Od jakiegoś czasu na polskim rynku wydawniczym pojawia się coraz więcej koreańskich komiksów. Zdążyłem już zauważyć, że jednym z dominujących wśród nich wątków, jest odrodzenie w powieści. Bohater/bohaterka budzi się w świecie znanym mu z książki. Właśnie zadebiutował kolejny z takich tytułów, Dzień, w którym zostałam księżniczką.
Pewna Koreanka umiera i budzi się jako Athanasia (Athana), córeczka cesarza Claude’a de Alger Obelii. Już w tym miejscu pojawia się jednak pewien istotny problem. Bohaterka wie dokładnie, w jakiej historii się znalazła, a jest to powieść, w której porzucona księżniczka ginie z rąk własnego ojca (zimnego, tyranicznego cesarza) w wieku kilkunastu lat. No i oczywiście, pech chciał, że jest właśnie tą księżniczką. Czy uda się jej odmienić zapisany w powieści los?
Athanasia pamięta całą fabułę powieści i zrobi wszystko, żeby przeżyć. By swój plan zrealizować, przede wszystkim zamierza unikać swojego ojca za wszelką cenę. Będzie grzeczną i niezauważalną dziewczynką, znajdzie oszczędności, a w przyszłości ucieknie z pałacu. Szybko okazuje się jednak, że będzie te plany musiała zmodyfikować i nie wszystko dzieje się w zgodzie z książką.

Pierwszy tom manhwy pokazuje jak bohaterka odnajduje się w nowym świecie i nowej roli. Obserwujemy jak dorasta od okresu niemowlęctwa przez następne kilka lat. Poznajemy jej relacje ze służbą, odkrywamy historię jej nowej rodziny, a przede wszystkim ojca, który ma być bezwzględnym, bezdusznym cesarzem, dążącym po trupach do celu. Akcję napędzają różnice między scenariuszem jaki zna Athanasia, a wydarzeniami jakie mają faktycznie miejsce w jej nowym życiu.
Dzień, w którym zostałam księżniczką nie zachwycił mnie, gdyż podobny scenariusz już znam, a w pierwszym tomie nie znalazłem niczego, czym seria wyróżniłaby się na tle innych przedstawicieli tego gatunku. Początek wielu czytelnikom wyda się zatem znajomy i do pewnego stopnia przewidywalny, co jest największym minusem komiksu. Jest jednak wiele elementów, do których przyczepić się nie możemy.

Świetnie wypadają ilustracje. Są urokliwe, kolorowe i wręcz błyszczące. Czasem tła bywają oszczędne, ale kiedy odpowiedzialny za rysunki Spoon chce nam pokazać pałacowe wnętrza, to potrafi zachwycić nas detalami. Prym wiodą jednak wizerunki Athanasii, pięknej i dziewczęcej. Stroje, fryzury, biżuteria no i te wielkie oczy, naprawdę robią na czytelniku wrażenie. Bardzo fajnie wypadają także fragmenty komediowe, gdzie styl zostaje odpowiednio zmodyfikowany, zbliżający się bardziej do karykatury.
Klimat dobrze odpowiada tej historii. Nie mam co do tego wątpliwości. Jest w nim element uroku i humoru, ale jednocześnie tajemnicy. Dla miłośników historii o księżniczkach będzie jak znalazł. Dodatkowego wymiaru nadają interakcje między Athanasią, a cesarzem, które przyspieszają akcję komiksu i wprowadzają więcej nieprzewidywalności do tej opowieści.

Dzień, w którym zostałam księżniczką to świetnie narysowany, dobrze napisany i zrealizowany, solidny tytuł. W pierwszym tomie nie przedstawia jednak według mnie nic nadzwyczajnego. Gdyby to był pierwszy tego rodzaju komiks, po jaki sięgnąłem, moja ocena i ekscytacja byłyby większe. Jeśli mieliście już do czynienia z tym gatunkiem, to możecie manhwę ocenić podobnie. Jest tutaj potencjał na porządną opowieść, ale powyżej pewnego poziomu raczej nie wejdzie.
Ocena: 6/10
Za możliwość przeczytania i zrecenzowania komiksu chciałbym podziękować wydawnictwu Waneko.
We własny egzemplarz możecie zaopatrzyć się pod poniższym linkiem: https://sklepwaneko.pl/manhwa/waneko/dzien-w-ktorym-zostalam-ksiezniczka/17437-dzien-w-ktorym-zostalam-ksiezniczka-01-9788383895000.html

