Jeśli na czymś Japończycy się znają, to na tworzeniu oryginalnych i absurdalnych zarazem historii. Nigdzie indziej na świecie nie spotkałem się z historią, w której płatny zabójca zostaje zamieniony w dziecko i by odzyskać swoją dawną formę, musi… iść do szkoły! A w Japonii to normalka i z takim scenariuszem mamy do czynienia w anime Kill Blue.
Na papierze brzmi to jak pomysł wyciągnięty z kapelusza. Legendarny płatny zabójca zostaje trafiony tajemniczym środkiem odmładzającym i z dnia na dzień wraca do ciała nastolatka. Aby znaleźć sposób na odwrócenie efektu, trafia do liceum, gdzie zamiast eliminować cele musi… radzić sobie z klasówkami, szkolnymi klubami i relacjami z rówieśnikami. Co najważniejsze, 1. sezon Kill Blue udowadnia, że nawet najbardziej absurdalny punkt wyjścia może stać się podstawą bardzo przyjemnej serii.
Największym atutem anime i jego siłą napędową jest sam główny bohater, Juzo Ogami w branży znany jako Lewa Ręka Demona („Demon’s Left Hand”) . Jego doświadczenie zawodowego zabójcy i faceta w średnim wieku nie znika tylko dlatego, że wygląda na czternastolatka. Dzięki temu niemal każda szkolna sytuacja nabiera komicznego charakteru. Konflikty, które dla zwykłego ucznia są końcem świata, on analizuje z chłodną precyzją człowieka przyzwyczajonego do walki o życie. Ten kontrast napędza sporą część humoru i – co ważne – nie nudzi się po kilku odcinkach.
Kolejną mocną stroną Kill Blue jest sprawne balansowanie między komedią, a akcją. Nie jest to mega dramatyczny, mroczny thriller i serial nie próbuje tego udawać. Z drugiej strony, nie idzie na 100% w kierunku absurdu i czystej szkolnej farsy. Kiedy przychodzi moment na dynamiczne starcia, animacja pokazuje „pazur”, a choreografia walk przypomina, że bohater nie bez powodu był legendą swojego fachu. Zaraz potem twórcy potrafią wrzucić scenę z codzienności szkolnej, a całość nie traci rytmu i działa bez zgrzytów. Równowaga zostaje dobrze zachowana.

Mnóstwo do historii wnoszą także inni bohaterowie, których portrety należy zaliczyć jako kolejny plus tego anime. Każda ważniejsza postać wnosi coś do historii zamiast pełnić wyłącznie rolę tła. Nie wszystkie wątki są może równie angażujące, ale relacje między postaciami rozwijają się naturalnie i zachęcają do śledzenia kolejnych odcinków. Noren twardo stąpa po ziemi i choć sprawia wrażenie chodzącego ideału, odrzucając zaloty swoich rówieśników, którzy są powiązani z gangami, okazuje się, że nie jest wcale tak chłodna i niedostępna jak się początkowo wydaje. Fajnie wypadają też jej adoratorzy. Shin w momentach stresu stosuje smoczek by się uspokoić, Kazuma specjalizuje się w hipnozie, a jego brat jako zabójca specjalizuje się w… golfie.
Szczególnie dobrze wypadają w serialu momenty, w których bohater musi godzić swój profesjonalizm z oczekiwaniami nastolatków – i odkrywa, że szkolne życie bywa bardziej nieprzewidywalne niż niejedna misja. Jako osobie kilka lat młodszej od Juzo, to poczucie humoru doskonale do mnie trafia i podejrzewam, że sam zachowywałbym się podobnie na jego miejscu. No i te jego rozkminy, że z jednej strony powinien zachowywać się jak nastolatek, no ale przecież jest starym facetem i nie powinien za bardzo spoufalać się z nastolatkami, zwłaszcza płci pięknej.

Jakie dostrzegam słabsze strony tego tytułu? Czasem miałem wrażenie, że tempo 1. sezonu jest trochę nierówne, zwłaszcza mniej więcej w jego środku. Mamy tutaj też pewien schemat, bo Noren ma być kluczem bohatera do odzyskania jego prawdziwego ciała, a tu co rusz pojawiają się nastolatkowie zabiegający o wdzięki córki szefa farmaceutycznego koncernu, z którymi główny bohater musi sobie poradzić. Od strony realizacyjnej jest z kolei solidnie, ale bez szału, czy nowych standardów animacji studia Cue. Dla mnie są to jednak niewielkie minusy, które nie umniejszyły mi wielkiej frajdy jaką miałem z oglądania Kill Blue. Myślę, że miłośnicy shounenów się ze mną zgodzą.
Ocena: 7,5/10
