sceny batalii zaprezentowane w filmie po prostu powalają na kolana. Z takim rozmachem rzadko mamy do czynienia nawet dziś, mimo możliwości współczesnego kina. Co jednak najważniejsze, ramię w ramię z tym rozmachem idą emocje, które niosą ze sobą wydarzenia, rozgrywające się na wielkim ekranie wydarzenia. Z minuty na minutę napięcie rośnie. Choć nawet nie znając książek, zdajemy sobie sprawę, że to musi się dobrze skończyć, jednak poprzednie odsłony udowodniły, że śmierć może dopaść każdego z naszych ukochanych bohaterów. Takich chwil, gdy wstrzymujemy oddech jest faktycznie wiele i potrafią przysporzyć nam palpitacji serca. Tak bardzo Jackson zaangażował nas w tę historię.

Powrót króla doskonale uzmysławia widzowi jakie okropieństwa niesie ze sobą zbrojny konflikt. Pokazuje przed jak trudnymi decyzjami stoją wielcy wodzowie, ale daje nam także perspektywę przeciętnych mieszkańców, którzy nagle muszą stanąć w obronie całego swojego dotychczasowego życia. Widzimy upadek ludzkiej moralności, ale utwierdzamy się również w przekonaniu, że nie warto porzucać nadziei, nawet w najciemniejszych momentach. Piękne przesłanie i wymowa filmu, to tylko jedna z jego pozytywnych stron.
Muzyka kolejny raz przenosi nas do świata Śródziemia, genialnie wzmacniając te wszystkie, pełne emocji sceny, od walki z Królem Nazguli, przez stanięcie oko w oko z umarłymi, aż po ostateczną decyzję Froda na Górze Przeznaczenia. To samo tyczy się zdjęć i efektów specjalnych, które stoją na najwyższym poziomie i według mnie niewiele się zestarzały przez ostatnie dwie dekady, wciąż oczarowując widzów na całym świecie pomimo upływu czasu.

Aktorzy zdecydowanie nie pozwalają nam na ani słowo krytyki względem ich pracy przy filmie. Powrót króla wzbogaca całą trylogię o kolejną świetną rolę, czyli Denethora, namiestnika Gondoru. Kreacja Johna Noble’a jest po prostu genialna. Tworzy on zaślepionego władzą, skorumpowanego i niegodnego bycia ojcem bohatera, którego nie sposób lubić i dokładnie tak ma być. Poza tym, ponownie świetnie spisuje się Andy Serkis, a bardzo fajne wątki mają aktorzy wcielający się w Merry’ego i Pippina. Błyszczy również Sean Astin jako Sam, już nie tylko moralna podpora Froda.
Wiem, że niektórych zrazi ponad trzy godziny seansu, ale nie dało się według mnie lepiej ująć tej finałowej odsłony historii w krótszej formie. Mi perspektywa kolejnych kilku godzin spędzonych w Śródziemiu sprawiła ogromną frajdę i myślę, że jeśli komuś spodobały się poprzednie części to nie powinien mieć z tym problemu. To samo tyczy się faktu, z czego przez lata wiele razy już żartowano, że Powrót króla ma kilka zakończeń, w których żegnamy się z kolejnymi bohaterami i zamykane są najważniejsze wątki. To jednak jedyne słabostki jakie mógłbym tutaj wskazać.

Powrót Króla, krótko mówiąc, to nie tylko idealne zakończenie przepięknej, epickiej trylogii, ale zwieńczenie jednego z największych osiągnięć kina fantasy. Peter Jackson stworzył film, który jednocześnie zachwyca rozmachem, porusza emocjonalnie i zostawia widza z poczuciem spełnienia. Nawet po ponad 20 latach pozostaje jednym z moich absolutnie ulubionych obrazów, który gdy tylko nadarza się taka okazja, oglądam na wielkim ekranie.
Ocena: 10/10
Zdjęcia: New Line Cinema
